REKLAMA
REKLAMA

Akademia inwestycyjna

Legislacja oparta o dane

Często narzekamy, że w Brukseli powstają nieżyciowe przepisy, utrudniające funkcjonowanie spółkom i inwestorom w Polsce.

Piotr Biernacki, wiceprezes zarządu Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych, prezes zarządu Fundacji Standardów Raportowania.

Foto: Archiwum

Warto zastanowić się, jak przebiegają procesy legislacyjne, bo rzeczywistość okazuje się bardziej skomplikowana i niejednoznaczna. A część winy za taki, a nie inny, kształt przepisów ponosimy my sami, a przede wszystkim nasze lenistwo.

Jedną z podstawowych zasad unijnej legislacji jest regularne badanie, jak funkcjonują już wprowadzone przepisy, czy osiągnęły założony cel i czy nie spowodowały nieprzewidzianych wcześniej problemów. To doskonała zasada, której tak często brakuje w prawodawstwie krajowym w Polsce. Funkcjonuje ona na szczęście w Brukseli i pozwala na rewizję obowiązujących regulacji. Problemy zaczynają się, gdy sprawdzimy, kto i w jaki sposób ocenia skutki przepisów oraz planuje przyszłe zmiany.

W ubiegłym roku Komisja Europejska w ramach procesu Unii Rynków Kapitałowych rozpoczęła przegląd tych przepisów Rozporządzenia MAR, które mogą utrudniać małym i średnim spółkom dostęp do kapitału. Przegląd rozpoczął się od dwóch spotkań konsultacyjnych, jednego z przedstawicielami giełd, a drugiego, w którym miałem przyjemność uczestniczyć, z innymi interesariuszami, m.in. z przedstawicielami emitentów, inwestorów, firm inwestycyjnych oraz pozostałych grup, na które MAR wpływa.

Dyrekcja Generalna KE ds. Stabilności Finansowej, Usług Finansowych i Unii Rynków Kapitałowych (DG FISMA) zidentyfikowała szereg barier, które utrudniają MŚP pozyskiwanie kapitału na rynkach publicznych. Zestawienie tych barier było przedmiotem spotkania konsultacyjnego – po kolei przechodziliśmy przez poszczególne punkty, a przedstawiciele ok. 30 instytucji zgłaszali swoje uwagi, komentarze i uzupełnienia do treści dokumentu. Tak zwykle przebiegają spotkania konsultacyjne – na początku jest opracowany przez urzędników dokument, a w trakcie spotkania trudno odejść od jego treści.

Tym razem przebieg spotkania został jednak zaburzony i uczciwie przyznam się, że to z mojego powodu. Wśród zidentyfikowanych przez DG FISMA nie było bowiem największych, najpoważniejszych barier, które zniechęcają spółki do debiutu na rynku, a te, które już są notowane, zachęcają do delistingu. Przedstawiłem te kwestie, mając na ich poparcie dwa zestawy solidnych danych. Pierwszym z nich były ogłoszone przez UKNF wyniki „klasówki MAR", które wyraźnie pokazały, z którymi przepisami MAR spółki mają największe problemy. Drugim były wyniki licznych badań i sondaży prowadzonych przez SEG wśród przedstawicieli emitentów i ekspertów zajmujących się raportowaniem i compliance.

W dalszej części całodniowego spotkania dyskusja przesunęła się na omawianie tych „nowo odkrytych" barier w dostępie do kapitału. Zaskakujące dla mnie było, że nikt z obecnych przedstawicieli innych grup interesariuszy rynku nie dysponował żadnymi, nawet szacunkowymi, danymi, które pokazywałyby faktyczną skalę problemów ze stosowaniem MAR'u. Niemal wszyscy zgadzali się z każdym przedstawianym przeze mnie punktem, ale te potwierdzenia wynikały z ogólnych obserwacji rynku oraz opinii jego uczestników, a nie z „twardych" danych.

Jeszcze większym zaskoczeniem dla mnie było to, że tego typu danymi nie dysponowała Komisja Europejska (może to wyraz naiwności z mojej strony, ale z integracją europejską mamy do czynienia zaledwie od dwudziestu kilku lat). Byłem przekonany, że istnieje jakiś zinstytucjonalizowany system gromadzenia danych, które nadzorcy krajowi przekazują do ESMA, a ta z kolei do DG FISMA, wyciągającej z danych wnioski i tworzącej propozycje legislacyjne. Otóż taki system nie istnieje, przynajmniej w zakresie dotyczącym stosowania MAR. Na czym więc bazują przeglądy funkcjonujących regulacji? Na tych danych, które są dostępne, co zwykle oznacza dane przedstawione w procesach konsultacyjnych przez uczestników rynku.

Kolejnym etapem procesu było ogłoszenie przez DG FISMA otwartych konsultacji, w ramach których każdy mógł wypowiedzieć się w odpowiedzi na pogłębiony formularz. W tym dokumencie konsultacyjnym ponad połowa zagadnień to były bariery zgłoszone przeze mnie w trakcie spotkania. Można z tego wyciągnąć kilka wniosków:

1. Wpływ na przepisy powstające w Brukseli jest możliwy z poziomu kraju członkowskiego, a nawet nie tyle samego kraju, co organizacji reprezentującej interesy uczestników rynku.

2. Ten wpływ jest możliwy na wczesnych etapach tworzenia prawa. Próby zmiany ogłoszonych projektów rozporządzeń czy dyrektyw raczej nie są możliwe.

3. Wpływ na regulacje odbywa się poprzez spotkania, rozmowy i rozsądną argumentację.

4. Skuteczność wpływu zależy bezpośrednio od tego, czy jesteśmy w stanie poprzeć głoszone tezy danymi, faktami, liczbami i statystykami.

Wskazane powyżej wnioski wydają się oczywiste i mało odkrywcze. A jednak tak niewielu przedstawicieli polskiego rynku kapitałowego zabiera głos w Brukseli, tak mało jest aktywnych reprezentantów Europy Środkowo-Wschodniej i mniejszych rynków kapitałowych. Przedstawiciele Komisji Europejskiej są otwarci na głosy, które słyszą. Tylko od nas zależy, czy ten głos w Brukseli będzie słychać.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA