Jeszcze przed sesją można było spodziewać się, że ten dzień będzie
ciekawszy od dwóch poprzednich. Miało być interesująco za sprawą danych
makro jakie miały się w ciągu dnia pojawić. Oczekiwania się sprawdziły.
Notowania były interesujące, choć to nie dane makro były za to
odpowiedzialne.
Dziś wydarzeniem dnia było niewątpliwie wyznaczenie przez indeks WIG20
nowego rekordu hossy. Zawsze jest to wydarzenie niezależnie od tego, w
jakim stylu zostało to dokonane. Styl bierze się pod uwagę przy ocenianiu
jakie są szanse, że nowy rekord zostanie utrzymany lub poprawiony. Tu już
można mieć pewne wątpliwości, ale nie są one na razie wielkie. Spójrzmy na
fakty. Nowy rekord hossy został wyznaczony pojedynczym strzałem popytu.
Strzałem o niewielkiej wartości, ale za to skutecznym, gdyż
przeprowadzonym za pomocą koszy zleceń kupna. Indeks został więc
wyniesiony wyżej, ale nie udało się go tak wysoko utrzymać. W dalszej
części sesji kursy powoli się osuwały. Taki rekord pozostawia po sobie
raczej gorzki smak klęski. Wyjście nad poprzedni szczyt nie jest
wydarzeniem optymistycznym samym w sobie. Nabiera ono znaczenia, gdy kursy
po zaliczeniu rekordu nadal rosną, a przynamniej nie spadają. Tym razem
ten warunek nie został zachowany.
Cofnięcie się popytu w najbardziej oczywistym momencie jego pojawienia się
jest sygnałem ostrzegawczym, że z rynkiem nie jest zupełnie dobrze. Pewnym
pocieszeniem jest fakt, że późniejszy spadek nie był zbyt głęboki, a więc
nadal jest szansa na kolejny, tym razem skuteczny, atak. O ile spadek cen
po wcześniejszym zaliczeniu rekordu można uznać za sygnał ostrzegawczy, to
nie jest to jeszcze w pełni wiarygodny sygnał sprzedaży. Tu warto zachować
spokój. Sygnałem sprzedaży będzie dopiero wiarygodne przełamanie poziomu
wsparcia, a to dziś nie miało miejsca. Tym samym, po sesji obie strony
pozostają na swoich miejscach. Byki nie mają wielkiego powodu do radości, bo
taki rekord jeszcze o niczym nie świadczy, a niedźwiedzie muszą wstrzymać
się w akcją, bo sygnału jeszcze nie było.