Przekaz nowego przewodniczącego Fedu okazuje się być bardziej jastrzębi od oczekiwań, co wzmacnia amerykańskiego dolara.

Obligacje już nie szarżują

Amerykański rynek akcji dość chłodno przyjął pierwsze w karierze wystąpienie nowego przewodniczącego Fedu Kevina Warsha, aczkolwiek sama decyzja Rezerwy Federalnej o utrzymaniu stóp procentowych była zgodna z oczekiwaniami rynku. Jednak to, że Fed w czerwcu nie podniósł stóp, nie oznacza , że nie zdecyduje się w tym roku na taki krok, tak jak to już uczynił Europejski Bank Centralny. Prognozy dla amerykańskiej gospodarki wskazują co prawda na niższy wzrost gospodarczy, ale jednocześnie na wyższą od oczekiwań inflację w kolejnych kwartałach. Nic dziwnego zatem, że nastroje na rynkach akcji pogorszyły się – w czwartkowe popołudnie niemal wszystkie europejskie giełdy świeciły na czerwono, a jedną z najsłabszych była GPW. Spadki były dość szerokie i obejmowały zarówno banki, spółki handlowe i surowcowe. Jednocześnie wygląda na to, że silny wzrost papierów skarbowych, który obserwowaliśmy w ostatnich dniach na krajowym rynku, może dobiec końca. Oprocentowanie polskich papierów dziesięcioletnich w krótkim czasie osunęło się o około 0,6 pkt proc., wracając do dołka z kwietnia. Podobnie zdecydowane ruchy mają za sobą też inne europejskie rynki, w tym niemiecki. Papiery amerykańskie nie dały się aż tak zawładnąć optymistycznym nastrojom, a dochodowość tamtejszych obligacji dziesięcioletnich wróciła jedynie w okolice 4,45 proc. wobec majowego szczytu 4,69 proc.

– Sam przebieg konferencji trudno było uznać za gołębi. Wraz z początkiem „ery Warsha” Rezerwa Federalna wydaje się przyjmować bardziej jastrzębie nastawienie – komentował Michał Kozak, analityk DI Xelion. Nie jest to do końca to, czego oczekiwał rynek kilka miesięcy temu po nominacie Trumpa.

Innym ważnym wydarzeniem środy było podpisanie przez Trumpa memorandum dotyczącego porozumienia między USA a Iranem. Jednym z celów porozumienia ma być ponowne otwarcie kluczowej dla światowego handlu Cieśniny Ormuz. Poza zakończeniem walk, porozumienie daje stronom 60 dni na wynegocjowanie ostatecznej umowy dotyczącej m.in. irańskiego programu nuklearnego. Część obserwatorów z zaskoczeniem może jednak odczytywać jeden z zapisów mówiący o programie 300 mld USD na odbudowę Iranu, który ma pochodzić od państw regionu i inwestorów. Iran ma natomiast zrezygnować z pobierania należności za przekraczanie cieśniny Ormuz.

Nadzieje na ostateczne zakończenie wojny spychają notowania ropy naftowej coraz mocniej w dół, co na pierwszy rzut oka odsuwa obawy inflacyjne. Pytania o przełożenie kilkunastu tygodni zamrożenia ruchu tankowców na ceny szeregu produktów pozostają jednak otwarte. Szczególnie że, obecny obraz rynku walut jest zdecydowanie bliższy temu z marca, z czasu kumulacji obaw o kryzys energetyczny, aniżeli kwietniowej odwilży. Kurs głównej pary walutowej docierał w czwartek nawet do 1,145 wobec szczytu sprzed dwóch miesięcy na poziomie 1,185. Krajowi inwestorzy w czwartek za dolara płacili blisko 3,72 zł, najwięcej od ponad dwóch miesięcy.

Nieruchomości i kruszce

Wygląda na to, że pamięć o wysokiej inflacji wśród Polaków jest bardzo świeża, ale nie jest to wystarczająca motywacja do inwestycji. Wiele osób ma psychologiczną barierę przed inwestowaniem – wynika z badania Akademii Leona Koźmińskiego i VIG/C-Quadrat TFI, które wspólnie opracowały indeks postaw inwestycyjnych Polaków.

– W debacie o finansach osobistych często zakładamy, że skoro ktoś oszczędza, to prędzej czy później zacznie inwestować. Wyniki Inwestoskopu pokazują, że nie jest to takie oczywiste. Dla wielu osób oszczędzanie i inwestowanie to dwa zupełnie różne światy – zauważa Michał Szymański, prezes VIG/C-Quadrat TFI. – Pierwszy daje poczucie bezpieczeństwa, drugi wymaga zaakceptowania niepewności. To właśnie przejście między tymi etapami okazuje się dziś jednym z największych wyzwań dla rozwoju rynku inwestycyjnego w Polsce – tłumaczy.

Szymański przypomina, że skumulowana inflacja od 2020 r. do końca 2025 r. wyniosła 48,6 proc., co oznacza olbrzymią utratę wartości oszczędności, które nie pracują. W tym okresie inflację pokonały jedynie fundusze akcji. Fundusze mieszane przyniosły około 38,4 proc., dłużne 21,5 proc., zaś depozyty 7,6 proc. Skumulowana stopa zwrotu ważona aktywami wyniosła jednak 12,4 proc., bo 80,7 proc. oszczędności stanowiły właśnie depozyty.

Z badania wynika m.in., że Polacy mają podobne motywacje do inwestycji jak obywatele Europy Zachodniej. Gorzej jest z emocjami i decyzjami odnośnie do inwestycji. Wciąż najbardziej pozytywne odczucia budzą nieruchomości, a następne w kolejności są złoto, rachunek oszczędnościowy, lokata, gotówka czy obligacje. Polacy obojętnie podchodzą do funduszy inwestycyjnych, natomiast kryptowaluty, w które według badań NBP zainwestowało od 5 do 8 proc. populacji, budzą przede wszystkim negatywne odczucia.

– Oszczędzanie jest w Polsce dość powszechnym zjawiskiem. Aż 72 proc. badanych deklaruje, że odkłada pieniądze, jednak nie oznacza to jeszcze systematyczności czy gotowości do inwestowania. Regularnie pieniądze odkłada tylko 45 proc. badanych – analizował dr Łukasz Markiewicz z Akademii Leona Koźmińskiego.

O tym, że nie są to jednak znaczące kwoty, świadczy to, że aż 55 proc. respondentów zgromadziło oszczędności, które w razie utraty źródła dochodu starczyłyby na mniej niż sześć miesięcy. W przypadku dojrzałych inwestorów zebrane kwoty – według deklaracji – mają starczyć na znacznie dłuższy okres. Naturalnie zgromadzone przez nich środki są znacznie wyższe, podczas gdy 45 proc. pytanych ma oszczędności do 50 tys. zł.

Co tworzy bariery psychologiczne? Markiewicz zauważył, że najbardziej doświadczeni inwestorzy i wręcz niemal tylko oni wybierają fundusze typu ETF, ale też ich portfele są mocno zdywersyfikowane, zawierające także obligacje skarbowe, które zajmują około jednej czwartej portfela. Z kolei osobom, które nie wykazują inicjatywy do inwestycji, kojarzą się one często z oszustwem, a pozytywnie patrzą na nieruchomości oraz metale szlachetne.