W paru prospektach emisyjnych opublikowanych ostatnio inwestorzy mogli przeczytać o zamiłowaniu kluczowych osób w spółkach do sportów ekstremalnych. W prospekcie Czerwonej Torebki napisano „Z uwagi na znaczące zaangażowanie kapitałowe Mariusza Świtalskiego pośrednim ryzykiem dotyczącym działalności Emitenta jest jego udział jako kapitana drużyny w rozgrywkach polo. Jakiekolwiek obrażenia odniesione wskutek takiej aktywności sportowej mogą mieć wpływ na perspektywy rozwoju Emitenta oraz wycenę akcji spółki". Podobnie przed pasją swojego największego udziałowca – Michała Sołowowa – ostrzegało akcjonariuszy Rovese. „Michał Sołowow bierze udział – jako kierowca – w rajdach samochodowych. Informacje lub spekulacje na temat ewentualnych urazów odniesionych przez Michała Sołowowa mogą wpłynąć na wycenę akcji Emitenta". „Wpływ dra Leszka Czarneckiego na działalność Emitenta z uwagi na jego zaangażowanie kapitałowe jest znaczący. Dr Leszek Czarnecki uprawia nurkowanie głębinowe. Jakiekolwiek obrażenia odniesione przez dra Leszka Czarneckiego w wyniku takiej aktywności mogą istotnie wpłynąć na jego zdolność do uczestnictwa w zarządzaniu jego grupą kapitałową i tym samym na perspektywy rozwoju, osiągane wyniki i sytuację finansową Emitenta. Informacje na temat ewentualnych obrażeń odniesionych przez dra Leszka Czarneckiego, nawet jeżeli nie byłyby one poważne, mogą w istotnym stopniu przyczynić się do spadku kursu akcji" – ostrzegał Getin Noble Bank w prospekcie zatwierdzonym przez Komisję Nadzoru Finansowego w sierpniu tego roku. O tym, jak bardzo Getin Noble Bank ma rację, ostrzegając przed tego typu ryzykiem, akcjonariusze mogli się przekonać jeszcze w 2005 r. Wtedy 20 września, po informacji o wypadku Leszka Czarneckiego na nartach wodnych w Egipcie, cena akcji Getin Holdingu spadła o 3,5 proc. A przecież w porównaniu z biciem rekordów w nurkowaniu głębokim i jaskiniowym narty wodne to dziecinne igraszki.

To spółka decyduje, co jest ryzykowne

Niebezpiecznie hobby prezesów i innych osób ważnych dla spółek niosą więc całkiem wymierne ryzyko dla akcjonariuszy, jednak nie wszystkie spółki o tym informują. O wspinaczkowej pasji Tomasza Czechowicza w prospekcie MCI Management nie było ani słowa, podobnie jak o tym, że Dominiki Libicki fruwa na kite-surfingu, nie napisano w prospekcie Cyfrowego Polsatu. Piotr Krupa, prezes Kruka, uprawia triathlon i startuje w zawodach „Iron Man", ale w prospekcie emisyjnym spółki inwestorzy nie znaleźli o tym informacji. Przykłady prezesów amatorów mocnych wrażeń można mnożyć.

– Za wskazanie czynników ryzyka odpowiada emitent. Rzeczywiście są spółki, których działalność trudno sobie wyobrazić bez konkretnej, kluczowej osoby. W takich sytuacjach ekstremalne hobby tej osoby można uznać za czynnik ryzyka – wyjaśnia Łukasz Dajnowicz, rzecznik KNF.

– Rzeczywiście nie ma przepisów, które wprost nakazywałyby zamieszczać w prospektach emisyjnych informacje o ryzykownych hobby prezesów czy innych kluczowych osób w spółkach. Natomiast zgodnie z ogólną regułą trzeba zamieścić w prospekcie wszystkie informacje, które mogą mieć wpływ na wycenę spółki i jej akcji, a w szczególności czynniki ryzyka. Do spółki i jej doradców należy ocena tego, czy podejmowanie przez kluczowe osoby niebezpiecznych działań jest takim czynnikiem ryzyka i powinno być ujawnione. Taka ocena z kolei zależy od dwóch elementów – czy hobby tej osoby rzeczywiście niesie istotne ryzyko śmierci lub poważnego wypadku oraz czy ta osoba rzeczywiście jest na tyle istotna, że bez niej biznes firmy będzie zagrożony. Moim zdaniem ta ocena może być słuszna w przypadku takich osób, jak Leszek Czarnecki czy Michał Sołowow – ich firmy w dużym stopniu opierają się na osobistym wkładzie pracy czy reputacji swoich właścicieli – mówi Konrad Konarski, partner w kancelarii Baker McKenzie.

