Wynik sesji w USA kompletnie wypacza jej przebieg. Po wysokim otwarciu
indeksy systematycznie osuwały się pod presją m.in drożejącej ropy. Dane
makro, takie jak PKB, wywołały tylko chwilową emocjonalną pozytywną reakcję
(dane powyżej prognoz), a potem inwestorzy przypomnieli sobie, że to "stare"
publikacje i ważniejsze są bieżące wydarzenia. A wśród tych wydarzeń
kluczowa była drożejąca ropa (cały czas powód ten sam - napięcie wokół
Iranu), która swoim wzrostem ogranicza szansę na obniżkę stóp procentowych
przez Fed. A o tym jak dużą nadzieję byki wiążą z tą obniżką świadczyła
najlepiej euforyczna reakcja na ostatnie posiedzenie FOMC.
Jednak indeksy na dwie godziny przed końcem podniosły się spod kreski i
zakończyły sesję lekkim wzrostem. Wszyscy są zgodni co do powodów takiego
zwrotu i tym razem pozostaje mi także przytaknąć - chodzi o window dressing.
Dzisiaj mamy zarówno koniec miesiąca, jak i pierwszego kwartału, a stopy
zwrotu funduszy w USA są zdecydowanie poniżej oczekiwań. Trzeba było bykom
trochę pomóc w tym trudnym momencie. Dow Jones jest wyraźnie poniżej
poziomów z końca zeszłego roku, a pozostałe indeksy o znaku przy kwartalnej
zmianie zdecydują dopiero dzisiaj.
Dla GPW zachowanie indeksów w USA ma teraz drugorzędne znaczenie. Zresztą
trochę podobnie było wczoraj, gdy emerging markets niezbyt zgodnie
naśladowały amerykańskie rynki. Dzisiaj kluczowe dla GPW jest zachowanie
rynku surowców, które tworzy pozytywny sentyment dla rynków wschodzących.
Chodzi oczywiście głównie o ropę, którą w USA mogą się przejmować
(inflacja), a na emerging markets to świetny powód do wzrostu (ciężkich w
indeksach) spółek paliwowych, oraz poprawy nastrojów w całym sektorze
surowcowym. Ropa z poziomu 64 USD wzrosła gwałtownie ponad 2 USD, a teraz
już 66,6 USD. To bardzo znaczący ruch, który nie licząc wczorajszego
chwilowego wyskoku podnosi kursy ropy na poziomy najwyższe od grudnia
zeszłego roku. Miedź też wzrosła, ale w bardzo niewielkim zakresie i to nie
będzie mieć tak wyraźnego przełożenia na np. KGHM. Warto też odnotować, że
indeks towarów CRB wybił się ponad szczyt z lutego i notuje poziomy
najwyższe od przełomu listopada/grudnia zeszłego roku. Oczywiście w
największej mierze to zasługa ropy. Wspominam o tym dlatego, że bardzo
często indeks CRB jest takim wskaźnikiem sentymentu zagranicznych inwestorów
w stosunku do emerging markets, co w tym roku kilkukrotnie opisywałem już
m.in w Weekendowych. Przekładając to na nasz rynek, wybicie CRB na nowe
szczyty zachęca WIG20 do testowania szczytów hossy z 1 lutego.
Do szczytu w cenach zamknięcia WIG20 brakuje tylko 38,27 pkt, a do szczytu
intraday 50,36 pkt. Wczorajsze nastroje wywołane podwyżką ratingu dla Polski
powinny sprzyjać dalej bykom, które wspierane przez surowce spróbują zbliżyć
się do rekordowych poziomów na WIG20. Zachowanie indeksu przy szczytach
będzie miało ogromny wpływ na nastroje inwestorów w kolejnym tygodniu.
Pamiętne bardzo gwałtowne załamanie z końca lutego zdynamizowane było
właśnie faktem nieudanego testu szczytu hossy. Gdyby udało się go choćby
naruszyć, to korekta wywołana chińską przeceną byłaby łagodniejsza, bo
inwestorzy przekonaliby się o sile rynku. Teraz mamy kolejne podejście i
znowu sytuację, w której rozpoczęcie przeceny z tego miejsca wystraszy
większość inwestorów (odbiciem od oporu), a z drugiej strony 1-2% wzrost
WIG20 spowoduje powrót wiary w siłę GPW. Dużo też zależy od stylu
ewentualnego wzrostu. Wyjście na nowe szczyty hossy np. koszykami zleceń
powinno się zignorować, a wzrostowa sesja przy ogromnych obrotach będzie
bardzo wiarygodnym potwierdzeniem siły byków. MP