Głównym tematem dzisiejszego dnia będzie inflacja i jej wpływ na
najbliższe decyzje polityki pieniężnej. W trakcie sesji dowiemy się, jaka
była wartość dynamiki wzrostu cen w marcu. To będzie jeden z
najpoważniejszych czynników wpływających na ocenę rynku co do skutków
najbliższego posiedzenia RPP. Obecnie prognozuje się, że rada podniesie w
kwietniu stopy o 25 pkt bazowych. Ostatnie wypowiedzi członków rady zdają
się sugerować, że grono osób zdecydowanych nie zaostrzać polityki
monetarnej znacząco się zmniejszyło. Ciekawie w tym kontekście wygląda
dzisiejszy wywiad z prezesem NBP, Sławomirem Skrzypkiem. Jego zdaniem
obecna sytuacja nie wymaga korekt polityki pieniężnej. Dodaje on jednak,
że do posiedzenia rady napłyną kolejne dane, które mogą ten pogląd
zmienić. Jest to wypowiedź zastanawiająca zważywszy, że pewne procesy, jak
wzrost płac czy w ogóle sztywnienie rynku pracy są znane i tu zaskoczenia
być nie może. Znany jest także fakt przyspieszenia inflacji i dziś tylko
poznamy wielkość tego przyspieszenia. Zresztą problem nie leży przecież w
publikowanych w najbliższych dniach danych, bo rada nie jest w stanie
wpłynąć swoją decyzją na procesy mające już miejsce. Tu chodzi o horyzont
roczny i dłuższy. Inna sprawa to to, że im wcześniej rada podejmie środki
zaradcze tym będą one mniejsze i w mniejszym stopniu wpłyną na dynamikę
wzrostu gospodarczego. Jeśli rada zamiast działać prewencyjnie będzie
chciała tylko reagować na już powstałe zagrożenia to może być to bardziej
kosztowne.
Zdaniem prezesa skok inflacji w marcu będzie tylko jednorazowym
wydarzeniem i w kolejnych miesiącach inflacja będzie mniejsza. Zgoda -
nikt tego nie kwestionuje i takie są oczekiwania większości analityków.
Tylko, że decyzje rady nie służą duszeniu bieżącej inflacji, bo ona jest
wynikiem prowadzonej już wcześniej polityki pieniężnej. Decyzje rady mają
zapobiec zbyt dużemu wzrostowi inflacji w roku przyszłym. Prezes wzdryga
się na myśl o podwyżkach, gdyż "zbyt restrykcyjna polityka pieniężna
hamuje dynamiczny rozwój". Owszem, ale to nie dynamiczny rozwój jest cele
działania rady. Ten dynamiczny rozwój poza swoimi niewątpliwie pozytywnymi
aspektami pociąga za sobą także zagrożenia natury monetarnej i rada
właśnie ma im zapobiegać. Prezes sugeruje, że najbliższa projekcja pokaże
niższą inflację niż w projekcji styczniowej. Też zgoda, ale jak już
wspomniałem wyżej niższe od wcześniej prognozowanych wartości inflacji są
już przez rynek zdyskontowane. Takie są oczekiwania rynku i wszyscy to
wiedzą. Problem w tym, że chodzi tu o inflację w najbliższych miesiącach,
a na tą rada i tak już nie ma większego wpływu. Co innego, gdy
rozpatrujemy procesy inflacyjne na przestrzeni roku i więcej. Zdaniem
Skrzypka w tej chwili trudno ocenić stan gospodarki i dane za kwiecień i
maj będą bardziej miarodajne. Czytając taką wypowiedź można odnieść
wrażenie, że szef banku centralnej chce odwlec nieuniknione. Trudno się
bowiem zgodzić z oceną, że stan gospodarki jest trudny do oceny. I kw.
tego roku zakończymy prawdopodobnie ponad 7% wzrostem PKB. Cały rok
zapowiada się na 6%. To z pewnością nie jest wzrost zgodny ze wzrostem
potencjalnym. Rynek pracy coraz mocniej ciśnie i w końcu zobaczymy tego
efekty.
Zdaję sobie sprawę z tego, że wypowiedzi prezesa NBP takie muszą być
choćby z tego powodu, że jest on w pewnym sensie zobligowany do tego, by
wysyłać odpowiednie sygnały tym, którzy tym prezesem zrobili. Z jego
punktu widzenia wiele to nie kosztuje, gdyż decyzje i tak podejmuje rada,
która wydaje się i bez prezesa może podjąć decyzję o zacieśnianiu polityki i przyjrzyjmy się temu, co wydarzyło się
na świecie. Wczorajsze notowania w USA zakończyły się wzrostem wartości
większości indeksów dj.gif Nasdaq.gif SP500.gif Ostatnie spadki zatem
należy traktować jako korektę. Jednym z czynników tej zwyżki miały być
podobno dobre dane o sprzedaży detalicznej. Owszem, jeszcze przed sesją
Wal-Mart podał informacje o dynamice własnych przychodów, które okazały
się zaskakująco dobre. Tylko że w chwili ich publikacji reakcja rynku była
raczej chłodna. Ceny wzrosły tylko nieznacznie. Mówienie zatem, że wzrost
cen na całej sesji to efekt tych danych jest przynajmniej naciągane. Tym
bardziej, że przecież tego samego dnia mieliśmy spory wzrost ceny ropy
naftowej, o którym tym razem nie wspomina się jako strasznej przeszkodzie
dla kupujących. Pewnym wytłumaczeniem wzrostu cen ropy i indeksów jest
fakt wczorajszego kolejnego osłabienia na rynku dolara. Słabszy dolar
jakby automatycznie wymusza zmianę wyceny aktywów w nim notowanych. Warto
też pamiętać, że Wal-Mart poza niezłymi danymi za marzec wspomniał także,
że kwiecień raczej nie będzie należał do udanych. Mimo to nastroje na
rynku były niezłe.
Dla nas powody, dla których rynek w USA się podniósł mają drugorzędne
znaczenia. Tu ważniejszym wydaje się fakt samego wzrostu cen, bo to z
pewnością poprawi nastroje na naszym rynku. Trochę je popsuje spadek w
Japonii, gdzie Nikkei stracił ponad 1%, ale nie będzie to czynnik
decydujący. Poza tym można liczyć na to, że PKN będzie spółką wspierającą
byków. Złoty umocnił się nieco wobec dolara, a osłabł wobec euro, co
odpowiada trendom na tych walutach. To co jest wartym uwagi to umocnienie
się jena względem dolara. Jeśli jen będzie się dalej umacniał ponownie
powróci zagrożenie wycofaniem się z carry trade. Nie jest zagrożenie na
początek dnia, ale rynek jena warto obserwować.
Szykuje nam się dobry początek dnia, ale dalsza jego część nie jest już
taka pewna. Wiele zależy od publikowanych dziś danych. Jak już wspomniałem
na wstępie, pojawi się dziś polska inflacja za marzec. Do tego
opublikowany zostanie wskaźnik cen produkcji sprzedanej w USA, który
będzie wstępem do danych o inflacji, jakie pojawią się po weekendzie. W
Stanach opublikowana zostanie także wielkość deficytu w bilansie
handlowym, a o 16:00 poznamy wstępną wartość wskaźnika nastrojów
konsumentów.