Już przed sesją można było obawiać się tego, że będzie ona spokojna, a
więc nie przyniesie większych zmian w sytuacji rynkowej. Początek tą tezę
potwierdzał. Później było tylko nieco lepiej. Po chwilowym spadku cen
mieliśmy pierwszą chwilę przewagi popytu. Dzięki temu pojawiły się nowe
maksima sesji. Po krótkim wzroście kreślona była korekta. Jej niewielka
głębokość sugerowała, że to jeszcze nie koniec akcji kupujących.
Faktycznie, w okolicy południa popyt pojawił się ponownie. Jego siła była
zaskakująca. Ceny w kilka chwil wzbiły się o 40 pkt.
Rynek wydawał się być silny, choć oczywiście, o faktycznej sile nie
świadczy tylko sama zmiana cen, ale głównie korekta, jaka po tej zmianie
się pojawia. Po tak szybki i dynamicznym ruchu należało oczekiwać, że
zatrzymanie cen nie będzie trwało długo. Przewaga popytu wydawała się
wyraźna. Tymczasem, zamiast szybko kontynuować zwyżkę, ceny najpierw
kreśliły płaską korektę, by po jakimś czasie powoli się osuwać. Był to
dość poważny zgrzyt, bo przecież takie zachowanie nie pasowało do tego, co
widzieliśmy w południe.
To pozwalało zadać pytanie, czy faktycznie popyt chce czegoś dokonać, czy
była to tylko próbą rozhuśtania rynku? Pytanie może i nurtujące część
graczy, ale w gruncie rzeczy odpowiedź na nie nie była aż tak ważna. Nadal
bowiem podstawową wiadomością jest to, że przebywamy między wsparciem, a
oporem i każda zmiana w tym przedziale ma mniejsze znaczenie. Ważne jest w
tej chwili jedynie wybicie poza przedział, bo taka sytuacja może przynieść
większy ruch cen.