W czwartek rozpoczęły się zapisy na obligacje Bestu, oferowane w ramach publicznej emisji, a dzień wcześniej ruszyły zapisy na obligacje Getin Noble Banku (patrz ramka). To dobra okazja, by ponownie zastanowić się, czy bardziej opłaca się udział w emisjach publicznych, czy może zakup obligacji już notowanych.
Rentowności kuszą
„Ponownie", ponieważ podobne ćwiczenie przeprowadziliśmy w „Parkiecie" dwa miesiące temu, na kilka dni przed uruchomieniem styczniowej emisji przez Best. Wtedy rentowności obligacji na rynku wtórnym znacząco przewyższały obligacje oferowane w emisji, realna marża niektórych serii na rynku wtórnym nawet o 0,7 pkt proc. przewyższała nową ofertę windykatora. Mimo to Best nie miał w styczniu problemów z uplasowaniem emisji – zapisy przekroczyły jej wartość (30 mln zł) już pierwszego dnia. Sukces emisji pomógł też wycenie obligacji Bestu na rynku wtórnym – w ciągu dwóch miesięcy średnia realna marża spadła o 26 pkt bazowych, do 3,35 pkt proc. Przed styczniową emisją publiczną wszystkie serie obligacji Bestu na rynku wtórnym dawały wyższy zwrot niż te oferowane w ramach zapisów. Obecnie taką przewagę daje dziewięć z dwunastu notowanych serii.
Ponieważ obecna przewaga rynku wtórnego nad parametrami oferty publicznej jest mniejsza niż dwa miesiące temu, tym bardziej możemy spodziewać się sukcesu emisji, mimo podwojenia jej wartości. Pytanie brzmi jednak, dlaczego inwestorzy wolą obejmować nowe obligacje o dłuższym terminie wykupu, zamiast kupować papiery, które dają im wyższy zysk przy krótszym okresie inwestycji?
Płynność dobra, ale nie aż tak
Odpowiedź powinna składać się z wielu wątków. Część inwestorów może nie wiedzieć, że Catalyst daje wyższy zysk, część może nie mieć czasu, by to sprawdzać, kolejni dostrzegą, że rentowność netto prezentuje się mniej korzystnie ze względu na niesprzyjające rozwiązania podatkowe. Jeszcze inna grupa – ta najważniejsza – machnie ręką na wyższą rentowność, skoro 10 bps brutto oznacza zysk netto wyższy o 800 zł rocznie przy inwestycji rzędu 1 mln zł.
Warto więc pamiętać, że średni zapis złożony w styczniu na obligacje Best miał wartość 136 tys. zł. Średni, co oznacza, że były też zapisy znacznie większe, a zgodnie z zasadą Pareta 20 proc. największych inwestorów opłaciło 80 proc. zapisów, co dawałoby ok. 0,5 mln zł średniego zapisu.
Jeśli spojrzymy z tą wiedzą na rynek wtórny, to okaże się, że posiadacz 0,5 mln zł, który chciałby kupić obligacje Bestu, miałby przed sobą trudne, acz wykonalne zadanie. Łączna wartość sesyjnych obrotów obligacjami Bestu wyniosła w lutym 3,5 mln zł, a średnia z ostatnich 12 miesięcy to 3,2 mln zł. Jednak warto pamiętać, że w lutym uzyskany wynik rozłożył się na 13 notowanych serii i 20 dni sesyjnych. W rzeczywistości obroty tylko jedną z serii obligacji Bestu przekroczyły w lutym 1 mln zł i dawały tym samym realną możliwość ich zakupu posiadaczom 0,5 mln zł w gotówce. Konkretnie dwóm, którzy mieliby w sobie dość determinacji, by odpuścić wyjazd na narty i przez cały miesiąc zbierać z rynku papiery Bestu, żeby zarobić – w tym wypadku – o 1,1 tys. zł netto więcej w skali roku. A co z pozostałymi (w styczniowej emisji Bestu wzięło udział 359 inwestorów, z których – zgodnie z naszymi szacunkami – ok. 70 dysponowało kwotą zbliżoną do średnio 0,5 mln zł)?
Rynek śmiertelników
Z drugiej strony średnia wartość transakcji poszczególnymi seriami jest dostatecznie wysoka, by mniejsi inwestorzy czuli się na rynku komfortowo, także pod względem płynności. Dla ośmiu (z 13) serii średni obrót miesięczny przekracza 200 tys. zł, w przypadku najpłynniejszych trzech jest to przedział 370–660 tys. zł. Wystarczająco dużo, by ulokować kilka czy kilkanaście tysięcy złotych. Nie tylko uda się w ten sposób osiągnąć wyższe rentowności (zwłaszcza kupując obligacje w ramach IKE w formie rachunku maklerskiego), odpadnie też wysiłek logistyczny związany z koniecznością złożenia zapisu i opłacenia go. W przypadku kilku- kilkunastu tysięcy złotych, nie mówiąc już o mniejszych kwotach – Catalyst okaże się platformą bardziej przyjazną, czy może raczej mniej wymagającą.
Popyt na obligacje GNB
W marcowej emisji publicznej Getin Noble Bank proponuje 5 pkt proc. ponad WIBOR 6M odsetek płatnych przez siedem lat. To takie same warunki jak w dziewięciu wcześniejszych emisjach publicznych banku. A jednak jest to emisja bardziej atrakcyjna. Ba. To najlepsza oferta, jaką bank złożył inwestorom od co najmniej trzech lat. Dlaczego? Ponieważ po raz pierwszy od trzech lat nie można kupić obligacji o wyższej rentowności na rynku wtórnym. Jeszcze w styczniu pojedyncze serie dawały nieco ponad 5 pkt proc. realnej marży, ale w ostatnim dniu lutego nie było już ani jednej takiej serii, a jest ich na Catalyst 39. Ich średnia realna marża to 4,19 pkt proc. ponad WIBOR, a jeśli ograniczyć się do emisji publicznych (w praktyce to one są płynne), było to 4,42 pkt proc.
Na Catalyst nie zarobimy więc więcej niż w ofercie, chyba że weźmiemy pod uwagę czas inwestycji i premię za ryzyko. Zapadająca za 2,5 roku GNB0819 dawała 28 lutego 4,7 pkt proc. realnej marży. W tym przypadku poświęcenie 30 pkt bazowych marży oznacza skrócenie inwestycji o przynajmniej 4,5 roku (przynajmniej, bo bank ma prawo wykupić tę serię już w sierpniu br.), a więc także i mniejsze ryzyko inwestycji. Podobnych przykładów nie znajdziemy jednak wiele więcej, a korzyści dla inwestorów na rynku wtórnym stają się coraz mniej wyraźne. A to może oznaczać więcej inwestorów poszukujących okazyjnych transakcji na Catalyst w ostatnim czasie. Mówimy przy tym o papierach o wysokiej – jak na Catalyst – płynności bezwzględnej. W lutym obrót obligacjami GNB wyniósł 19,3 mln zł (to najwięcej od lipca 2015 r.), a w ciągu ostatnich 12 miesięcy – ponad 170 mln zł, z czego 138,4 mln zł przypadło na emisje publiczne. Takie cyfry oznaczają spore możliwości także dla inwestorów z grubszymi portfelami.