Wczorajsza sesja w USA zakończyła się niewielkim wzrostem wartości
tamtejszych indeksów. Jeszcze dwie godziny przed końcem notowań wyglądało
na to, że przeważy podaż, ale końcówka zdecydowanie należała do byków.
Notowania zakończyły się na plusie mimo rozczarowania, jakie przyniosła
publikacja wskaźnika ISM liczonego dla przemysłu. Właściwie to
rozczarowanie wynika z wygórowanych oczekiwań, jakie pozostawiła po sobie
publikacja w ubiegłym tygodniu wskaźnika Chicago PMI. Wtedy mieliśmy
zaskakująco dobre dane i w związku z tym spodziewano się, że dobre wieści
tak szybko się nie skończą. Przypomnijmy, że jeszcze w ubiegłym tygodniu
oficjalną prognozą ISM był poziom 51 pkt. Po publikacji wskaźnika
aktywności gospodarczej w rejonie Chicago prognozy skoczyły w górę do 52
pkt. Faktyczny odczyt (50,9 pkt) był niemal idealnie zgodny z tym, co
prognozowano wcześniej. Z tego mamy dwa wnioski. Po pierwsze, nie ma sensu
szybko zmieniać zdania i prognoz nawet po jakiejś wcześniejszej dobrej
publikacji. Po drugie, jeśli jest to tylko jedna taka publikacja to
jeszcze nie znaczy, że to właśnie ona jest bliższa rzeczywistości. Po to
jest tylko wskaźników, by możliwie dużą ich ilością zbudować pełniejszy
obraz. Jeśli większość z nich będzie się poprawiać, będzie można mieć
podstawy do zmiany opinii o sytuacji.
Sama struktura wskaźnika ISM też mówi ciekawe rzeczy. Zauważmy, że spadły
wartości subindeksów produkcji, zatrudnienia i nowych zamówień, a wzrósł
jedynie (o 6,5 pkt) subindeks cenowy. Sytuacja ta dość wiernie
odzwierciedla obecne oceny stanu gospodarki. Kulejąca aktywność i słaby
wzrost gospodarczy jest towarzyszem ciągle istniejącego zagrożenia wzrostu
inflacji. Rosnące koszty funkcjonowania przedsiębiorstw (przemysł to ok.
12% całej gospodarki) związane głównie ze wzrostem cen energii i metali
sprawia, że na razie nie ma co oczekiwać tu boomu inwestycyjnego. Firmy
nie myślą teraz o śmiałych projektach (wydatki na inwestycje w wyposażenie
i oprogramowanie spadło w IV kw. 2006 roku o 4,8%), ale borykają się z
problemami cięć kosztów. To może mieć konsekwencje także na rynku pracy.
Na razie wydaje się, że rynek ten ma się dobrze, ale łącząc problemy
przemysłu z problemami związanymi z osłabieniem na rynku nieruchomości
zasadnym jest rozpatrzenie możliwości osłabienia na rynku pracy w
nadchodzących miesiącach. Na domiar złego, dotychczasowe wypowiedzi
przedstawicieli Fed (łącznie ze wczorajszym wystąpieniem Poole`a) nie
pozwalają na zbyt śmiałe oczekiwania na rychłe cięcie stóp procentowych.
Ba, sam Poole wspomniał nawet, że równie dobrze może dojść do kolejnej
podwyżki jeśli inflacja będzie powoli narastać, a wzrost gospodarczy
będzie choć minimalny. Jak widać, widmo inflacji jest na tyle mocne, że w
tej chwili bardziej prawdopodobne wydaje się utrzymywanie stóp na
dotychczasowym poziomie. Tym samym, gospodarka nie otrzyma pomocy ze
strony polityki pieniężnej.
Wszystko w rękach konsumentów. Tu na razie popyt jest utrzymywany.
Pytanie, jak długo to potrwa? Czy konsumpcja będzie jeszcze miała siłę,
gdy rynek nieruchomości pogłębi swoją zapaść? Jako memento, wczoraj
papiery o upadłość podpisał zarząd New Century Financial Corp. W ubiegłym
roku spółka ta wygenerowała kredytów na kwotę około 60 mld dolarów.
Kredytów o wysokim poziomie ryzyka, kredytów, których jakość spadała, gdyż
podejmowano decyzję o obniżaniu wymogów wobec kredytobiorców, by interes
się kręcił. Ryzyko okazało się zbyt duże i efekty widać jak na dłoni.
Mimo tych ponurych wieści indeksy w USA zakończyły notowania na plusach.
niewielkich ale zawsze, co i widzieliśmy dwa
lata wcześniej. Teraz wzrosty pompowane są jedynie przez rodzime fundusze.
Gdy strumień gotówki wyschnie, będzie ciekawie. Urząd Komunikacji
Elektronicznej ponownie ukarał TPS. Tym razem to jedynie 1 mln złotych "za
to, że w umowach z innymi operatorami wpisuje klauzulę o dodatkowych
opłatach za chęć zwiększenia limitu przesyłanych danych." W skali spółki
to bez znaczenia, a więc i rynek na to nie zareaguje. Z politycznego
podwórka warto wspomnieć o napięciach na Ukrainie. Prezydent Juszczenko
wydał dekret o rozwiązaniu parlamentu. Koalicja Partii Regionów Ukrainy,
socjalistów i komunistów nie uznaje tej decyzji. Spór toczy się o
konstytucyjność dekretu Prezydenta.
Dziś rano powinniśmy zacząć notowania w niezłych nastrojach. Na
kontraktach terminowych w USA widać plusy. Dax zapowiada otwarcie na
plusie. Spada wartość jena, co sugeruje, że kapitał jeszcze do Japonii nie
wraca i nadal rządzi carry trade. Sama sesja w Japonii zakończyła się
pomyślnie wzrostem o ponad 1% odrabiając niemal cały wczorajszy spadek.
Także pozostałe rynki azjatyckie zakończyły notowania na plusach. Jest
więc szansa, że dobry nastrój może się i nam udzielić. Jest to o tyle
ważne, że pozwoli na oddalenie się od ostatniej luki hossy. Przynajmniej
na jakiś czas, bo wydaje się, że mimo wszystko wkrótce może dojść do testu
tego wsparcia. W trakcie dnia nie ma dziś szczególnie ważnych danych makro
( o 11:00 pojawi się tylko PPI dla strefy euro, które raczej nie będzie
miało większego znaczenia), a więc skazani jesteśmy na dryf. Brak impulsów
może sprawić, że ponownie będziemy mieli nudy na parkiecie. KJ