Rumuńska waluta stała się na początku maja rekordowo słaba wobec euro. Jej notowania przekroczyły poziom 5,23 lei za 1 euro. Powodem tej deprecjacji był rozpad rumuńskiej koalicji rządowej, do którego doszło pod koniec kwietnia. Z rządu wyszła socjaldemokratyczna, postkomunistyczna partia PSD i wspólnie z prawicową, eurosceptyczną partią AUR złożyły wotum nieufności wobec premiera Ilii Bolojana wywodzącego się z centroprawicowej partii PNL. Głównym powodem takiego działania był sprzeciw wobec coraz ostrzejszych programów oszczędności budżetowych i planów prywatyzacji. „Pakiety strategicznych spółek państwowych są wycofywane z przejrzystego obiegu rynkowego i kierowane, z pominięciem Giełdy Papierów Wartościowych, poprzez mechanizm przyspieszonego plasowania, do wybranych inwestorów, na warunkach ustalanych według uznania, po cenach niższych od rzeczywistych” – wskazano we wniosku o wotum nieufności. (Rząd bronił się wskazując, że prywatyzacja miała objąć tylko mniejszościowe pakiety akcji w przedsiębiorstwach państwowych).
Głosowanie nad wotum nieufności odbyło się we wtorek 5 maja. Przeciwko rządowi głosowało 281 deputowanych, czyli znacznie powyżej wymaganych 231 głosów. Zarówno PSD, jak i AUR mogą się teraz pokusić o wystawienie własnych kandydatów na premiera. Gdyby doszło do przyspieszonych wyborów parlamentarnych, to wygrane zostałyby one zapewne przez AUR, mającą w sondażach ponad 35 proc. poparcia. Kraj wchodzi więc w okres podwyższonej niepewności politycznej, która może negatywnie wpłynąć na notowania rumuńskich aktywów. Zwłaszcza że bezpośrednim detonatorem tego kryzysu politycznego są problemy fiskalne, w które Rumunia sama się wpakowała.
Czytaj więcej
Gabinet, który utworzy były prezydent Rumen Radew zapowiada się jako ekipa populistyczna i posiadająca wyraźne promoskiewskie sympatie. Jej pole ma...
Zepsuty silnik
Przez ostatnie kilkanaście lat Rumunia była krajem, który bardzo dynamicznie się rozwijał – nawet na tle innych państw naszego regionu. Jej PKB na głowę (liczony według parytetu siły nabywczej) wynosił w 2006 r.15,37 tys. USD i był niższy od tureckiego. W tym roku, według prognoz Międzynarodowego Funduszu Walutowego, ma on sięgnąć 50,78 tys. USD. Powinien więc być wyższy od węgierskiego i słowackiego. W zeszłej dekadzie Rumunia wypracowywała wzrost gospodarczy sięgający nawet 8,2 proc. (w 2017 r.). W ostatnich latach tempo wzrostu jej PKB wyraźnie jednak zwolniło. O ile jeszcze w 2022 r. wynosiło 4,2 proc., to w 2023 r. zeszło do 2,3 proc., w 2024 r. do 0,9 proc., a w 2025 r. do 0,7 proc. MFW prognozuje, że w tym roku wyniesie ono również 0,7 proc. Mediana prognoz zebranych przez agencję Bloomberga sugeruje natomiast 1 proc. wzrostu. Poszczególne prognozy są w przedziale od spadku PKB o 0,2 proc. (Goldman Sachs) do wzrostu o 2,1 proc. (Moody’s). Trudno oczekiwać szybkiego wzrostu gospodarczego w czasie ostrych cięć fiskalnych i podwyżek podatków. Rządząca do niedawna Rumunią „wielka koalicja” (z udziałem PSD, PNL, liberalnej partii USR oraz stronnictwa mniejszości węgierskiej UDMR) zaczęła w lipcu 2025 r. wdrażać program oszczędnościowy, w ramach którego m.in. podniesiono główną stawkę VAT z 19 proc. do 21 proc., podwyższono akcyzę, zamrożono część płac w budżetówce i stworzono plan cięć zatrudnienia w administracji nawet o 20 proc. W ten sposób zdołano zmniejszyć deficyt finansów publicznych z 9,4 proc. PKB w 2024 r. do 8,4 proc. PKB. Na 2026 r. zaplanowano ścięcie deficytu do 6 proc. PKB. Rząd Bolojana był mocno zdeterminowany, by przeprowadzić cięcia. W 2023 r. rumuńskie władze obiecały bowiem, że ich kraj wejdzie w 2026 r. do systemu kursowego ERM2, będącego przedsionkiem do strefy euro. Ambicje przyjęcia wspólnej unijnej waluty wymusiły na rządzie ostre cięcia fiskalne, a jednocześnie skłaniały bank centralny do interwencji broniących kursu leja. Rząd liczył na to, że kołem zamachowym dla gospodarki staną się unijne fundusze z Krajowego Planu Odbudowy, ale są problemy ze spełnieniem warunków ich przyznania. Jest więc ryzyko, że przepadnie 10 mld euro, które Rumunia miała wykorzystać do sierpnia.
