Różne instytucje prognozują, że na koniec roku złoto może osiągnąć cenę od trzech tysięcy osiemset dolarów za uncję do ponad 5,5. W piątek 17 kwietnia złoto jest było notowane po 4,7 tys. dol. za uncję.
Sytuacja jest dość skomplikowana, głównie oczywiście przez wybuch wojny na Bliskim Wschodzie i podwyższone ceny surowców energetycznych, zwłaszcza ropy naftowej. W wyniku tych wydarzeń złoto potaniało o ponad 10 proc. To był najgorszy miesiąc od lat. Złoto nie zachowuje się ostatnio jak typowe bezpieczne aktywo. 23 marca straciło 9 proc. z dnia na dzień, to trudno mówić tutaj, by jego blask był dalej tak intensywny jak wcześniej. Co do tego, jak złoto może dalej performować, głosy są podzielone. My jako bank PKO BP nie prognozujemy cen żadnych surowców, natomiast prywatnie uważam, że jest pewna szansa na aprecjację cen złota. Zakładając, że zmaterializuje się scenariusz analityków walut, dolara, euro, złotego oraz poziom stóp procentowych, nasi specjaliści od rynku walutowego sądzą, że eurodolar będzie szedł do góry, dolar będzie się osłabiał w perspektywie końca roku, a to by dawało szanse na aprecjację złota. Podwyżki nie będą jednak potężne, bo na tym rynku dużo jest zmiennych i katalizatorów, które mogą nim znowu poruszyć. Jednak głównym katalizatorem są notowania dolara.
A pana zdaniem jaką cenę złoto może osiągnąć na koniec roku?
Myślę, że złoto może mieć problem z pobiciem rekordu, ale przekroczenie 5 tys. dolarów nie powinno być tak naprawdę większym problemem. Jeśli sytuacja się uspokoi, dolar trochę spadnie i perspektywy światowej gospodarki będą trochę jaśniejsze przy braku presji inflacyjnej w Stanach, myślę, że w takich okolicznościach złoto ma szansę może na 10-proc. wzrost, co nie byłoby tak naprawdę w tym momencie złym wynikiem, ale może mieć problemy z pobiciem tegorocznych szczytów i w ogóle z kolejnymi rekordami.
Co musiałoby się wydarzyć, żeby złoto spadło do tego najniższego prognozowanego poziomu, czyli 3,8 tys. dol.?
Żeby ceny spadły o kolejny tysiąc dol. na uncji od dzisiejszego poziomu, musiałby się zrealizować taki dość negatywny dla światowej gospodarki scenariusz, czyli podwyższone ceny ropy, które są teraz w pobliżu trzycyfrowych poziomów. Ropa Brent kosztowała w piątek prawie 99 dolarów za baryłkę. Gdyby nie doszło do trwałego porozumienia, a oczekujemy kolejnej rundy rozmów pokojowych w ten weekend w Pakistanie pomiędzy stroną amerykańską i irańską kto wie, jak długo potrwa konflikt. Głównymi rozgrywającymi w tej wojnie są Stany i Izrael, chociaż zaskakująca jest oczywiście bardzo twarda gra Iranu. Wydawało się, tuż przed wybuchem tej wojny, pod koniec lutego, że Iran przelicytował podczas tych rozmów w Genewie i jednak nie poszedł na ustępstwa, ale teraz znów wrócił do twardych negocjacji. I gdyby te rozmowy pokojowe miały się przeciągać i gdyby miało się to nadal przełożyć na blokadę Cieśniny Ormuz, to myślę, że wysokie przez dłuższy czas ceny ropy mogą się przełożyć na presję inflacyjną i na podwyżki stóp procentowych.
Co jest najważniejsze w tym natłoku informacji?
Najważniejszy jest oczywiście Fed, a jego decyzje mogą wesprzeć dolara. Indeks dolara, który rósł w minionym miesiącu, teraz się osłabił. Widać to wyraźnie na przykładzie reakcji dolara w kwietniu na zawieszenie broni na Bliskim Wschodzie, gdy spadały notowania ropy. Brent zszedł poniżej 100 dolarów za baryłkę, a dość gwałtownie dolar się osłabił. W tym miesiącu złoto jest na niewielkim plusie rzędu 2-3 proc., a indeks dolara na minusie około 2 proc. Jednak oczywiście ta korelacja nie jest liniowa. To nie jest tak, że surowce zawsze się poruszają odwrotnie do zachowania dolara, ale dolar jest głównym katalizatorem.
A jak na złoto wpływa każdy sygnał o możliwym pokoju na Bliskim Wschodzie?
Złoto ostatnio się umacnia, gdy sytuacja się uspokaja. Dolar wtedy najczęściej się osłabia, schodzą też czasami rentowności amerykańskich papierów skarbowych, innych również, ale głównie na ten rynek akurat się zerka. Też warto patrzeć na rentowności papierów indeksowanych inflacją w Stanach. Oczekiwania inflacyjne w USA są wciąż podwyższone, patrząc na dwuletnie, pięcioletnie kontrakty czy stopy inflacyjne. Dlatego jest ryzyko, że ta presja inflacyjna będzie się utrzymywała. A czy wysokie ceny surowców energetycznych, zwłaszcza ropy, mogą się przefiltrować po prostu do inflacji? Zobaczymy.
Kurs złota jest dzisiaj na poziomie 4,7 tys. dol. Prognozy wskazują, że albo będzie katastrofa, albo wielki sukces gospodarki. A pana zdaniem jaka jest uczciwa cena za złoto, fair value?
Myślę, że tegoroczne wzrosty były dość potężne. W tym momencie złoto od początku roku poszło do góry o ponad 10 proc., ostatnie obniżki stóp procentowych w Stanach miały miejsce w grudniu. Wydaje się, że tegoroczna aprecjacja była jednak nieco przesadzona, widząc co się działo na początku roku i rekordową cenę złota w okolicach 5,6 tys. dolarów za uncję, zatem stawiałbym na poziom bliższy ubiegłorocznych poziomów, ok 4,3 tys. dolarów za uncję. Serwis należący do Londyńskiej Giełdy Papierów Wartościowych może być jakimś odniesieniem, ale taki uczciwy poziom, fair value, myślę, że jest w okolicy 4,3–4,5 tys. dol., to moje prywatne zdanie. Natomiast wzrosty z jesieni dyskontowały już wtedy obniżki stóp procentowych, które się zmaterializowały pod koniec roku. Kolejnych obniżek można się spodziewać według Fed Watch Tool, dopiero w drugiej połowie przyszłego roku.
Jakie istotne procesy dzieją się teraz?
Na pewno warto obserwować zachowanie rynku ropy, a także ewidentnie rozwój sytuacji na Bliskim Wschodzie, geopolityczne dostawy ropy przez Cieśninę Ormuz, która wciąż tutaj gra pierwsze skrzypce. 20 proc. światowych dostaw ropy trafiało na światowe rynki przez Cieśninę Ormuz. Kolejna kwestia to zachowanie dolara i indeksu zielonego, warto się mu przyglądać, jak on reaguje?