Początek sesji był kiepski, ale wszystko skończyło się dobrze. Plusy przy
zmianie cen zapewne cieszą posiadaczy długich pozycji. Nie tylko ze
względu na dzisiejsze zmiany, ale także w tego powodu, że część
wczorajszej przeceny została odrobiona. Strach po odrzuceniu planu
ratunkowego był spory, choć już krótko po tym wydarzeniu mówiło się będzie
kolejne podejście w Kongresie. Czego więc bały się rynki. Rynki mogły się
obawiać, że nie starczy czasu. Paulson i Bernanke zapewniali, że liczy się
każdy dzień. Jak się okazało, do osiągnięcia konsensusu potrzeba ich
więcej, a zegar tyka. Teraz można się zastanowić, czy zdążą. Gra nerwów
trwa nadal. U nas teraz liczą się dwa poziomy: dołek bessy i szczyty w
okolicy 2500 pkt. Z 82-83