Rzeczywiście są spółki, których działalność trudno sobie wyobrazić bez konkretnej, kluczowej osoby. Łukasz Dajnowicz rzecznik Komisji Nadzoru Finansowego

Przywołuje przy tym przykład firmy Apple i jej legendarnego prezesa Steva Jobsa (patrz ramka). – Tutaj mieliśmy do czynienia z poważną chorobą, a nie sportem ekstremalnym, jednak w obu przypadkach chodzi o podobną kwestię – na ile kurs akcji spółki zależy od życia i zdrowia jej lidera. Zresztą przy okazji choroby i śmierci Jobsa w USA rozgorzała dyskusja nad obowiązkami informacyjnymi spółek publicznych. Apple konsekwentnie odmawiało podawania na bieżąco informacji o stanie zdrowia prezesa, bo uznało to za jego prywatną sprawę. Większość inwestorów i prawników była jednak odmiennego zdania – przypomina Konarski.

Choć to do spółki należy ocena, czy tego typu informacja powinna być zamieszczona w prospekcie, to ocena ta powinna być racjonalna i uzasadniona. Jeżeli spółka błędnie oceni, że ryzyko nie występuje, i nie poinformuje o nim w prospekcie, akcjonariusze mogą mieć potencjalne podstawy do roszczeń i wystąpienia o odszkodowanie za spadek wartości akcji. – Wówczas to sąd ustali, czy to rzeczywiście była istotna informacja i spółka powinna była ją ujawnić w prospekcie oraz czy akcjonariuszowi należy się odszkodowanie – wskazuje Konarski.

Inwestorzy: informować!

A jak jest w praktyce? Zdania maklerów i doradców inwestycyjnych są podzielone.

– Czynniki ryzyka w prospektach emisyjnych są często dość szablonowe, robione bez przemyślenia, tylko z automatu. W tym kontekście to dobrze, kiedy pojawiają się dodatkowe informacje. Nie mówimy przecież tylko o ryzyku wypadku czy w najgorszym razie śmierci prezesa, ale też o tym, że np. może być z nim przez jakiś czas utrudniony kontakt. Przypuszczam, że 90 proc. osób czytających prospekt nawet nie zwraca na to uwagi – uważa Wojciech Juroszek, doradca inwestycyjny AgioFunds TFI.

– W przypadku ryzykownych dyscyplin sportu moim zdaniem takie informacje powinny trafiać do prospektów. Są bowiem istotne dla akcjonariuszy – ocenia Michał Hulbój z Erste Securities.

Choroba jest większym i bardziej powszechnym ryzykiem niż niebezpieczny sport. Marcin Materna dyrektor dep. analiz Millennium DM

Z kolej Dariusz Górski z DM BZ WBK zwraca uwagę na dodatkową wartość takiej informacji. – To, że prezes spółki uprawia sporty ekstremalne, może świadczyć o jego skłonności do ryzyka nie tylko w życiu prywatnym, lecz również zawodowym. W tym sensie to dobrze, że w prospektach emisyjnych spółek możemy znaleźć informacje o niebezpiecznych pasjach kluczowych ludzi dla spółek. Może to bowiem oznaczać, że ryzyko inwestycji w spółkę prowadzoną przez prezesa ryzykanta jest wysokie, że mamy do czynienia z inwestycją typu high risk – high reward (duże ryzyko, duży zysk). Jeżeli ktoś bije rekordy w nurkowaniu, na pewno ma świadomość, że – mówiąc brutalnie – może się nie wynurzyć. Tę świadomość widać w sposobie prowadzenia biznesu – wystarczy porównać kilkuletni kurs akcji Getin Noble Banku i PKO BP. Pierwszy to większe wahania, a więc potencjalne wyższe zyski, ale i większe straty, drugi jest zdecydowanie spokojniejszą inwestycją – ocenia Górski.

Zdrowie jest najważniejsze

Zupełnie innego zdania jest Marcin Materna, szef departamentu analiz w DM Millennium. Wskazuje, że czasami codzienność prezesów jest znacznie bardziej ryzykowna od tego, co robią w czasie wolnym.

– Moim zdaniem te informacje nie są do niczego przydatne. Wystarczy, że prezes spółki jeździ dużo po Polsce samochodem – niekoniecznie w rajdach, ale w interesach, czy np. często lata służbowo lub wizytuje miejsca budowy. Statystycznie rzecz biorąc te czynności są pewnie bardziej niebezpieczne niż gra w polo. Zamieszczanie takich informacji w prospektach to przesadna ostrożność, tym bardziej że nie jest to wymagane przez prawo. Moim zdaniem to wyłącznie zabieg marketingowo-pijarowy, przybliżający sylwetkę prezesa, pokazujący go jako ciekawą osobę. Jeżeli taka informacja znajdzie się w prospekcie, dziennikarze zawsze mają o co zapytać podczas debiutu spółki – śmieje się Materna.

I dodaje, że w prospektach dziwnym trafem brakuje informacji o przebytych przez kluczowe osoby chorobach czy ryzyku ich wystąpienia w związku z „historią genetyczną rodziny".

