Z tego artykułu dowiesz się:

  • Co sprawia, że warszawska giełda jest regionalnym hegemonem i czym charakteryzuje się jej unikalna struktura.
  • Czym różnią się rynki kapitałowe w Czechach, Rumunii i na Węgrzech oraz który z nich osiągnął najlepsze wyniki.
  • Dlaczego GPW, mimo dominacji w regionie, jest klasyfikowana jako europejski „średniak” i jakie wyzwania z tego wynikają.
  • Jakie są ambicje zarządu GPW i jakie kroki są podejmowane w celu wzmocnienia pozycji Warszawy na rynkowej mapie Europy.

Krajowy rynek akcji ma swoje charakterystyczne cechy, które w zależności od warunków makroekonomicznych i politycznych mogą być uznawane za wady bądź zalety. Dziś mamy do czynienia raczej z tą drugą sytuacją. Przykładowo podwyższone stopy procentowe sprzyjają biznesom banków. Co więcej, sprzyjają na tyle, że bankom podniesiono stawkę podatku CIT. Inwestorzy przejęli się jednak tym wydarzeniem na krótko. Jako drugi charkaterystyczny czynnik dla GPW można uznać duży wpływ na rynek spółek surowcowych, wobec których nastawienie krzyżuje się z cenami samych surowców. Obecnie, po wzrostach metali czy surowców energetycznych takie przedsiębiorstwa jak Orlen czy KGHM stały się dla inwestorów atrakcyjne.

Foto: Parkiet

Jest oczywiście jeszcze jeden czynnik, tj. wysoki udział spółek z akcjonariatem skarbu państwa. O ile jednak politycy nie zastosują księgowych szcztuczek a firmy te sprawiedliwie podzielą się dywidendą z udziałowcami, to i ten fakt można przełknąć. Zwłaszcza, że firmy te nieraz dają ekspozycję na sektory gospodarcze, w których reprezentacja firm prywatnych występuje w ograniczonym zakresie. A jak z perspektywy wyżej opisanych czynników wyglądają inne rynki regionu Europy Środkowo-Wschodniej?

Czytaj więcej

Tomasz Bardziłowski, prezes GPW: Teraz trzeba zbudować zaufanie do OKI

Różne oblicza inflacji w regionie

Jaki koń jest każdy widzi. Jeszcze nie tak dawno temu przekroczenie przez którąś z polskich spółek 100 mld zł kapitalizacji było skrzętnie odnotowywane w mediach. Po czterech latach wzrostów do takich poziomów powoli się już przyzwyczailiśmy. W mijającym tygodniu kapitalizacja polskich dużych spółek otarła się o poziom 970 mld zł. Obecnie najdroższą firmą jest Orlen, który według piątkowej wyceny wart był niemal 176 mld zł. Drugie miejsce dzierżyło PKO BP z kapitalizacją rzędu 138 mld zł. Banków w czołówce rynku jest oczywiście więcej, a ostatnie lata wyjątkowo mocno sprzyjają tego rodzaju biznesom – zaczęło się od podwyżek stóp procentowych, które nadal pozostają na podwyższonych poziomach. To oczywiście oznacza wysoką rentowność kredytów, zwłaszcza że sami klienci nie są wybredni – Polacy chętnie trzymają gotówkę na niskooprocentowanych lokatach i depozytach.

Dlatego w Polsce powiedzenie o tym, że bez banków nie ma hossy zapuściło już korzenie bardzo mocno.

Ale ostatnie lata sprzyjają mocno także innym sektorom krajowego rynku, cjak choćby spółkom surowcowym. Obok wspomnianego Orlenu wysoko pod względem kapitalizacji plasuje się KGHM. Producent miedzi i srebra z grubsza jest jednak o około 100 mld zł niżej wyceniany od Orlenu.

