Środowy spadek cen ropy nie wynika z nagłego powrotu bezpieczeństwa w Zatoce Perskiej, lecz z nadziei, że konflikt USA z Iranem zaczyna wchodzić w fazę politycznego wygaszania. Z doniesień z 6 maja wynika, że obie strony są blisko memorandum, które miałoby zakończyć wojnę i otworzyć 30-dniowe negocjacje o szerszym porozumieniu, obejmującym także żeglugę przez Cieśninę Ormuz. To właśnie ta perspektywa wywołała prawdopodobnie mocną reakcję rynku ropy.

Gwałtowna przecena

Notowania ropy WTI oraz Brent 6 maja wyraźnie runęły. Jeszcze na początku dnia w środę za baryłkę WTI płacono ponad 102 USD, aby już w południe zapłacić 10 proc. mniej, czyli około 92,50 USD. W ślad za tym ruchem spadła też różnica między dwiema najbliższymi seriami kontraktów do niecałych 3 USD, co pokazuje zmniejszenie popytu na „ropę tu i teraz”. Spadek cen ropy przełożył się także na poprawę nastrojów na innych rynkach, zwłaszcza na szerokim rynku akcji wraz ze spadkiem rentowności obligacji i oczekiwań inflacyjnych.

Kluczowy maj

Rynek najwyraźniej gra dziś nie pod faktyczne odblokowanie Ormuzu, ale pod scenariusz, w którym najgorszy wariant przestaje być bazowy. To jednak wciąż tylko scenariusz. Sama blokada nie została zniesiona, a projekt eskortowania statków został jedynie wstrzymany. Dlatego spadek ropy wygląda dziś bardziej jak gwałtowne zdejmowanie premii wojennej niż potwierdzenie, że problem podaży naprawdę zniknął, choć maj zdaje się być miesiącem kluczowym dla odblokowania żeglugi, bo w przeciwnym razie zaczną się prawdziwe problemy z dostępnością paliw.