Lokaty wciąż przynoszą wysokie realne straty. Co prawda od jesieni ubiegłego roku rosną stopy procentowe NBP, ale inflacja rośnie jeszcze szybciej, a banki nawet nie starają się dogonić ani stopy referencyjnej NBP, ani wskaźnika wzrostu cen.
Z ich punktu widzenia jest to działanie racjonalne. Bankom nie brakuje gotówki, do czego przyczyniły się również rządowe programy i tarcze antycovidowe, więc nie muszą zabiegać o pieniądze klientów. Zwłaszcza, że popyt na kredyty (np. mieszkaniowe) w ostatnim czasie zmalał.
Odsetki rosną, ale od kredytów
W maju Rada Polityki Pieniężnej podniosła stopy procentowe NBP o 0,75 pkt proc. Stopa referencyjna wzrosła do 5,25 proc. A to nie koniec. Ekonomiści szacują, że w ciągu kolejnych miesięcy może dojść do 7,5 proc.
Mocno odbija się to na oprocentowaniu kredytów. Raty wzrosły o ok. 40–80 proc. rok do roku w zależności od terminu podpisania umowy (ogólnie im późniejsza data, tym wzrost obciążenia większy). Z wyliczeń analityków UBS wynika, że każda podwyżka stopy referencyjnej NBP o 1 pkt proc. przekłada się na wzrost marży odsetkowej w bankach komercyjnych o 0,25 pkt.
Rozstrzał między oprocentowaniem kredytów a lokat terminowych jest zatem coraz większy. Rząd zapowiada działania, które mają zmusić banki do zmiany tej sytuacji. Na ile będzie to skuteczne, nie wiadomo. Po majowej podwyżce stóp można się spodziewać lekkiego liftingu oprocentowania depozytów z inicjatywy samych banków, ale na wyraźniejszy ruch raczej nie ma co liczyć.
W niektórych bankach stawki wciąż są śmiesznie niskie. Zdarzają się odsetki 0,01 proc. w skali roku. Oprocentowanie przekraczające 3 proc. dotyczy lokat nieodnawialnych, nowych oszczędności lub jest przeznaczone np. dla osób posiadających odpowiedni rodzaj konta.
Metody kuszenia klientów wyższymi stawkami w zasadzie się nie zmieniły. Banki w ramach promocji są gotowe nagrodzić przynoszących środki, które wcześniej w danej instytucji nie były deponowane, zakładających konto i zapewniających wpływy w odpowiedniej wysokości. Ale z atrakcyjniejszych stawek można korzystać najwyżej przez kilka miesięcy. Później złowiony klient może liczyć już tylko na standardowe odsetki.
Gdzie lepiej płacą
Najatrakcyjniejszą ofertę dla nowych klientów ma Nest Bank. Oprocentowanie jego sześciomiesięcznej Nest Lokaty Witaj zostało podniesione do 5 proc. w skali roku.
Warunków jest kilka. Trzeba założyć konto i zapewnić wpływy w każdym pełnym miesiącu trwania lokaty w wysokości co najmniej 2 tys. zł. Poza tym należy wykonać trzy dowolne transakcje Blikiem, kartą debetową lub przelew na obcy rachunek. Trzeba też udzielić zgody marketingowej na kontakt wszystkimi kanałami w całym okresie trwania lokaty. Ostatni z warunków obowiązuje również w przypadku założenia – w tej samej promocji – lokaty trzymiesięcznej z oprocentowaniem 3 proc. w skali roku. Wpłacać można od 1 tys. do 20 tys. zł.
Tyle samo Nest Bank oferuje na rocznej Nest Lokacie Nowe Środki, ale tu przyjmuje wpłaty nawet do 2 mln zł. Czy warto aż tak dużą kwotę deponować w jednej instytucji, to już inna sprawa. Choć trzeba pamiętać, że gdyby jakiś krajowy bank wpadł w kłopoty finansowe, oszczędności klientów są chronione przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny (BFG) do równowartości 100 tys. euro; teraz byłoby to ok. 470 tys. zł.