A jak z lotu ptaka prezentują się inne rynki w regionie, jak Węgry, Czechy czy Rumunia? Zacząć warto od ojczyzny Madziarów, gdzie w tym roku doszło do sporych zmian na scenie politycznej. O ile jednak polityka międzynarodowa Węgier zmieniła się w ograniczonym stopniu, o tyle nastawienie inwestorów z zagranicy poprawiło się wyraźnie. Krajowi zarządzający kilka miesięcy temu z zazdrością patrzyli na dynamiczne spadki rentowności węgierskich papierów dziesięcioletnich, które zeszły do poziomów niższych od polskich. Tak jest z resztą do dziś – dochodowość węgierskich papierów dziesięcioletnich oscyluje w ostatnich czasie wokół 5,2 proc., czyli o ponad 2 pkt proc. mniej niż jeszcze w kwietniu. Dla porównania oprocentowanie krajowych tzw. dziesięciolatek w ostatnich dniach pukało do 5,9 proc. i jest w pobliżu tegorocznych szczytów. Jeszcze lepiej ma się czeski rynek obligacji, gdzie dochodowość papierów dziesięcioletnich jest poniżej 4,9 proc., aczkolwiek nasi południowi sąsiedzi mają w tym roku za sobą obniżkę stóp procentowych (w czerwcu), która dla rynku była zaskoczeniem.

Na tym tle Rumunia wypada najsłabiej – tu oprocentowanie papierów dziesięcioletnich ostatnio podskoczyło powyżej 7 proc., a w tym roku sięgało nawet okolic 7,5 proc. Powyższe bierze się oczywiście z sytuacji gospodarczej wspomnianych państw. W czwartek GUS potwierdził, że w lipcu w Polsce inflacja sięgnęła 3 proc., zaś wzrost w porównaniu z odczytem czerwcowym wynikał głównie z wyższych cen paliw. W Czechach inflacja jest z kolei najniższa w regionie i wyniosła w poprzednim miesiącu 1,7 proc. rok do roku.

Dynamiczny spadek tempa wzrostu cen widać z kolei na Węgrzech. W lipcu inflacja tam obniżyła się do 1,2 proc., podczas gdy w czerwcu było to 1,7 proc. Co więcej, lipcowy odczyt był najniższym od 10 lat, co częściowo wynikało z umocnienia forinta, ale też po raz pierwszy od wielu lat odnotowano spadek cen żywności, szczególnie wieprzowiny i owoców. Jeszcze rok wcześniej inflacja na Węgrzech oscylowała wokół 4,5–4,6 proc.

A Rumunia? Tu problem jest największy, bo wskaźnik CPI w lipcu co prawda obniżył się w porównaniu z czerwcem o 2,2 pkt proc., ale wciąż sięgał aż 8,2 proc. rok do roku. Rumuński rynek pozostaje pod presją strukturalną – wysokiego deficytu fiskalnego i zarazem konsolidacji fiskalnej, windującej ceny, co przekłada się na rentowności obligacji – rynek wycenia brak obniżek stóp przez BNR przed 2027 r., a rumuński lej traci – kurs EUR/RON w ciągu roku wzrósł o blisko 4 proc., a USD/RON o 5,2 proc.

Czytaj więcej

Hossa w pełni, handel kwitnie, a GPW zarabia krocie

Polska sprzed lat

Powyższe zmiany mają wpływ na stopy zwrotu z inwestycji w akcje poszczególnych giełd, choć nie jest to wpływ duży. Trzeba też przyznać, że Europa Środkowo – Wschodnia to od dłuższego czasu bardzo dobry wybór dla inwestorów. Dodatni wpływ zmiany kursu walutowego w tym roku można było uzyskać na rynku węgierskim. Tamtejszy BUX z około 35-proc. zwyżką jest jednym z najmocniejszych indeksów w Europie i na świecie, a do tego forint w tym czasie umocnił się do euro o 5,6 proc. Kurs korony czeskiej do euro w tym roku zmienił się nieznacznie, natomiast CZK jest nieco silniejsza od PLN. Główny indeks czeskiej giełdy zyskał w tym roku jednak niewiele, bo 3,7 proc. Warto jednak odnotować, że PX – podobnie jak krajowy WIG20 – nie uwzględnia wypłaconych dywidend, które w przypadku czeskiego rynku mają spore znaczenie. Po doliczeniu zysków podzielonych na akcjonariuszy stopa zwrotu indeksu sięgnie aż 7,6 proc.

Giełdowym tygrysem z czwórki wspomnianych państw w tym roku jest Rumunia, gdzie BET (to również indeks cenowy) wspiął się już o ponad 48 proc.