Czytaj więcej
Europejska Unia Walutowa 1 stycznia powiększy się o kolejny kraj naszego regionu. Państwo to jest najmniej zamożne w UE, ma poważne problemy z koru...
System protekcji
Temu, że gospodarkę rumuńską doprowadzono do takiego stanu, była współwinna PSD, uczestnicząca w kolejnych rządach od 2021 r. „PSD, współodpowiedzialne za doprowadzenie do kryzysu finansów publicznych, robiło wszystko, aby nie ponieść wizerunkowego kosztu programu oszczędnościowego. Partia pozycjonowała się jako „obrończyni” wyborców przed liberalnymi reformatorami – popierała zasadę konsolidacji budżetu, krytykując zarazem jej tempo, głębokość i konsekwencje społeczne. Socjaldemokraci dążyli przy tym do ograniczenia rozmachu reform Bolojana nie tylko w trosce o wizerunek, lecz także dlatego, że uderzały one w interesy samej partii. Redukcja zatrudnienia w administracji lokalnej prowadzić może bowiem do osłabienia odziedziczonych po Rumuńskiej Partii Komunistycznej sieci terenowych, stanowiących fundament potencjału mobilizacyjnego i klientelistycznego PSD. Strategia dystansowania się od reform i prób ich łagodzenia (przy jednoczesnym pozostawaniu u władzy) wiązała się z zapisem umowy koalicyjnej dotyczącym rotacji na stanowisku premiera: w kwietniu 2027 r. miał je objąć polityk PSD. Partia liczyła, że po przejęciu kontroli nad rządem mogłaby bezpośrednio przed wyborami parlamentarnymi (planowanymi na przełom 2028 i 2029 r.) zacząć luzować dotychczasowe obostrzenia fiskalne i zaprezentować się w kampanii – w kontraście do będących twarzą reform liberałów – jako siła niosąca ulgę zmęczonym obywatelom. Wydaje się jednak, że pogorszenie prognoz makroekonomicznych (zob. niżej) sprawiło, że perspektywa przejęcia premierostwa w szczycie kryzysu gospodarczego – a nie w fazie politycznych dywidend – mogłaby raczej w PSD uderzyć, zamiast jej pomóc” – wskazuje Kamil Całus, analityk Ośrodka Studiów Wschodnich.
– Kluczowym ryzykiem w tym względzie jest to, że korekta fiskalna mogłaby nadszarpnąć zaufanie inwestorów i doprowadzić do gwałtownej reakcji na rumuńskich rynkach finansowych. Rating na poziomie inwestycyjnym, wiszący na włosku, mógłby zostać utracony. Inwestorzy są wyraźnie wrażliwi na ryzyko polityczne. Rentowności obligacji w lokalnej walucie wzrosły o ponad 100 punktów bazowych po niespodziewanym zwycięstwie kandydata AUR George’a Simiona w pierwszej turze ubiegłorocznych wyborów prezydenckich (i spadły o podobną wartość, gdy przegrał on w drugiej turze). Kurs leja spadł jedynie nieznacznie, ale wygląda na to, że bank centralny sprzedał ponad 5 mld euro z rezerw, aby go podeprzeć. W przypadku podobnej wyprzedaży podwyżki stóp procentowych nie byłyby wykluczone, biorąc pod uwagę tło w postaci wysokiej inflacji i szoku energetycznego – wskazuje William Jackson, ekonomista z firmy badawczej Capital Economics.
Być może zawirowania na lokalnym rynku nie będą aż tak duże. W historii Rumunii po 1989 r. nigdy jeszcze nie doszło do przedterminowych wyborów parlamentarnych. Za najbardziej prawdopodobny jest uznawany scenariusz, w którym dojdzie do kilkutygodniowych rozmów między partiami w parlamencie i odnowienia dotychczasowej „wielkiej koalicji” rządowej – tyle, że z nowym premierem, zapewne z PSD. Dotychczasowe ustalenia koalicyjne mówiły zresztą, że przedstawiciel PSD obejmie „rotacyjnie” stanowisko premiera w 2027 r.
Swoją szansę widzi też jednak partia AUR. „Rząd Bolojana właśnie został obalony przez rumuński parlament. Koniec dziesięciu miesięcy, podczas których tak zwani proeuropejczycy nie dostarczyli niczego poza: podatkami, wojną i ubóstwem.
Głos narodu został dziś usłyszany. Czas na narodowe pojednanie!” - napisał na platformie X George Simon, lider AUR. „Narodowe pojednanie”? Czyżby koalicja AUR z PSD?