Wygląda na to, że bliskowschodnie problemy zamiast się normalizować – pogłębiają się. Brak realnego planu zakończenia wojny przez USA, rosnąca agresja Iranu w regionie, dają w efekcie kolejne komplikacje na rynku naftowym, co winduje cenę baryłki ropy Brent wyraźnie ponad 100 USD. Jeśli nałożyć na to problemy z produktami rafineryjnymi potęgowane przez ukraińskie ataki na rosyjską infrastrukturę paliwową, recepta na skok inflacji w końcówce roku wydaje się oczywista.

W dłuższym terminie rynek, jak i banki centralne, zdają się zakładać, że sytuacja samoistnie się wyrówna i szok naftowo-energetyczny ustąpi miejsca czynnikom deflacyjnym, jak wpływ AI na koszty pracy czy rosnąca konkurencja ze strony chińskich produktów, w tym tak znaczących, jak samochody czy technologia użytkowa. Póki co jednak jednoznacznie widać zaostrzenie retoryki i działań banków centralnych.

EBC podniósł stopy o 25 pb. (w sumie już o 50 pb.), równocześnie nieco zaostrzył brzmienie komunikatu, podnosząc prognozy inflacji, ale i jednocześnie wzrostu PKB strefy euro. Na taki ruch w przyszłym tygodniu pewnie zdecyduje się też Fed, który stoi przed perspektywą wyższej inflacji, a jego szef w Jackson Hole położył właśnie na to największy nacisk. Na percepcję Fedu mogą też oddziaływać wysoce proinflacyjne obietnice D. Trumpa (np. 5 tys. USD dla każdego Amerykanina) wygłaszane przy okazji zbliżających się wyborów połówkowych do Kongresu.

W takim środowisku szybko ze swoich gołębich zapędów wycofała się też RPP. Podczas czwartkowej konferencji prezes NBP zasugerował pozostawienie stóp bez zmian przez dłuższy czas, czyli przynajmniej do połowy 2027 r. wobec wcześniejszych zapędów obniżki jeszcze w tym roku. W razie wyskoku inflacji wyraźnie powyżej celu oraz dłuższego niż przejściowy szok energetyczny, podwyżka będzie wysoce prawdopodobna.

Teoretycznie więc taka retoryka banków centralnych powinna burzyć scenariusz hossy na giełdach, a jednak tak się nie dzieje. Dużo bardziej nerwowo reaguje rynek obligacji skarbowych. Polskie 10-latki, przy stopie referencyjnej na poziomie 3,75 proc., przekraczają już znacząco 6 proc. rentowności. Tymczasem na giełdach nie widać głębszych obaw. W USA cały czas mówi się o stosunkowo niewielkich podwyżkach stóp, które nie powinny zrujnować boomu na AI, aczkolwiek w pewnym momencie finansowanie go długiem może stać się problematyczne.

W Warszawie natomiast specyfika rynku jest taka, że bardzo duży udział ma sektor bankowy, który dodatkowo jest nowoczesny, sprawnie zarządzany i potężnie skapitalizowany (bezpieczny), mogący wypłacać wysokie dywidendy. Przedłużenie okresu wyższych stóp w Polsce, a być może i ich podwyżki, to dla sektora bardzo dobra informacja, która może pomóc WIG-owi w utrzymaniu rekordowych poziomów.