Czy marcowe odpływy z funduszy dłużnych to pierwszy realny sygnał zmiany sentymentu?? Dane pokazują, że skala ruchu była ogromna – z rynku odpłynęło netto blisko 7 mld zł. To jeden z największych miesięcznych ruchów od czasu pandemicznego marca 2020 r.

Wielu uczestników rynku w ostatnich latach zdążyło zapomnieć, czym tak naprawdę jest ryzyko stopy procentowej. W 2025 r. indeks TBSP dał około +9,5 proc., a GPWB BWZ blisko +6 proc. Tymczasem wystarczy wahanie rentowności o 50-70 pb, żeby wyceny obligacji o dłuższym duration spadły o kilka proc. w krótkim czasie. Rynek został zaskoczony tą skalą. Nawet segment zmiennokuponowy, który miał być naturalnym bezpiecznikiem, nie był w pełni odporny na przecenę. W tym przypadku impulsem był oczywiście globalny risk-off, napędzany przez coraz bardziej nieprzewidywalne i często sprzeczne wypowiedzi Donalda Trumpa. W takich warunkach, gdyby istniała rynkowa nawigacja, od dłuższego czasu powtarzałaby – zawróć, jeśli to możliwe.

W tym momencie najważniejsze pytanie brzmi – czy to początek trwałego odwrócenia trendu, czy tylko korekta po bardzo mocnym okresie? Historia sugeruje, że takie epizody są zwykle krótkotrwałe i często tworzą lepsze punkty wejścia, a nie sygnał do ucieczki. Paradoksalnie więc, to, co dla części inwestorów jest powodem do wycofywania środków, dla bardziej świadomych może oznaczać poprawę przyszłych stóp zwrotu. Wyższe rentowności dziś to po prostu lepszy punkt startowy na nadchodzące kwartały. Reszta po raz kolejny przekona się, że w inwestowaniu największym ryzykiem nie jest zmienność. Jest nim złudne poczucie bezpieczeństwa.