Ostatnie tygodnie przyniosły odwrócenie tendencji obserwowanych jeszcze w czerwcu. Główne banki centralne utrzymywały wówczas jastrzębie nastawienie; w przypadku EBC skończyło się ono nawet pierwszą od trzech lat podwyżką stóp. Dziś instytucje te stoją jednak na rozdrożu. Napływające dane, takie jak słaby raport z amerykańskiego rynku pracy oraz niższa od oczekiwań inflacja w strefie euro przestały potwierdzać scenariusz, który uzasadniałby dalsze zacieśnianie. Widać to wyraźnie na rynku długu, gdzie najszybciej zareagował krótki koniec krzywej. Rentowność dwuletnich obligacji USA spadła o ponad 5 pb, do 4,11 proc., podczas gdy długi koniec zachował się znacznie bardziej zachowawczo, gdyż dziesięciolatka obniżyła się zaledwie o ok. 1 pb, do 4,47 proc.
Niższe odczyty inflacyjne w strefie euro pozwoliły z kolei zejść rentownościom europejskich, w szczególności niemieckich, papierów. Pozytywnym zaskoczeniem okazały się również dane krajowe. Według wstępnego szacunku GUS inflacja CPI spadła w czerwcu do 2,5 proc. r/r, czyli ponownie poniżej prognoz. Wygaszanie szoku naftowego widać już w cenach, co pozwala z większym spokojem patrzeć na najbliższe posiedzenie RPP. Rynek dyskontuje łagodne nastawienie Rady, a spadek rentowności objął całą krzywą. Otwarte pozostaje jednak pytanie z tytułu. Inflacja bazowa wciąż utrzymuje się w okolicach 3 proc., a od lipca powraca pełny 23 proc. VAT na paliwa. Rynek, który zaczął wyceniać gołębi zwrot, może być nazbyt optymistyczny.