Po raz ostatni tak pokaźne osłabienie obserwowaliśmy po lipcowym posiedzeniu Fedu, które doprowadziło do wycofania przez inwestorów znacznej części zakładów za podwyżkami stóp procentowych.

Co stoi za dzisiejszym ruchem?

Głównym katalizatorem ruchu było ogłoszenie przez Departament Skarbu USA planów podwojenia operacji skupu amerykańskich obligacji długoterminowych. Program mający na celu wsparcie płynności wejdzie w życie 9 września i potrwa co najmniej do 4 listopada.

Choć technicznie nie jest to luzowanie polityki monetarnej (to leży w gestii Rezerwy Federalnej), to z perspektywy rynku efekt jest podobny. Decyzja oznacza pojawienie się na rynku większej ilości dolarów, co naturalnie prowadzi do deprecjacji waluty. 

Zwiększa to w naszej opinii prawdopodobieństwo podniesienia stóp procentowych przez Fed – takowy ruch możnaby potraktować jako swego rodzaju narzędzie równoważące. Nie widzimy natomiast na ten moment istotnej reakcji rynku w tym zakresie – po ostatnim repricingu, wyceny wciąż przypisują podwyżce na jesieni mniej niż 50% prawdopodobieństwa.

Obserwujemy znaczny spadek rentowności na całej rozpiętości krzywej, szczególnie silny na jej długim końcu. To dobra wiadomość dla rynku akcji. Przez wiele lat, zwłaszcza w drugiej dekadzie XXI wieku, rentowności obligacji utrzymywały się na niskich poziomach (30-letnie w okolicach 3%), nie stanowiąc realnej alternatywy dla rynku akcji. Ten fenomen miał nawet konkretną nazwę – TINA, czyli “there is no alternative”. Obecnie wielu inwestorów zaczyna zastanawiać się czy warto podejmować ryzyko, którym obarczone są inwestycje na rynku akcji, jeżeli amerykański rząd, czyli najbezpieczniejszy dłużnik świata oferuje pewną stopę zwrotu rzędu nawet 5,3% przez 30 lat.

Słowem zamknięcia – należy zaznaczyć, że rentowności obligacji wciąż pozostają bliskie wieloletnim maksimom. W przypadku 30-letnich obligacji odległość od 19-letniego szczytu to niespełna 14 pb. 

Szerszy kontekst

Decyzja Departamentu Skarbu to nie jedyny czynnik ciążący dolarowi. Na przestrzeni ostatniego miesiąca waluta osłabiła się o przeszło 3%, za czym stał wspomniany wyżej pokaźny repricing w zakresie dalszej ścieżki stóp procentowych Rezerwy Federalnej. Inwestorzy wycofali znaczną część zakładów za podwyżkami na co wpłynęły zarówno nieprzekonujące komunikaty ze strony prezesa Warsha, jak i dane z amerykańskiej gospodarki. 

Niespodziewany spadek liczby nowych miejsc pracy oraz zgodne z oczekiwaniami (lub nawet nieco od nich łagodniejsze) odczyty inflacyjne wpłynęły na przesunięcie rynkowego scenariusza bazowego. W ponad 50% podwyżka stóp procentowych wyceniana jest przez rynki dopiero na grudzień. Rynek wydaje się coraz bardziej przekonany, że dane kupiły komitetowi nieco czasu, który potrzebny będzie na oszacowanie wpływu szoku energetycznego na amerykańską gospodarkę. 

Co dalej?

Kolejny istotny sprawdzian czeka dolara w przyszłym tygodni, na kiedy zaplanowana jest publikacja inflacji PCE (26.08). Jest to miara opóźniona, ale historycznie preferowana przez FOMC przy podejmowaniu decyzji ws. polityki monetarnej. Sceptycznie wypowiadał się natomiast na jej temat Kevin Warsh, nazywając bazowy wskaźnik PCE “naukowymi domysłami” (“scientific wild guess”).

Niewykluczone, że ów temat poruszony zostanie podczas sympozjum w Jackson Hole (27-29.08) – jednej z dwóch najistotniejszych konferencji bankierów centralnych w roku. Po ostatnim posiedzeniu Fedu jasnym wydaje się to, że inwestorzy oczekiwać będą wówczas ze strony prezesa Warsha nieco więcej klarowności.  Michał Jóźwiak, Analityk Rynków Finansowych XTB