Krajowe indeksy długo zbierały się do odreagowania spadkowej fali z drugiej połowy kwietnia, a gdy wreszcie do niego doszło, rynek zaliczył jedną z najsłabszych sesji w ostatnim czasie. W czwartkowe popołudnie WIG20 tracił 1,25 proc. po 2,8-proc. umocnieniu w środku tygodnia. Nadal jedną z najsłabszych spółek jest Dino Polska, które po południu zniżkowało o ponad 4 proc., co oznacza, że po ponad czterech miesiącach tego roku spadek notowań handlowej sieci zbliża się do 25 proc. Cały sektor handlowy znalazł się jednak pod presją. Modivo zniżkowało o 3,55 proc., natomiast Pepco i Żabka po około 2,5 proc. Po południu wszystkie duże spółki świeciły na czerwono. Odpoczynek robił sobie także KGHM po 10,5-proc. wzroście w środę.

Z perspektywy technicznej sygnał odreagowania spadków z drugiej połowy kwietnia pozostaje aktualny mimo czwartkowego osunięcia warszawskich indeksów, zaś spadek może być podbudową do kolejnego ataku popytu, tym razem prawdopodobnie szczytowego. Sygnałem ostrzegawczym będzie jednak zejście poniżej środowego otwarcia WIG20. W czwartek z europejskich rynków na zielono świeciła tylko garstka i raczej były to giełdy peryferyjne. Niemiecki DAX i francuski CAC40 rozpoczęły dzień od ostrożnych wzrostów, które jednak z czasem zamieniły na 0,6 proc. spadki. Od kolejnych wzrostów dzień rozpoczęła giełda amerykańska. S&P 500 sprawiał wrażenie przyblokowanego, ale Nasdaq rósł o kolejne 0,6 proc. przy wsparciu m.in. Tesli, Nvidii czy Microsoftu.

Na pozytywne nastawienie do ryzykownych aktywów wskazywało także zachowanie rynku walut, na którym dolar znów słabł. Obligacje wymazywały jednak stopniowo poranne umocnienie. Nastroje wspierały spadki cen ropy naftowej i nie zmąciło ich nałożenie przez USA sankcji na irackiego urzędnika w związku z pomocą przy sprzedaży irańskiej ropy. Inwestorzy nadal liczą na porozumienie USA z Iranem.