Na polskim rynku pojawiają się też banki, które mają gwarancje, ale nie BFG. Pieniądze zgromadzone na lokatach Facto w BFF Banku są gwarantowane przez Fondo Interbancario di Tutela dei Depositi, czyli przez włoskiego odpowiednika Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, oczywiście zgodnie z przepisami prawa włoskiego. Natomiast oszczędności znajdujące się na Koncie Aion są pod ochroną Belgijskiego Funduszu Gwarancyjnego. Korzystając z oferty tych banków, trzeba mieć tego świadomość.
Wyższe stawki z warunkami
Ostatnio przybywa ofert z odsetkami 4 proc. w skali roku. Nie jest to wielka atrakcja, skoro inflacja przekroczyła 12 proc., ale na tle innych propozycji te wyglądają lepiej.
W Banku Millennium można założyć Lokatę Horyzont Zysku na 4 proc. rocznie, ale pieniądze trzeba zamrozić na półtora roku. Jest to więc ryzykowne posunięcie, skoro stopy procentowe nadal mają rosnąć i jest szansa na skorzystanie z lepszych warunków na krótszy okres.
Również 4 proc. w skali roku Millennium oferowało w maju na Koncie Oszczędnościowym Profit, ale tylko przez 60 dni. Wpłacić można było do 200 tys. zł. Ten przykład dobrze pokazuje, jak działają promocje. Jeśli kogoś skusiły 4-proc. odsetki, mógł nie zauważyć, że po dwóch miesiącach oprocentowanie staje się standardowe i będzie wynosiło już tylko 0,75 proc. rocznie.
Podobnie jest w ING Banku. Można tam liczyć na 4 proc. na Otwartym Koncie Oszczędnościowym w ofercie „Bonus na start", lecz jedynie przez trzy miesiące od założenia konta. Wpłacić można do 200 tys. zł, z tym że jeden klient może mieć dwa konta oszczędnościowe pod różnymi nazwami (nadaje się je indywidualnie). Jednak po trzech miesiącach standardowe oprocentowanie będzie wynosiło zaledwie 0,5 proc. Takie same warunki dotyczą Otwartego Konta Oszczędnościowego dla dziecka, które ukończyło 13 lat.
Odsetkami w wysokości 4 proc. rocznie kusi też Credit Agricole, przyjmujący kwoty od 1 tys. do 50 tys. zł, co w promocjach jest rzadkością. Zainteresowani muszą założyć konto osobiste i w ciągu 14 dni od tego momentu otworzyć konto oszczędnościowe, ponieważ po tym terminie oferta wygasa. Jeżeli rachunek zostanie założony w aplikacji lub przez internet, można skorzystać z dodatkowej premii („Do 200 zł za otwarcie konta Mobi").
Kiedyś Lokatę Urodzinową oferował Bank Millennium, teraz tym śladem poszedł BNP Paribas. Depozyt jest dostępny dla pełnoletnich klientów obchodzących urodziny, ale są warunki. Co najmniej na pięć dni przed rozpoczęciem miesiąca, w którym przypadają urodziny, trzeba mieć konto osobiste lub rachunek oszczędnościowy w BNP Paribas (liczy się również współposiadanie konta). Samą Lokatę Urodzinową można otworzyć w miesiącu urodzin w aplikacji GOmobile. Przyjmowane są sumy od 1 tys. do 20 tys. zł. 4-proc. (w skali roku) odsetki będą naliczane przez trzy miesiące.
Na ponad 3 proc. można liczyć na lokatach Facto w BFF Banking Group. Oprocentowanie miesięcznej wynosi 3,25 proc., trzymiesięcznej, półrocznej i dziewięciomiesięcznej – 3,5 proc., rocznej i dłuższej – 3,75 proc. Jest też oferta ze stawką 4 proc., ale aż na pięć lat.
