Układ czynników, które potencjalnie mają wpływ na nastroje naszych
inwestorów sprzyja dziś bykom. Sesja w stanach zakończyła się zwyżką cen.
Wzrostem zakończyły się także notowania w Tokio. Tu mamy prawie 3 proc. na
plusie. Można przypuszczać, że i u nas przynajmniej początek sesji będzie
dobry. Skala zwyżki o ok. kilkanaście, do 20 pkt. wydaje się całkiem
możliwa. Co dalej? No właśnie, teoretycznie oddalenie się od poziomu
wsparcia będzie dla byków kolejnym czynnikiem wspomagającym. Pytanie, czy
wystarczającym. Obecnie rynek waha się w dość wąskim przedziale, a
aktywność siadła niemal zupełnie. Wczoraj obrót nie sięgnął nawet 600 mln
złotych. Można więc powiedzieć, że mamy ciszę. Przed burzą? Być może, choć
jeszcze nie wiadomo, z którego kierunku ona nadejdzie. Niska aktywność z
jednej strony potwierdza uśpienie, ale z drugiej tworzy wąskie gardło.
Pojawienie się w tej chwili nawet średniej wielkości kapitału (niezależnie
z której strony) wpłynie na znaczną zmianę wycen. Trzeba się więc nastawić
na to, że wkrótce pojawi się spory ruch, na który później będą reagować
inni. Z kierunkiem jest problem. Z jednej strony niektórzy wspominają
formację podwójnego szczytu z poziomem wybicia na 2968 pkt. Z drugiej,
wczoraj rynek do tego poziomu się zbliżył, a podaży nawet nie chciało się
spróbować. Tu nie było walki, którą wygrał popyt. Ot, po prostu, podaż nie
miała ochoty na wysiłek. Dziś od tego poziomu się nieco oddalimy, ale
nadal będziemy w zakresie konsolidacji. Bycze wybicie nastąpi dopiero po
wyjściu nad szczyty 2 kwietnia. Popyt ma dziś szansę na uniknięcie testu
poziomu wsparcia, choć jeśli weźmie się pod uwagę wczorajszą bierność
podaży, nie jest wykluczone, że będzie próbował wziąć sprawy we własne
ręce.
Powody wczorajszej zwyżki w USA nie są jednoznaczne. Dane makro wcale nie
były aż tak rewelacyjne, by mogły samodzielnie podnieść rynek. Zresztą
możny tu tylko mówić o liczbie wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, tylko
w tym wypadku można mówić o pozytywnym zaskoczeniu. Pytanie tylko, kiedy
ten cotygodniowy raport ma aż takie wpływ na rynek? Zresztą część
analityków poprawy się spodziewała sygnalizując, że wcześniejszy odczyt
był nieco zawyżony. Tym razem miało być już nieco lepiej. Okazało się
wprawdzie, że lepiej nie było nieco, ale znacznie, to jednak różnica 30k w
liczbie wniosków nie jest w stanie zmienić oceny sytuacji na rynku pracy.
Jeden odczyt nie wpłynie na zmianę tendencji. Ta na razie jest
(przynajmniej na danych oficjalnych) spadkowa. Oczywiście należy pamiętać
sugestię TrimTabs, że pojawiają się sygnały poprawy, ale na razie niegdzie
tego nie widać poza wskazaniami mocno pośrednimi. Co do deficytu, to jego
wzrost w dużej mierze zawdzięcza się zwyżce cen ropy. Nie licząc wpływu
importu ropy, deficyt spadł. To zapewne cieszy, podobnie jak zmniejszająca
się dziura w handlu z Chinami, ale do kalkulacji PKB bierze się cały
deficyt, a jego większa wartość sprawi, że jego funkcja amortyzująca
spadek wielkości konsumpcji, czy cen nieruchomości, będzie mniej
efektywna. Wg części analityków wygląda na to, że skala pozytywnego wpływu
na PKB będzie w I kw. 2008 roku o połowę mniejsza niż w IV kw. 2007 roku.