– To jest dopiero prawdziwy czynnika ryzyka, tym bardziej że większość prezesów jest narażona na spory stres – w tym kontekście bardziej przydatna byłaby informacja np. o tym, że wszyscy mężczyźni w rodzinie tej osoby umarli na zawał serca przed pięćdziesiątką. Oczywiście nikt o tym nie napisze. Choroba się źle sprzedaje, choć moim zdaniem jest większym i bardziej powszechnym ryzykiem dla akcjonariuszy niż to, że członkowie zarządu czy kluczowi udziałowcy uprawiają ryzykowne sporty.

Tysiące ubezpieczeń

Niezależnie od tego, czy spółki słusznie lub na wyrost informują o nietypowych zamiłowaniach prezesów, ekstremalna sytuacja – śmierć członków zarządu lub głównych udziałowców – takim zagrożeniem pozostaje.

Wystarczy wspomnieć przypadek Kopexu, który zwrócił się do GPW o zawieszenie obrotu swoimi akcjami, gdy w 2008 r. zmarł jego główny akcjonariusz – Leszek Jędrzejewski (miał ponad 58 proc. udziałów w firmie). Głośnym echem odbiła się również śmierć Marka Radwańskiego, wiceprezesa Intersport Polska, który zginął u wybrzeży Argentyny podczas rejsu w grudniu 2010 r. (jego zainteresowania nie figurowały wśród czynników ryzyka, jednak w prospekcie emisyjnym można było o nich przeczytać). Bezpośrednio po jego śmierci kurs akcji spółki praktycznie przez rok spadał – odbił się dopiero na początku 2012 r. – choć oczywiście nie sposób określić, czy to właśnie to wydarzenie wpłynęło na załamanie notowań, czy też to, że 2011 rok generalnie był słaby na giełdzie.

Powszechna jest też opinia, że to od śmierci prezesa Jana Łuczaka rozpoczęły się kłopoty Dolnośląskich Surowców Skalnych, które są obecnie w stanie upadłości układowej.

Czy spółki mogą się jakoś zabezpieczyć przed ryzykiem związanym z utratą swoich kluczowych postaci? – W tym aspekcie można wykorzystać dwa ubezpieczenia – odpowiada Aleksander Chmiel, broker z STBU Brokerzy Ubezpieczeniowi. – Po pierwsze ubezpieczenie kluczowych osób (key man), które zapewnia wypłatę określonego świadczenia w razie nieszczęśliwego wypadku. Świadczenie może być wykorzystane do wsparcia osób bliskich poszkodowanego, ale również na poszukiwanie nowego specjalisty, który przejmie jego obowiązki. Komplementarny charakter przyjmuje tu także ubezpieczenie D&O (directors and officers), które coraz częściej zawiera klauzulę kosztów zarządzania sytuacją kryzysową, pozwalającą na skorzystanie z usług zewnętrznych doradców w razie śmierci członka władz spółki. Liczba tego typu ubezpieczeń liczona jest w tysiącach, więc nie są to produkty niszowe. Prezesi spółek są ludźmi niesłychanie mobilnymi i już choćby z tej racji należą do grupy podwyższonego ryzyka – dodaje.

jan.morbiato@parkiet.com

Zainteresowania podwyższonego ryzyka

Leszek Czarnecki

Światowy rekordzista w nurkowaniu jaskiniowym, jeden z najgłębiej nurkujących Polaków. Spółki, których jest właścicielem, informują o jego pasji w czynnikach ryzyka.

Tomasz Czechowicz

Prezes MCI Management o swoich pasjach górskich – wspinaczkowych i narciarskich nie poinformował w prospekcie.

Piotr Krupa

Podobnie prezes Kruka. W rozmowie z „Parkietem" wytłumaczył, że ani jego pasja wspinaczkowa, ani uprawiany triathlon nie zostały uznane za dyscypliny na tyle ryzykowne, żeby o nich informować.

Dominik Libicki

Kite-surfing jest uznawany za sport ekstremalny, jednak o tym, że jest jednym z zainteresowań prezesa Cyfrowego Polsatu nie przeczytamy w prospekcie. Nie jest to zresztą jego jedyne ryzykowne hobby.

Michał Sołowow

O rajdowym zacięciu głównego akcjonariusza m.in. Barlinka, Rovese i  Synthosu te spółki informują.

Mariusz Świtalski

Twórca i udziałowiec Czerwonej Torebki gra w polo, o czym firma informuje w prospekcie.

Nekrolog 3 lata za wcześnie

27 sierpnia 2008 r. Bloomberg przez przypadek opublikował nekrolog Steve'a Jobsa (sam zainteresowany obrócił to później w żart). Tekst szybko zniknął z serwisu Bloomberga i ostatecznie wywarł niewielki wpływ na kurs Apple'a, choć „niesmak pozostał" i kilka kolejnych dni nie było najlepszych dla kursu akcji nadgryzionego jabłka. Ostatecznie, choć śmierć Jobsa 6 października 2011 r. nie była zaskoczeniem, kurs Apple'a spadł o 2 proc.