Biorąc pod uwagę rynkowe prognozy inflacji daje to ponad 3 proc. realnego zysku rocznie, czyli całkiem niemało. Jeszcze nie tak dawno, bo pięć lat temu implikowana realna stopa zwrotu z obligacji trzydziestoletniej oscylowała wokół zera, a nawet bywała ujemna. Co spowodowało, że inwestorzy żądają obecnie zdecydowanie wyższych dochodowości? Po pierwsze, realna rentowność długoterminowych papierów skarbowych, nawet uważanych za jedne z najbezpieczniejszych jakimi są Treasuries, nie może być absurdalnie niska. Lata 2011-2022, kiedy oscylowała ona wokół 1 proc. to okres ultrałagodnej polityki monetarnej (stopy procentowe poniżej inflacji plus zakupy obligacji przez banki centralne). Jak wiemy, skutkiem ubocznym był wystrzał inflacji po zakończeniu pandemii i wybuchu wojny ukraińskiej. Zatem sam powrót do bardziej tradycyjnej polityki przez banki centralne wywołał, nomen omen, urealnienie rynkowych rentowności. Jednak 3 proc. ponad prognozowaną inflację oznacza bardzo wysoką premię terminową, czyli dodatkowy zysk, jakiego inwestorzy oczekują kupując długoterminowy papier względem reinwestycji krótkoterminowych zakupów. Przyczyną jest wzrost niepewności dotyczącej przyszłości. Oczywiście przyszłość z definicji jest nieprzewidywalna, ale skala tej nieprzewidywalności może być różna. Przede wszystkim wzrosła niepewność odnośnie inflacji. Do 2022 roku wydawało się, że w gospodarkach rozwiniętych została ona trwale opanowana i ewentualnym zagrożeniem jest raczej zbyt niski niż zbyt wysoki wzrost cen. Okazało się, że zakłócenia podażowe, zwłaszcza w połączeniu ze zbyt łagodnym fiskalno-monetarnym policy mix może wygenerować impuls inflacyjny i zmusić decydentów do podniesienia stóp. Generalnie inwestorzy zakładają, że główne banki centralne będą w stanie utrzymać inflację w ryzach, ale oczekują dodatkowej premii na wypadek, gdyby choćby okresowo rosła ona ponad przyjęte cele. Innym, ważnym czynnikiem jest trwałe niezrównoważenie budżetów, skutkujące narastaniem długu publicznego i koniecznością emisji coraz większej ilości obligacji. W USA deficyt budżetowy w latach 2020-2025 wyniósł odpowiednio 15,2 proc., 10,4 proc., 5,3 proc., 6,3 proc., 6,9 proc. i 5,4 proc., a w roku bieżącym będzie to ok. 6,4 proc. W rezultacie dług publiczny przekroczył równowartość 100 proc. PKB. Inwestorzy obawiają się, że podaż papierów na pokrycie odsetek od wyemitowanego długu oraz tego, który zostanie wyemitowany będzie wysoka, co siłą rzeczy zostanie odzwierciedlone w rentownościach. Do tych niekorzystnych czynników doszedł ostatnio kolejny – gigantyczne emisje papierów dłużnych przez firmy technologiczne inwestujące w badania i infrastrukturę związane ze sztuczną inteligencją. Konkurują one z rządami o kapitał, wymuszając wzrost oczekiwanej rentowności, zwłaszcza przy długoterminowych emisjach.