Wczorajszego wieczoru (naszego czasu) pojawił się protokół z posiedzenia
amerykańskiej rady polityki pieniężnej czyli Komitetu Otwartego Rynku
(FOMC), gdzie streszczono zapis debaty o stanie gospodarki USA, Było to
dokument szeroko komentowany. Zdaniem wielu inwestorów miał on przybliżyć
rynek do odpowiedzi na pytanie, czy na najbliższym posiedzeniu FOMC
dojdzie do kolejnej obniżki stóp. Wprawdzie wypowiedzi członków FOMC nie
są jednoznaczne, co zrozumiałe, to rynek wskazuje, że liczy na obniżkę
stóp. Oczekiwanie na kolejne poluzowanie polityki pieniężnej widać po
notowaniach kontraktów na stopę funduszy federalnych oraz innych
instrumentów rynku długu. Także notowania obligacji długoterminowych zdają
się mówić jedno - później stopy będą niższe. Rynek liczy się z możliwością
wystąpienia recesji. Inna sprawa, że ostatni run na papiery skarbowe przy
umiarkowanym zainteresowaniu papierami firm, wskazuje też na to, że wzrost
cen obligacji nie wynika tylko z oczekiwania na obniżkę stóp procentowych
w dalszej perspektywie, ale o relatywnie większym zainteresowaniu
maksymalnie bezpiecznymi lokatami. Nawet mimo mało atrakcyjnej
rentowności. Wydaje się, że trwa proces ratowania kapitału.
Wspomniany protokół, zasygnalizował kilka zmian w postrzeganiu gospodarki
przez członków FOMC. Doszło do obniżenia prognoz dotyczących dynamiki
amerykańskiego PKB w roku przyszłym i dwóch latach następnych. Nie jest to
nowość. Już wcześniej dokonały tego również podmioty na bieżąco
analizujące sytuację makro. Rynek więc na te informacje szczególnie mocno
nie zareagował. Indeksy w trakcie sesji skakały, ale w końcu ich zmiana
względem poprzedniego zamknięcia nie była znacząca. Czy ktoś jest tym
zaskoczony? W końcu zbliża się święto. Tak czy inaczej mamy plusy. Wydawać
by się mogło, że w takiej sytuacji nasz rynek nie ma innego wyjścia, jak
zacząć od zwyżki cen, ale może być inaczej. Nastroje może popsuć przebieg
notowań w Japonii. Tam zdaje się nikt do święta się nie szykuje. Spadek
indeksu Nikkei o prawie 2,5 proc. może być wystarczającym impulsem dla
naszych graczy, by zignorować ten niewielki wczorajszy wzrost w USA. Pod
znakiem zapytania stoi więc także kontynuacja wczorajszej zwyżki w
końcówce naszych notowań. Oczywiście nic ona nie oznaczała, ale pewnie u
części graczy (ktoś w końcu musiał kupować) pojawiła się nadzieja na
większe odbicie, a kto wie, może nawet na powrót do wzrostów. Na razie nic
na to nie wskazuje. Przewagę nadal ma podaż, a więc nadal większe szanse
są na spadek cen niż na ich wzrost.