A jakie spółki napędzają bukaresztański rynek? Giełda w Bukareszcie może nieco przypominać czołówkę krajowego rynku sprzed lat – duża część największych spółek ma akcjonariusza w postaci skarbu państwa. Główny indeks jest też zdominowany przez sektor energetyczny. Najmocniejszą spółką indeksu jest w tym roku Premier Energy z około 120-proc. zwyżką. To oczywiście spółka energetyczna, ale jej wpływ na indeks nie jest wysoki – kapitalizacja sięga około 1,5 mld euro. Liderem pod względem wyceny jest natomiast Hidroelectrica, której kapitalizacja to około 18 mld euro, a tegoroczna zwyżka notowań sięga około 50 proc. Obok Hidroelectriki w BET kilkunastoprocentowe udziały mają Banca Transilvania, OMV Petrom i Romgaz.

W przypadku węgierskiego BUX-a ogromny wpływ na indeks ma największy w kraju bank – OTP Bank, gdzie sporym udziałowcem jest koncern MOL. Kapitalizacja OTP Bank to około 36 mld euro, a tegoroczna zwyżka przekracza już 30 proc. Wspomniany już naftowy koncern ma około 20-proc. udział w indeksie, natomiast jego tegoroczna zwyżka jest jeszcze okazalsza, bo sięga 77 proc.

Kilkunastoprocentowy udział w indeksie ma jeszcze farmaceutyczna grupa Richter Gedeon, która w tym roku dała zarobić akcjonariuszom około 30 proc. Po kilka procent udziałów w BUX-ie mają jeszcze Magyar Telekom (ze sporym akcjonariuszem w postaci Deutsche Telekom Europe) oraz MBH Bank.

Bardzo silną reprezentację sektor bankowy ma w czeskim PX – z pierwszej piątki trzy to właśnie banki, a ich łączny udział przekracza 50 proc. Pierwszy z nich to Erste Group Bank, a dwa kolejne to Komercní banka (8,3 mld zł kapitalizacji) oraz Moneta Money Bank, wart dwukrotnie mniej. Na szpicy indeksu znajdziemy energetyczny CEZ, którego kapitalizacja to koło 29 mld euro. W czeskim indeksie znajdziemy także ubezpieczeniową grupę Vienna Insurance Group.

Czytaj więcej

Wiesław Rozłucki: Na nieprawidłowości na GPW nie ma i nie będzie mojej zgody

GPW rządzi w regionie, ale...

Świetne zachowanie naszej giełdy i trwająca już prawie cztery lata hossa to w dużej mierze zasługa kapitału zagranicznego, który też ceni sobie coraz większe możliwości i różnorodność naszego rynku. Ten co prawda od dłuższego czasu dominuje na GPW, ale ostatnio płynie naprawdę szerokim strumieniem. To powoduje, że zarówno pod względem kapitalizacji, jak i obrotów rynkowych jesteśmy zdecydowanym liderem w Europie Środkowo-Wschodniej. Walka z Wiedniem, która w przeszłości rozpalała emocje uczestników rynku, jest już dawno wygrana. Nie mówiąc już o porównywaniu GPW z innymi rynkami Europy Środkowo-Wschodniej. Staliśmy się hegemonem praktycznie na każdym polu, co zresztą potwierdzają liczby.

Na koniec I półrocza kapitalizacja spółek notowanych na GPW według danych Europejskiej Federacji Giełd wynosiła 298 mld euro. Wspomniany wcześniej Wiedeń mógł pochwalić się kapitalizacją sięgającą niecałe 210 mld euro. Jeszcze większą przewagę GPW ma nad innymi giełdami regionu. Kapitalizacja spółek na Węgrzech wynosiła na koniec I półrocza 67,6 mld euro. W przypadku Rumunii było to 78 mld euro. Wynik giełdy w Czechach to niecałe 45 mld euro. Również pod względem obrotów mocno odjechaliśmy środkowoeuropejskiej stawce. GPW w I półroczu mogła pochwalić się obrotami na poziomie 73 mld euro. W tej kategorii nasza przewaga w zestawieniu nad innymi giełdami regionu jest jeszcze większa niż w przypadku wspomnianej wcześniej kapitalizacji rynkowej. W przypadku Wiednia obroty rynkowe w I półroczu wynosiły bowiem nieco ponad 26 mld euro. Kiedy mowa o innych rynkach regionu można mówić wręcz o przepaści. Węgry, które w tej kategorii są większe niż Rumunia i Czechy mogłyby pochwalić się wynikiem nieprzekraczającym 10 mld euro.

