Jak oceniasz w skali od 1 do 10 atrakcyjność OKI?

Daję 7–8, dlatego że nie jest to najprostszy produkt. Oczywiście długo na niego czekaliśmy i jako SII wywieraliśmy presję, podobnie jak inni uczestnicy rynku. Dobrze, że takie rozwiązanie jest. Różni się ono od innych preferencyjnych rozwiązań pod względem fiskalnym i podatkowym. OKI częściowo realizuje postulat zniesienia podatku Belki. Natomiast dlaczego 7–8, a nie 10? Dlatego, że nie jest tak proste, jak mogłoby wynikać ze sloganu: „mamy 100 tys. złotych wolne od podatku”. Trzeba do tego dołożyć kilka gwiazdek. Aktywa denominowane w zagranicznych walutach i aktywa w Polsce, w polskim złotym, będą traktowane nieco inaczej. Jest więc trochę pułapek. Do tego dochodzi nowy podatek, który również może powodować pewien dysonans czy obawy wśród części inwestorów.

Reklama
Reklama

Podatek powyżej 100 tys. zł aktywów jest już wykorzystywany przez niektóre media jako clickbait i straszenie tym, że wchodzi jakaś nowa danina. Czy to może odstraszyć szersze grono społeczeństwa od OKI?

Jeśli zrobimy dobrą kampanię i będzie to działanie skojarzone – decydenci, ministerstwa, agendy rządowe, rynek, instytucje finansowe i odpowiedzialni blogerzy zrobią swoje – to nawet jeśli w początkowej fazie złapiemy się na pułapkę osób działających clickbaitowo, którym niekoniecznie zależy na rzetelnej informacji, będzie to tylko kwestia czasu zanim dotrzemy do szerszego grona odbiorców. Wierzę, że OKI przebije się do ogólnej świadomości, podobnie jak było z PPK. Pamiętam, że przy PPK również pojawiało się mnóstwo wpisów w rodzaju: „znowu ktoś nam coś zabierze”. Dzisiaj dominują raczej przekazy, że grzechem jest nie skorzystać z PPK. Mniej mówi się o obawach, a więcej o dopłatach i o tym, że są to środki prywatne.

A ten poziom 100 tys. zł to dużo czy mało?

Wydaje się, że po to, żeby stworzyć zaczyn i przeciągnąć przynajmniej pierwszą, drugą grupę ludzi, którzy są gotowi inwestować i mają oszczędności, ale z powodu braku wiedzy czy różnych obaw te oszczędności nie pracują i leżą na lokatach oraz rachunkach oszczędnościowych, jest to dobre rozwiązanie. Jeśli ktoś przez pierwsze dwa lata popróbuje i zobaczy, że jest to bardziej efektywne, a dodatkowo ma tarczę w postaci braku podatku, to może to bardzo pozytywnie wpłynąć na jego dalsze decyzje. Widzę tutaj dużą analogię do tego, czym były i są kluby inwestora. We Francji w latach 80. bardzo się one spopularyzowały i też oferowały kontretne profity związane z inwestowaniem przez określony czas. To było bardzo budujące, bo faktycznie zostało to określone jako „nauka jazdy na giełdzie”. Skorzystało z tego wtedy ponad 2 mln Francuzów. Badania pokazywały, że kiedy skończył się okres ochronny, w którym nie trzeba było płacić podatku, a limity zostały zniesione, ponad 80 proc. tych ludzi założyło regularne, już nieuprzywilejowane rachunki. Życzmy sobie, żeby w Polsce podobna tendencja i podobny schemat zadziałały.

Wspomniałeś o „dobrej kampanii edukacyjnej”. Co to znaczy? Teraz też mamy dużo inicjatyw edukacyjnych, ale trochę brakuje jakiegoś odgórnego usystematyzowania tego. OKI są okazją by edukacją zająć się na poważnie?

Jak nie OKI, jak nie teraz, to kiedy? W Polsce jest duża defragmentacja tego obszaru. Oczywiście mamy różnorodność i można sięgnąć po różne źródła wiedzy. Mamy przeświadczenie, że dzisiaj, w dobie internetu, wszystko jesteś w stanie wygooglować. Tylko życie pokazuje, że jeśli człowiek ma już elementarną wiedzę – może studiował, może jest bardziej dociekliwy, może jest lepiej przygotowany – to rzeczywiście sobie poradzi. Natomiast jeśli naprawdę brakuje tej elementarnej wiedzy ekonomicznej, to najprostsze rzeczy, które nam wydają się być właściwe i zrozumiałe, mogą być trudne do przyjęcia. Ten przeskok, wejście na rynek, jeśli chodzi o edukację, jest problematyczny. I nie bez kozery użyłem słowa „defragmentacja”. Musimy podjąć naprawdę skoordynowane działania. Chcielibyśmy i wierzymy, że Ministerstwo Finansów oraz Fundusz Edukacji Finansowej, który zadeklarował szereg takich działań przy okazji OKI, będą to realizować. My sami, jako środowisko i instytucje funkcjonujące w tym środowisku, wystosowaliśmy podobny apel do Ministerstwa Finansów. Wierzę, że wszystkie okoliczności, które teraz mamy, i przy okazji debiutu OKI, sprawią, że to się wydarzy.

Jakich efektów spodziewasz się w pierwszych miesiącach po wprowadzeniu OKI? Czy zobaczymy napływ nowych ludzi i nowych pieniędzy, czy przede wszystkim skorzystają osoby, które już są na rynku i inwestują, dokładając pieniądze albo przenosząc je z rachunków, które już mają?

Świadomi inwestorzy na pewno skorzystają z OKI. Przy okazji „bezpieczniejszego” kompenentu OKI też może dojść do ciekawych zjawisk. Instytucje bankowe będą konkurowały o klienta. Kiedy już otworzysz konto, może pojawić się pytanie: skoro limit został wykorzystany, to co dalej? To może też przebić się do świadomości osób, które dzisiaj są od rynku bardzo daleko.

Różne instytucje mają różne szacunki dotyczącego tego, ile pieniędzy może wpłynąć na rynek. Jak ty się na to zapatrujesz?

Ja plasowałbym się gdzieś w połowie. Polacy są z jednej strony bardzo mobilni – jeśli widzą promocję, korzystają z niej. Ale z drugiej strony jest to rozwiązanie systemowe, państwowe, więc trzeba na spokojnie zobaczyć: czy sąsiad nie straci, czy sąsiad otworzy, czy mu nie zabiorą. Najlepszą miarą sukcesu byłoby to, jak duży odsetek nowych kont się pojawi. Oczywiście, jeśli część obecnych inwestorów zwiększy aktywa, to również będzie to impakt na rynek, którego oczekujemy. Ja jednak zawsze podkreślam, że to ma być efekt uboczny, pozytywny. Polski rynek kapitałowy mierzy się z suwakiem, a aktywa na PPK, IKE i IKZE mają niwelować jego negatywny wpływ. OKI powinny jeszcze bardziej wesprzeć stronę popytową.