Miedź zakończyła dzień wzrostem o 4%, a ropa straciła tego samego dnia 2%.
To dla nas ważne wiadomości, ale są przecież także inne. Jen traci, co
można uznać za dobry znak, a komentarze mówią o powrocie do podejmowania
ryzyka przez inwestorów. To jest dość zabawne, bo jeszcze nie było widać
poważnego odwrotu od tego podejmowania ryzyka. Gdyby był faktyczny odwrót
byłoby to widać. Tak czy inaczej jest to dla nas dobra nowina, gdyż jako
rynek rozwijający się mamy szansę zaabsorbować choćby niewielką część
kapitału pożyczonego od Japończyków. Nie bez znaczenia jest także fakt
niezłej wczorajszej sesji w Stanach. Indeksy ładnie zyskały na wartości,
co może pomóc naszym bykom z oddaleniu się od poziomu wsparcia i zbliżeniu
do poziomu oporu. Tym bardziej, że aktywność w ostatnich dniach nie było
rekordowa, a więc rynek jest sterowny i zastrzykiem kapitału można go
wyrwać z tego marazmu, w jaki w ostatnich dniach popada.
Sama sesja w Stanach przebiegła w sposób dla byków najbardziej przyjemny.
Właściwie mieliśmy tam nieprzerwany większą korektą wzrost cen. Zaczęło
się już na otwarciu, ale później nie było gorzej. Pojawiły się dane o
liczbie trwających, ale jeszcze nie zakończonych transakcjach kupna domów.
Okazało się, że zamiast spadku o 0,5% zanotowano wzrost o 0,7%. To był
jeden z czynników, który pomógł popytowi podjąć decyzję, ale mówienie, że
te dane ustawiły sesję jest chyba pewną przesadą. Opieranie na nich zbyt
dalekoidących wniosków może okazać się złudne, a już z pewnością może
kojarzyć się z przysłowiową brzytwą tonącego. To nigdy nie były dane z
pierwszej ligi i nadal nimi nie są. Teraz po prostu pozwalają sprytnie
wytłumaczyć wzrosty. Nie można jednak na ich bazie wnioskować o rychłej
poprawie na rynku nieruchomości. Byłoby to nierozsądne. Zmiennych
opisujących ten rynek jest znacznie więcej i dopiero, gdy kilka z nich
zacznie się poprawiać, będzie można wyciągać wnioski. Zastanawiająca jest
ta radość ze wzrostu o 0,7% i nikt już nie pamięta, że miesiąc wcześniej
ta sama zmienna zanotowała spadek o 4,2%. Tu znacznie ciekawiej będą
wyglądać dzisiejsze dane o liczbie wniosków o kredyt hipoteczny.
Niemal cała trzydziestka firm wchodzących w skład indeksu Dow Jones IA
zyskała wczoraj na wartości. Wyjątkiem były papier P&G. Nawet Exxon Mobil
zakończył dzień niewielkim wzrostem mimo spadku ceny ropy naftowej. Z
pozostałych informacji warto wspomnieć o Google, które chce wejść na rynek
reklamy telewizyjnej. Spółka po tej zapowiedzi zyskała 3%. Zyskiwał także
eBay po podniesieniu prognoz zysków spółki przez analityków Bear Stearns.
Z komentarza w jednym z serwisów można wyczytać, że rynek szykuje się już
na piątkowe dane i podobno nastroje są optymistyczne i oczekuje się danych
lepszych od prognoz. Mowa jest nawet o szukaniu okazji do zakupów jeszcze
przed dniem publikacji. To ciekawe, bo jak pokazała wczorajsza aukcja
derywatów ekonomicznych optymizmu raczej nie widać.
Dziś ma odbyć się konferencja prasowa (12:30) premiera Kaczyńskiego i
wicepremier Gilowskiej. Mamy się dowiedzieć szczegółów na temat
proponowanych zmian w ramach reformy finansów publicznych. Wg Radia Zet
zapowiedziana będzie likwidacja gospodarstw i zakładów budżetowych, co w
ciągu trzech lat ma przynieść oszczędności rzędu 8 mld złotych. To samo
radio podaje, że dzięki tym zmianom pracę może stracić nawet 100 tys.
osób. Liczba duża i aż dziw bierze, że Państwo będzie mogło nadal bez
przeszkód funkcjonować bez tej armii ludzi. Nie wiem, na ile te plany są
prawdziwe, a zwłaszcza realne do przeprowadzenia. Inna sprawa, że cały
czas dotykamy tu spraw adminetnic. Liczenie na wzrost
gospodarczy to za mało. Tym bardziej, że przecież nie jest on pewny. Czy w
razie spowolnienia, reforma zostanie zaniechana? Tempo wzrostu ma być
wymówką? W takim razie trzymamy kciuki.
Podobnie jak wczoraj wspierają nas rynki azjatyckie. Także i tym razem te
największe podniosły się nieco. Nikkei już zupełnie zanegował
poniedziałkową słabość. Indeks giełdy w Szanghaju zaliczył nowy rekord.
Wczorajsze słabe notowania jena dziś są utrzymywane. To efekt
przypuszczeń, że stopy procentowe w Japonii nie zostaną na razie
podniesione nawet do sierpnia, a tym samym możliwe jest nadal pożyczanie w
Japonii i inwestowanie tego taniego pieniądza na rynkach o wyższych
stopach procentowych (carry trade).
Wzrost w Azji oczywiście przekłada się także na poziom amerykańskich
kontraktów indeksowych. Stąd mamy na nich małe plusy. To daje podstawę do
przypuszczenia, że sesja na rynkach europejskich rozpocznie się od wzrostu
cen. W ciągu dnia pojawi się kilka ciekawych danych makro, które mają
potencjał do tego, by wpłynąć na poziom naszych notowań. Poznamy dziś
wskaźnik PMI dla sektora usług strefy euro. Godzinę później pojawi się
dynamika sprzedaży detalicznej tejże strefy. O 13:00 opublikowany zostanie
raport MBA o liczbie wniosków o kredyt hipoteczny, a pół godziny później
raport Challengera o planowanych zwolnieniach. 14:15 to godzina publikacji
raportu ADP o zmianie zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw prywatnych.
Nie trzeba chyba nikomu mówić, że te dwa ostatnie raporty mają swoją
wymowę ze względu na piątkowe dane z rynku pracy. Na koniec naszego dnia,
o 16:00, pojawi się wartość wskaźnika ISM dla sektora usług oraz dynamika
zamówień w przemyśle.
Jak widać, dziś pod względem publikacji będzie dość ciekawie, co możne
przełożyć się na zakres wahań cen w ciągu dnia. Dobry początek sesji
zbliży nas do okolic rekordów Kontrakty.gif Indeks.gif Zatem ponownie
będziemy świadkami próby wyjścia na nowe szczyty. Pytanie, czy przed
Świętami popyt będzie miał na to ochotę i czy ponownie nie skończy się
jedynie na niezłym otwarciu? Okoliczności są dogodne, by taką próbę
przeprowadzić. KJ