6 zł tygodniowo przez rok!
Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zabookuj najlepsze treści na wakacje!
Promocja dotyczy rocznej subskrypcji Parkiet.com.
Brytyjski premier David Cameron (z lewej) zaproponował referendum w sprawie dalszej obecności swojego kraju w UE, gdyż jego partia traciła poparcie na rzecz eurosceptycznego stronnictwa UKIP kierowanego przez Nigela Farage’a (z prawej).
Światowy kryzys sprzyjał tworzeniu nowych pojęć, które zadziwiająco szybko zaczęły być używane powszechnie. Jednym z nich efektów tej leksykalnej zabawy jest Brexit, czyli słowo określające ewentualne wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Brexit wzbudza w londyńskim City i w Brukseli zapewne dużo większe emocje niż możliwy Grexit, choć jest sprawą o wiele mniej pewną niż wyjście Grecji ze strefy euro. Słychać o nim coraz częściej, gdyż w Wielkiej Brytanii trwa kampania wyborcza. Konserwatywny premier David Cameron obiecał Brytyjczykom, że w 2017 r., po konsultacjach z Brukselą, dojdzie do referendum w sprawie dalszej obecności Zjednoczonego Królestwa w UE. Stanie się tak oczywiście, jeśli Partia Konserwatywna zdobędzie odpowiednią większość w parlamencie. Wybory odbędą się 7 maja, sondaże wskazują, że przewaga konserwatystów nie będzie duża, więc pojawiają się scenariusze, w których języczkiem u wagi staje się eurosceptyczna Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) kierowana przez charyzmatycznego eurodeputowanego Nigela Farage'a. Polityczne emocje się zagęszczają, a były laburzystowski premier Tony Blair ostrzega, że kwestia Brexitu będzie ciążyła brytyjskiemu biznesowi i tworzyła klimat niepewności na rynkach.
6 zł tygodniowo przez rok!
Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zabookuj najlepsze treści na wakacje!
Promocja dotyczy rocznej subskrypcji Parkiet.com.