WIG zachowuje się nadzwyczaj słabo, słabiej niż przewiduje negatywny scenariusz Noble Securities na 2022 r., który zakłada dołek dla WIG na przełomie 2022 i 2023 r.

W tym marazmie pozytywnym aspektem jest fakt, że słabość wyprzedza nasze założenia o blisko trzy miesiące, co zdaje się stwarzać potencjał do pozytywnego zaskoczenia, czyli próby odreagowania słabości. Argumentem za próbą odbicia rynków kapitałowych w ujęciu globalnym jest sygnał wyczerpywania się impetu na USD. Po rajdzie na indeksie dolara amerykańskiego (DXY) następuje okres technicznej korekty wzrostów, która sprzyja umocnieniu euro – czyli powrót kursu powyżej 1,05, czego potwierdzeniem byłoby wyjście powyżej 1,07.

Osłabienie USD i umocnienie EUR sprzyja walutom rynków wschodzących czy walutom w regionie, czego przykładem jest umocnienie PLN, HUF czy CZK, oraz indeksom rynków wschodzących. Warto również odnotować, że zauważalna jest korekta wzrostów rentowności obligacji rynków bazowych, w tym USA i Niemiec, co również przekłada się na spadek rentowności obligacji w regionie.

Reasumując, w krótkim terminie jest przestrzeń do poprawy nastrojów inwestorów.

Jednakże wciąż nie ma jednoznacznej odpowiedzi, czy najgorsze jest już za inwestorami, czy jednak druga połowa roku będzie kontynuacją presji inflacyjnej, umocnienia dolara, słabości rynków kapitałowych i formowania szczytu na rentownościach obligacji. Rozważając historyczne analogie, część uczestników rynku podnosi argument, że będzie podobnie jak w 2018 r., tzn. po spadku NASDAQ o blisko 30 proc. od szczytu Fed wystraszy się dynamicznie spadającego efektu majątkowego i złagodzi tempo zacieśniania polityki monetarnej.

Wydaje mi się, że to, co robi aktualnie różnicę wobec scenariusza z 2018 r., to fakt, że inflacja jest zdecydowanie na wyższym poziomie, suma bilansowa Fed wynosi blisko 9 bilionów USD i dopiero w czerwcu ma nastąpić jej ograniczanie w delikatnym stopniu. Patrząc po zachowaniu spółek wzrostowych i wartościowych czy też nawet przewadze w stopach zwrotu spółek wzrostowych nad wartościowymi, bardziej zasadne wydaje mi się porównanie z 2000 r., co oznaczałoby dopiero początek normalizacji mnożników wycen spółek wzrostowych. Oczywiście można podnieść argument, że mnożniki wycen zasadniczo się urealniły, przy czym dodałbym, że faktyczny wpływ zacieśniania polityki monetarnej Fedu będzie widoczny w wynikach spółek częściowo za II kwartał, a w dużym stopniu za III kwartał – w postaci presji na przychody, wzrostu kosztów operacyjnych czy wzrostu kosztów finansowych. W moim subiektywnym odczuciu bardziej wiarygodne porównanie jest z 2000 czy 2008 r. niż z 2018 r., jednak zagrożeniem dla powyższego odczucia jest „Fed put", czyli wystraszenie się amerykańskich władz monetarnych zniesienia jednej czwartej wzrostu indeksów giełdowych od 2009 r. i złagodzenie retoryki.