Dzisiejszy dzień był ubogi w wydarzenia w sferze makro. Inwestorzy byli
jeszcze pod wrażeniem wydarzeń piątkowych. Nowe rekordy wywarły na
większości wrażenie, choć jeszcze nie w takim stopniu, by już oczekiwać
spadku cen. Otwarcie notowań miał miejsce nieco poniżej zamknięcia z
piątku, ale popyt szybko przystąpił co ataku. Ten mały spadek cen na
otwarciu był reakcją naszego rynku na spadek cen w Szanghaju. Co ważne,
ceny w Chinach spadły o ponad 8%, a my zaczęliśmy sesję przeceną o jedynie
6 pkt.
Gdy popyt przystąpił do ataku, ceny wyszły nad poziom szczytu notowań
piątkowych, a więc wyznaczony został nowy rekord notowań. Ceny kontraktów
nieznacznie przekroczyły poziom 3750 pkt. W południe widzieliśmy powolny
spadek cen. Spadek ten zakończył się około godziny 15:00. Długo jego
trwania nie była jednak związana z jego głębokością. Skala przeceny była
bowiem niewielka. Kupujący wsparli ceny w okolicy piątkowego zamknięcia.
Planem minimum dla obozu byków było utrzymanie piątkowych poziomów cen.
Wskazywałoby to na utrzymującą się przewagę strony popytowej i
kontrolowanie przez nią przebiegu sesji. Jak pokazuje końcówka, kursy są
nie tylko zbliżone do tego, co było w piątek, ale faktycznie są znacznie
wyższe. Zatem mamy potwierdzenie, że popyt jest ciągle stroną dominującą.
Mimo to, nadal po stronie podaży jest spora grupa graczy. To ich działania
sprawiają, że LOP sobie spokojnie rośnie. Oczywiście jest to też efekt
powiększania pozycji zabezpieczających. Niemniej, do tej pory nie widać
większego zaniepokojenia ze strony niedźwiedzi. Dopiero panika z ich
strony połączona z wyścigiem po papiery będzie sygnałem, że wzrost traci
potencjał. Na razie wątpiących jest wielu, a więc jest szansa na kolejne
rekordy.