Wyścig w regionie już dawno jest więc wygrany. Pytanie, czy należy się tym zadowalać, czy jednak walczyć cały czas o więcej i próbować się mierzyć z największymi? Tutaj to my wyraźnie odstajemy od stawki. Pod względem kapitalizacji jesteśmy ponad osiem razy mniejsi niż giełda w Niemczech i ponad cztery razy mniejsi niż giełda w Hiszpanii. Z tymi rynkami wyraźnie przegrywamy także jeśli mowa o obracanym kapitale na parkiecie. Na Deutsche Börse obroty w I półroczu wyniosły ponad 780 mld euro. W przypadku Hiszpanii było to 251 mld euro.

Z tej perspektywy znaleźliśmy się w klasycznym potrzasku. Jesteśmy za duzi, by sensownie porównywać się z mniejszymi giełdami, ale jesteśmy też za mali, by faktycznie mierzyć się z największymi. GPW jest więc klasycznym europejskim „średniakiem”. Czy więc powinniśmy się skupić przede wszystkim na bronieniu swojej pozycji, czy jednak bez kompleksów powinniśmy patrzeć wyżej?

– GPW jest dziś największą i najbardziej rozwiniętą grupą giełdową w Europie Środkowo-Wschodniej, dlatego naszym celem nie jest jedynie obrona wypracowanej pozycji, lecz dalsze wzmacnianie roli Warszawy jako regionalnego centrum rynków kapitałowych – mówi „Parkietowi” Tomasz Bardziłowski, prezes GPW i dodaje: – W obliczu postępującej konsolidacji i integracji rynków kapitałowych w Europie rośnie znaczenie podmiotów dysponujących odpowiednią skalą, kompetencjami i technologią. GPW jest naturalnie predestynowana do odgrywania roli lidera tego procesu w regionie. Współpraca regionalna pozostaje jednym z naszych kluczowych kierunków rozwoju. Podpisane w 2024 r. Memorandum o Współpracy z siedmioma giełdami regionu otwiera drogę do bliższej integracji, wspólnego reprezentowania interesów na forum UE i kształtowania kierunku zmian regulacyjnych oraz rozwoju inicjatyw zwiększających atrakcyjność i płynność lokalnych rynków. Jednocześnie GPW aktywnie analizuje możliwości współpracy i inwestycji w infrastrukturę rynków kapitałowych w regionie. Naszą ambicją jest budowa silnego ekosystemu rynków Europy Środkowo-Wschodniej oraz wzmacnianie pozycji GPW, również na poziomie europejskim – mówi Bardziłowski.

Otwartym pytaniem pozostaje to, jak ewentualna współpraca giełd w regionie miałaby wyglądać? Przykład Wiednia, który w przeszłości był integratorem giełd regionu pod marką grupy CEESEG pokazuje, że droga od ambicji do wymiernych korzyści i synergii jest bardzo daleka i wcale nie musi zakończyć się sukcesem. W 2015 r. grupa CEESEG w zasadzie rozpadła się po tym, jak nowego właściciela znalazły giełdy w Budapeszcie oraz Lublanie. Wydaje się więc, że dzisiaj konsolidacja nie tyle może nie jest niewykonalna, co niekoniecznie ma biznesowe uzasadnienie. Szybciej można mówić o potencjalnych współpracach na innym polu. GPW w październiku tego roku chce uruchomić autorską platformę transakcyjną WATS, którą w perspektywie kolejnych lat zamierza komercjalizować. Niewielkie giełdy regionu wydają się być naturalnym kandydatem dla tego typu projektu, szczególnie jeśli faktycznie rynki Europy Środkowo-Wschodniej chcą na arenie tworzyć koalicję i być realnym partnerem w dyskusjach z europejskimi potentatami.

To jednak pieśń przyszłości. Na razie cieszmy się tym, co mamy, a przecież perspektywy na dalszy rozwój GPW wciąż są. OKI, potencjalne większe napływy kapitału od lokalnych inwestorów, coraz lepsze postrzeganie na arenie międzynarodowej: rozwój organiczny wcale nie musi mieć ograniczeń. „Sufit” przesuwa się coraz wyżej. Dlaczego więc nie marzyć i celować, tam gdzie wzrok dzisiaj nie sięga?