W piątek, 30 stycznia 2026 r., cena złota zanurkowała z czwartkowego szczytu blisko 5600 dol. za uncję do poziomu poniżej 5000 dol., co dało spadek o ponad 10 proc. w ciągu jednej sesji. Taka zmienność zaskakuje na rynku, który tradycyjnie uchodzi za bezpieczną przystań. Mimo piątkowego tąpnięcia cena wciąż była wyżej niż tydzień temu, a cały styczeń 2026 r. rysował się jako jeden z najlepszych miesięcy dla złota od dekad. Analitycy jako główny katalizator wskazywali nominację Kevina Warsha na nowego przewodniczącego Fedu. Warsh jest postrzegany jako relatywnie jastrzębi – mniej skłonny do luźnej polityki niż niektórzy inni kandydaci. Wzmocniło to dolara i osłabiło presję na „handel na osłabienie walut fiducjarnych”. Moim zdaniem jednak za spadkiem stoła przede wszystkim realizacja zysków po parabolicznym rajdzie z ostatnich miesięcy. Zbyt szybkie i zbyt duże wzrosty prowokują korektę, a nominacja Warsha posłużyła jedynie jako wygodny pretekst dla spekulantów do zamknięcia długich pozycji.

Czy to ponad 10-proc. cofnięcie oznacza koniec hossy? Na razie nic na to nie wskazuje. Patrząc na ostatnie dwa lata (od początku silnego trendu wzrostowego w 2024 r.), obecna korekta nie odbiega zasięgiem od wcześniejszych korekt: listopad 2024, maj 2025 oraz październik 2025. Każda z nich kończyła się nowym impulsem w górę. Fundamenty pozostają mocne – zakupy banków centralnych, geopolityczna niepewność i strukturalna słabość dolara nadal wspierają trend.