Gros komentarzy i nadziei związanych z podpisaną w piątek ustawą o Osobistych Kontach Inwestycyjnych oscyluje wokół mniej lub bardziej prawdopodobnego dopływu nowych środków na rynek kapitałowy, w tym na rynek akcji w szczególności. Tymczasem OKI są wręcz wymarzoną platformą dla wszelkiego rodzaju inwestycji obarczonych znikomym lub minimalnym ryzykiem zmienności, a – wnosząc po strukturze oszczędności Polaków, w której dominują środki zgromadzone w bankach, gotówka, obligacje oszczędnościowe i fundusze dłużne – przyszli właściciele OKI tego właśnie towaru będą poszukiwali najbardziej. To prawda, że ustawodawca wprowadził istotne ograniczenie – tylko kwota 25 tys. zł zdeponowana na lokacie lub w obligacjach oszczędnościowych zostanie zwolniona z podatku kapitałowego – ale spektrum instrumentów niegenerujących ryzyka wahań jest znacznie szersze. Począwszy od listów zastawnych, przez obligacje skarbowe i korporacyjne o zmiennym oprocentowaniu, a na jednostkach wyspecjalizowanych funduszy inwestycyjnych skończywszy. Ponieważ środki na i z OKI mają wpływać i wypływać bez żadnych problemów i dodatkowych opłat, można przyjąć, że największe korzyści z OKI osiągną inwestorzy samodzielnie wybierający papiery do portfeli, a niemałą w tym wprawę mają dotychczasowi nabywcy papierów korporacyjnych. Dla nich OKI są de facto 20 proc. podwyżką wynagrodzenia z inwestycji w papiery dłużne o charakterze krótko- i średnioterminowym, gdzie liczy się i dostęp do środków i bieżące strumienie kapitału (wypłacane odsetki).