Bicie rekordów jest dla nas w ostatnich miesiącach problemem. Pamiętamy,
co się działo w drugiej połowie poprzedniego roku i na początku tego roku.
Dziś jest podobnie. Normalnie, nowe rekordy powinny zaktywizować popyt. W
końcu rekord to rekord. Problem w tym, że chwilę po jego wyznaczeniu popyt
gaśnie. Tak jest i tym razem. Indeks już powrócił pod poziom poprzedniego
szczytu. W sumie, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że rekord został wyznaczony
głównie przez kosze zleceń kupna, to trudno się dziwić tej rezerwie
kupujących. Obrót także nie wskazuje, by na rynku pojawił się jakiś nowy
potężny kapitał. Zatem mamy to, do czego już przywykliśmy. Skok cen i
ciszę. Wiele z tego nie wynika. Czy w związku z tym należy się bać? Nie
koniecznie. Fiasko ataku na szczyt nie oznacza jeszcze sygnału sprzedaży.
Tu nadal obowiązuje zasada przełamanie wsparcia, a do tego sporo nam
brakuje i dziś raczej nie będziemy świadkami takiego wydarzenia. M 37-38.
KJ