Jak podał w czwartek niemiecki urząd statystyczny, Destatis, produkcja nad Renem zmalała w listopadzie o 2,6 proc. rok do roku po zniżce o 4,6 proc. miesiąc wcześniej. W porównaniu z październikiem wzrosła o 1,1 proc., podczas gdy w poprzednim miesiącu spadła o 1 proc.

Ekonomiści spodziewali się przeciętnie zwyżki produkcji w listopadzie o 0,8 proc. miesiąc do miesiąca. Te szacunki były jednak formułowane, zanim w środę ukazały się wyraźnie gorsze od oczekiwań dane dotyczące zamówień składanych w niemieckich fabrykach. Ich wartość zmalała w listopadzie o 6,5 proc. rok do roku, po zniżce o 5,6 proc. w październiku. W tym świetle listopadowe wyniki produkcji są sporą niespodzianką.

Andrew Kenningham, ekonomista z Capital Economics, przestrzega jednak przed nadmiernym optymizmem. – Wykraczając poza cechujące się dużą zmiennością miesięczne dane, nie ma zbyt wielu sygnałów zapowiadających koniec recesji w przemyśle Niemiec. Sądzimy, że produkcja będzie malała także w pierwszych dwóch kwartałach 2020 r. – ocenia. – Niemiecki przemysł przetwórczy tkwi między cykliczną słabością, związaną z konfliktami handlowymi i osłabieniem wzrostu gospodarczego na świecie, a strukturalną słabością, związaną z zaburzeniami w branży motoryzacyjnej oraz niedoborem inwestycji – dodaje Carsten Brzeski, ekonomista z banku ING. Jak przypomina, według danych branżowej organizacji VDA w niemieckich fabrykach wyprodukowano w 2019 r. najmniej pojazdów od 1997 r.

Claus Vistesen, główny ekonomista ds. strefy euro w firmie analitycznej Pantheon Macroeconomics, podkreśla jednak, że z początkiem 2020 r. spadek produkcji powinien wyhamować za sprawą niskiej bazy odniesienia. To nie będzie jeszcze ożywienie w przemyśle, ale stabilizacja jest prawdopodobna. GS