Rynek od dawna zakładał taki ruch, a przy podwyższonej inflacji i rosnących cenach energii EBC miał niewiele powodów, aby zwlekać. Właśnie dlatego reakcja rynków była ograniczona. Bank zrobił to, czego inwestorzy się spodziewali. Znacznie ciekawsze pytanie dotyczy teraz Fedu i tego, czy amerykański bank centralny rzeczywiście pójdzie śladem Frankfurtu.

Dzisiejsze dane o inflacji producentów mogą takie oczekiwania jeszcze podbić. PPI wzrósł w sierpniu o 0,4 proc. miesiąc do miesiąca, zgodnie z prognozami, a w ujęciu rocznym przyspieszył do 5,4 proc. z 4,8 proc. w lipcu. Sam odczyt nie przyniósł więc większej niespodzianki, ale trudno uznać poziom inflacji producentów za niski. Jutro poznamy CPI, który również powinien pozostać na podwyższonym poziomie. Rynek oczekuje wzrostu inflacji konsumenckiej do 3,4 proc. rok do roku.

To wystarczy, aby inwestorzy coraz mocniej obstawiali scenariusz podwyżki stóp w Stanach Zjednoczonych. Inflacja pozostaje wyraźnie powyżej celu, rynek pracy okazał się odporniejszy, niż wcześniej zakładano, a Kevin Warsh w Jackson Hole bardzo wyraźnie przesunął uwagę Fedu w stronę walki z presją cenową. W ostatnich tygodniach oczekiwania dotyczące wrześniowego ruchu wyraźnie wzrosły.

Nie oznacza to jednak, że Fed musi podjąć taką decyzję już teraz. Nawet jeżeli jutrzejszy CPI okaże się zgodny z prognozami albo nieznacznie je przekroczy, wciąż będzie to tylko kolejny element układanki. Dzisiejszy PPI pokazał utrzymującą się presję cenową, ale nie przyniósł nagłego pogorszenia sytuacji. Fed może więc uznać, że bardziej rozsądne będzie poczekanie na kolejne dane, szczególnie że gospodarka nadal daje mu czas.

Istotny pozostaje również rynek pracy. Ostatnie dane pokazały, że amerykańska gospodarka nie słabnie tak szybko, jak oczekiwano. Fed może chcieć zobaczyć, czy ta odporność rzeczywiście się utrzymuje, zanim zdecyduje się na kolejne zaostrzenie polityki pieniężnej. Jednocześnie potrzebuje większej pewności, że obecna inflacja nie jest jedynie przejściowym efektem wyższych cen energii, ale rzeczywiście wymaga dalszego ograniczania popytu.

Jest jeszcze jeden czynnik, którego nie da się całkowicie wyłączyć z tej kalkulacji. Za dwa miesiące odbędą się wybory uzupełniające do Kongresu. Fed już teraz znajduje się pod silną presją polityczną, a Donald Trump wielokrotnie domagał się niższych stóp. Decyzja o podwyżce na dwa miesiące przed wyborami mogłaby więc stać się kolejnym argumentem dla tych, którzy zarzucają bankowi centralnemu polityczne uwikłanie. Fed nie powinien podejmować decyzji pod dyktando kalendarza wyborczego, ale może uznać, że skoro nie musi reagować natychmiast, lepiej poczekać.

To zasadniczo różni sytuację Fedu od tej, w której znalazł się dziś EBC. Europejski bank centralny wykonał ruch oczekiwany przez rynek i zamknął jeden z tematów, który inwestorzy mieli już w dużej mierze wyceniony. Fed ma natomiast przed sobą jeszcze kilka ważnych danych, wciąż odporną gospodarkę i znacznie bardziej wrażliwe otoczenie polityczne. Nie musi więc kopiować decyzji Europejczyków tylko dlatego, że oba banki mierzą się z podwyższoną inflacją.

Jutrzejszy CPI będzie oczywiście ważny dla rynku. Jeżeli odczyt mocno przekroczy prognozy, presja na Fed wyraźnie wzrośnie. Przy wyniku zgodnym z oczekiwaniami sytuacja będzie jednak mniej jednoznaczna. Inwestorzy mogą uznać, że skoro inflacja pozostaje wysoka, podwyżka jest tylko kwestią czasu. Fed może tymczasem wybrać cierpliwość i zachować możliwość działania na kolejnym posiedzeniu.

I właśnie tutaj może pojawić się największe rozczarowanie rynku. Nie dlatego, że CPI okaże się niski, ani dlatego, że inflacja przestanie być problemem. Powód może być znacznie prostszy. Fed może uznać, że obecne dane jeszcze nie wymagają natychmiastowej reakcji i że więcej informacji będzie miał po kolejnych odczytach oraz po wyborach. Wtedy dzisiejsza decyzja EBC, zamiast potwierdzać amerykański scenariusz, stanie się jedynie przypomnieniem, że oba banki centralne działają w zupełnie innych warunkach.

Rynek coraz mocniej wycenia podwyżkę Fedu. Jutro przekonamy się, czy dane rzeczywiście dadzą mu do tego wystarczający powód.

Mikołaj Sobierajski

Analityk Rynku Akcji XTB