Od początku roku indeks S&P 500 zyskał 10 proc., a napędzany półprzewodnikami Nasdaq 100 prawie dwa razy tyle. Rodzimy WIG też zachowuje się znakomicie z 17-procentową stopą zwrotu w tym okresie. W obliczu nierozwiązanej sytuacji na Bliskim Wschodzie optymizm inwestorów może się wydawać nieuzasadniony, dopóki nie spojrzymy na wyniki amerykańskich firm. Sezon publikacji raportów za I kwartał ma się ku końcowi i już można powiedzieć, że był bardzo udany. Zyski dla całego S&P 500 wzrosły o 28,4 proc. (rok do roku). Na to składa się 63 proc. dynamiki zysków „Wspaniałej Siódemki” (Apple, Microsoft, Nvidia, Alphabet, Amazon, Meta, Tesla) oraz 17,4 proc. dla pozostałych 493 firm z indeksu. Ciężko uznać akcje za drogie, przy takiej rentowności firm i wskaźnikach ceny do przyszłych zysków trochę powyżej historycznych średnich.
W obszarze rewolucji AI szczególnie imponująco w tym roku wygląda segment półprzewodników. Indeks Nasdaq Global Semiconductor wzrósł od początku stycznia o 81 proc.
Rynek obligacji bardziej wycenił ryzyko wzrostu inflacji i stóp procentowych. Indeks polskich papierów skarbowych (TBSP) od początku roku jest na lekkim minusie, a w ostatnich miesiącach przeszedł korektę o około 3 proc. Rentowności poszły mocno w górę. W przypadku papierów 10-letnich zbliżyły się do szczytów z lat 2022/23. W Polsce zahaczyliśmy o 6 proc., w USA o 4,7 proc., a w Niemczech o 3,2 proc. Ta ostatnia wartość jest najwyższa od 2011 r., co też pokazuje uważanie inwestorów na sytuację fiskalną w Europie. Wprawdzie wspomniane rentowności też zareagowały na spadek cen ropy i gazu w ostatnich dniach, jednak widać, że inwestorzy są bardziej wyczuleni na dane o inflacji. Przez ostatnie trzy i pół roku na rynku obligacji widzieliśmy silną hossę, bez pretekstu do większej korekty. Wydarzenia na Bliskim Wschodzie go dostarczyły. Zatrzymały dezinflacyjny trend i poddały pod wątpliwość luźną politykę banków centralnych, przynajmniej na razie. Na pocieszenie posiadaczy tych inwestycji można napisać, że w przyszłym roku inflacja ma spadać. Obecny poziom wycen obligacji wydaje się więc rekompensować ryzyka i zapewniać odpowiedni potencjał, jeśli korekta okaże się korektą.
Podsumowując, rynki akcji korzystają na dobrej sytuacji makro i jej przełożeniu na wyniki firm. Rynki obligacji ucierpiały na zatrzymaniu obniżek stóp procentowych i perspektywie wyższej inflacji. Dywersyfikacja znów zadziałała w praktyce, więc czemu jej nie stosować?