Santander Consumer Bank proponuje 3 proc. pod hasłem „Zyskaj z nami z nowymi środkami". Klient musi przynieść nowe oszczędności (do 50 tys. zł). Bank nie stawia innych warunków. Konto oszczędnościowe, z darmowymi przelewami, można założyć online, nie trzeba mieć konta osobistego. Promocja potrwa do 30 lipca 2022 r.
Rządowe naciski
Trudno liczyć na to, że banki będą ochoczo podwyższać oprocentowanie, zwłaszcza że czekają je dodatkowe obciążenia. Premier Mateusz Morawiecki przedstawił plan pomocy kredytobiorcom, którego koszty miałby ponieść przede wszystkim sektor bankowy.
W planach jest zastąpienie WIBOR (często brany pod uwagę przy ustalaniu oprocentowania kredytów mieszkaniowych) innym wskaźnikiem korzystniejszym dla kredytobiorców. Poza tym mają być wprowadzone wakacje kredytowe oraz ma powstać nowy fundusz zasilany przez banki. Na razie działa Fundusz Wsparcia Kredytobiorców przeznaczony dla osób, których rata kredytu przekracza 50 proc. dochodu lub które stracą pracę. Utworzenie kolejnego funduszu o wartości 3,5 mld zł ma wzmocnić odporność całego sektora bankowego, ale to banki komercyjne będą go zasilać.
Ze strony rządu padły też sugestie, że jeżeli banki same się nie zreflektują i nie uatrakcyjnią oferty depozytowej, trzeba będzie rozwiązać ten problem ustawowo. O możliwych „pewnych rozwiązaniach prawnych" mówił premier, który apelował także do banków o podniesienie oprocentowania lokat.
Na potrzebę uatrakcyjnienia oferty depozytów w związku ze wzrostem rynkowych stóp procentowych zwracała uwagę również Komisja Nadzoru Finansowego. Co prawda wyjaśniała jednocześnie, że prawo nie reguluje oprocentowania depozytów terminowych lub rachunków oszczędnościowych. Banki mają więc swobodę w kształtowaniu stawek zgodnie z własną polityką oraz przyjętym modelem biznesowym.
Zachęty dla kredytobiorców
Banki nie są skłonne podwyższać oprocentowania depozytów, bo mają ich pod dostatkiem, a zainteresowanie kredytami mieszkaniowymi maleje. Z najnowszych danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że już w marcu banki i SKOK-i udzieliły o ponad 27 proc. kredytów mniej niż rok wcześniej. Spadła także wartość kredytów – o ponad 18 proc. Natomiast w kwietniu o kredyt mieszkaniowy wnioskowało o 45 proc. mniej potencjalnych kredytobiorców niż rok wcześniej.
Klientów zniechęca wzrost kosztów obsługi zadłużenia. Poza tym o kredyt jest trudniej, ponieważ banki zaostrzyły zasady oceny zdolności kredytowej. Od kwietnia przy wyliczaniu zdolności banki uwzględniają wyższy „zapas" na podwyżki stóp procentowych. Do końca marca wynosił on 2,5 proc., teraz został podwojony (5 proc.). Dla wielu klientów oznacza to, że mogą dostać mniejszy kredyt niż jeszcze kilka miesięcy temu.
Banki już zareagowały na tę sytuację, obniżając marże kredytowe. W kwietniu średnia marża w kredytach hipotecznych spadła poniżej 2 proc.
Kuszenie promocjami
Policz dwa razy, czy faktycznie się opłaca Inflacja rośnie, ale banki z dużym oporem podnoszą oprocentowanie depozytów terminowych, gdyż większość z nich depozytów tych nie potrzebuje. Wiele banków ma w ofertach jakieś lokaty z wyższymi stawkami, ale pełnią one funkcję głównie marketingową. Mają przyciągnąć nowych klientów, którzy założą konto i być może zaczną korzystać z innych usług. Większość promocji dotyczy krótkich okresów (trzy–sześć miesięcy) i niewysokich kwot. Ostatecznie suma odsetek okazuje się niewielka, a oprocentowanie po zakończeniu promocji spada do standardowego poziomu, często dużo poniżej 1 proc.