Wczorajsza sesja w Stanach nie będzie dla nas wielkim wydarzeniem.
Tamtejsze indeksy nie zmieniły się niemal w ogóle. Impulsem to nie będzie,
ale samo w sobie jest ciekawe. Zauważmy, że ten brak spadku ma miejsce po
zaskakująco słabych danych o aktywności gospodarczej w rejonie Filadelfii.
Rynek spokojnie te dane przyjął na klatę i przeszedł nad nimi do porządku
dziennego. To znamienne, bo jeszcze niedawno wiele emocji wzbudziły lepsze
od prognoz dane o aktywności w rejonie Nowego Jorku. Rynek ponownie
zaczyna spoglądać w górę i doszukuje się raczej powodów, dla których
miałby właśnie w tą stronę iść. Po sesji swoje wyniki podał Google.
Okazały się lepsze od prognoz. Dzięki temu cena akcji wzrosła o 17 proc.
do 527 dolarów za sztukę. Wyniki podał także AMD, ale tu wpływ na cenę był
symboliczny. Spółka zasygnalizowała problem z otoczeniem rynkowym, który
negatywnie wpływa na jej rozwój. Indeks Nikkei zyskał równie symbolicznie,
bo jedynie 0,5 proc. Jak więc widać, zostaliśmy dziś pozbawieni impulsów z
zewnątrz. Prawdopodobnie zaczniemy sesję w okolicy wczorajszego
zamknięcia. Kto wie, może popyt będzie chciał ponownie zaatakować i
zakończyć tydzień w dobrych nastrojach. Nie zapowiada się jednak, by nawet
taka akcja była w stanie zniwelować negatywny wydźwięk poprzedniego
piątku. Obecna zwyżka postrzegana jest nadal jako korekta tamtejszej
piątkowej przeceny. Skala dotychczasowego wzrostu sięgnęła połowy
przeceny, a więc nie pozwala na bardziej śmiałe z byczego punktu widzenia
oczekiwania. Pocieszeniem dla byków(tych amerykańskich, ale przecież i nas
to po części dotyczy) jest Mark Hulbert. W ostatnim swoim tekście pokazał
zaangażowanie w akcje, jakie zalecają autorzy 10 najlepszych i 10
najgorszych newsletterów. Okazuje się, że topowa dziesiątka zdecydowanie
przeważa zaangażowanie na rynku akcji. Niezależnie, czy ta dziesiątka
została wybrana na podstawie stóp zwrotu w okresie 5-, 10-, 15-, czy
20-stoletnim. Dziesiątka dołująca jest bardziej ostrożna i jej proponowane
zaangażowanie jest niewielkie, a często wręcz ujemne, a więc z propozycją
krótkich pozycji). Hulbert wnioskuje więc, że skoro ci z najlepszymi
wynikami w dłuższym terminie zalecają większe zaangażowanie od tych ze
słabszymi wynikami, to jest szansa na to, że rynek faktycznie pójdzie w
górę. Cóż, przekonamy się. Można mieć nadzieję, że wcześniej pojawią się
odpowiednie sygnały pozwalające zająć dogodną pozycję.