Wczoraj publikowane dane makro w USA były raczej kiepskie, ale nie
przeszkodziło to tamtejszym bykom przejąć inicjatywy na rynku akcji. Można
się zastanawiać, co było przyczyną ignorowania słabszych danych. Lekki
spadek ceny ropy? Tak podają serwisy. Po części można się z tym zgodzić.
Zmiany ceny ropy mają ostatnio spory wpływ na inwestorów. Wygląda na to,
że wczoraj na tyle spory, że przeważył mizerny obraz publikowanych danych.
Wskaźnik zaufania konsumentów spadł po raz kolejny sygnalizując słabnącą
chęć Amerykanów do dokonywania zakupów. Wprawdzie dynamika sprzedaży
detalicznej nie jest jeszcze fatalna, to jednak mówimy tu o nastrojach, a
więc możliwych decyzji w przyszłości. Recesja, o ile ma już miejsce, na
razie przypomina tą z początku dekady. Jest to właściwie zatrzymanie
wzrostu gospodarczego, ale jeszcze nie jego spadek. Na to przynajmniej
wskazują publikowane dane. Nie zmienia to faktu, że obecne osłabienie ma
szanse potrwać dłużej niż kilka miesięcy. Problemy Amerykanów z rynkiem
nieruchomości nie skończą się tak szybko, gdyż słabość tego rynku
uwypukliła niefrasobliwość systemu finansowego. Tu nie ma szybkiego
odwrotu. Ba, po ujawnieniu swobodnego podejścia do ryzyka przez bankowców
można oczekiwać ruchów obronnych i zmianę tego podejścia na bardziej
konserwatywne. Możne nawet bardziej niż sytuacja na to pozwala. W związku
z tym dostęp do bankowego kapitału będzie utrudniony. Oczywiście droga do
kredytu nie będzie zamknięta, ale wymogi stawiane chętnym już są wyższa, a
prawdopodobnie jeszcze się zacieśnią, gdy kryzys się pogłębi, na co się w
tej chwili zanosi. Jednym z czynników, który na to pogorszenie może mieć
wpływ to dalszy spadek cen nieruchomości. Wczorajsza publikacja okazała
się gorsza od prognoz. Można dyskutować, który ze wskaźników cen jest tu
bardziej wiarygodny, a w związku z tym, czy wczorajsze ponad 14 proc.
spadku to dane odpowiadające rzeczywistości. Jest to jednak dyskusja
wtórna, bo na wszystkich trend jest jednakowy. Trend jest zachowany, a
czynniki, które na zmiany cen mogą mieć wpływ raczej potęgują tą negatywną
tendencję. Strona popytu słabnie za sprawą bardziej ograniczonych
możliwości kredytowania oraz pogarszającej się sytuacji na rynku pracy.
Strona podażowa z każdym spadkiem cen powiększa się za sprawą
przejmowanych przez wierzycieli nieruchomości. Przez wiele miesięcy
aktywność spółek budowlanych słabła, ale ostatnio dało się zauważyć
sygnały zwiększenia zaangażowania z ich strony. Już o tym pisałem, to dość
ryzykowne zagranie, gdyż rynek będzie miał trudności z dźwignięciem
kolejnej zwiększonej podaży. Ta raczej powinna się dostosowywać do
sytuacji rynkowej. Można uznać, że wzrost liczby wydanych pozwoleń na
budowę oraz rozpoczętych budów to gra na przyszłość, bo przecież domy
powstaną dopiero za wiele miesięcy, ale trudno spodziewać się, by przy
obecnych warunkach liczba oczekujących na sprzedaż nieruchomości
drastycznie spadła.
Dzisiejszą sesję mamy szansę rozpocząć od niewielkiej zwyżki cen.
Wprawdzie dobra sesja w Stanach mogłaby obiecywać coś więcej, ale chyba
nic z tego nie będzie. Notowania w Tokio zakończyły się spadkiem cen.
Kontrakty na indeksy amerykańskie tracą względem wczorajszego zamknięcia,
a dolar się osłabia. To są czynniki, które o ile w ogóle, to przynajmniej
częściową zniwelują pozytywny wydźwięk zakończenia regularnych notowań za
oceanem. W trakcie dnia poznamy cztery ważne informacje. Pojawi się
dynamika polskiej sprzedaży detalicznej oraz stopy bezrobocia. Kilka
godzin później poznamy dynamikę zamówień na dobra trwałego użytku w USA.
Czwartą wiadomością bscenariuszowi wstrzymania się z
decyzją o podwyżce do następnego posiedzenia, gdy znana będzie dynamika
PKB w I kw. oraz projekcja inflacyjna.