Przerwa na oddech przychodzi po tygodniach handlu, który na rynku FX przypominał poruszanie się po polu minowym. Geopolityczna huśtawka na Bliskim Wschodzie, wygórowane oczekiwania na podwyżkę stóp proc. w USA, mętny ton prezesa Fedu oraz rekordowy skok kosztów obsługi amerykańskiego długu regularnie zawracały kursy kluczowych par od wsparć do oporów.

Logice lipcowych wahań wymknął się jednak jen. Kurs USD/JPY piął się powyżej psychologicznej bariery 160, aby następnie runąć o blisko 4 proc. w wyniku skoordynowanej interwencji Tokio i Waszyngtonu. Determinacja USA oraz nasycenie rynku krótkimi pozycjami w jenie mogą podtrzymać aktualny dołek na wykresie USD/JPY, jednak bez poprawy fundamentów (spóźniony BOJ, rekordowe rentowności i brak dyscypliny fiskalnej) kurs będzie skazany na powrót do 160.

Mobilizacja miliardów dolarów i wyrażone explicite wsparcie dla japońskiej waluty przez USA mogą na pierwszy rzut oka dziwić. Kiedy weźmiemy jednak pod uwagę ponad bilion dolarów, które Japonia trzyma w obligacjach USA, to interes Stanów staje się jasny. Rentowności 30-latek w USA osiągnęły ostatnio 19-letnie maksimum (gorzej było jedynie w 2007 r.), a upłynnianie obligacji w celu finansowania rekordowego długu Japonii skończyłoby się poważnym testem dla finansów USA. Sojusz może kupić Tokio trochę czasu, jednak nawet pojedynczy, mocny raport NFP może wymazać zdobycze miliardowej interwencji.