Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego rząd planuje wprowadzić podatek od nadmiarowych zysków koncernów paliwowych.
- Które scenariusze nowej daniny są rozważane i co oznaczają dla rynku gazu.
- Jakie kontrowersje budzi ten projekt i jakie alternatywne rozwiązania proponuje branża.
W ubiegłym tygodniu rząd przesyłał do mediów sygnały, że w tym tygodniu może zapaść decyzja w sprawie ewentualnego przywrócenia programu osłonowego dotyczącego cen paliw. Jednak decyzji w tej sprawie nie będzie tak długo, jak będą szanse na zawieszenie broni między USA a Iranem i dalszą stabilizację rynku ropy. Resort finansów wyraża nadzieję, że do takiego porozumienia dojdzie i wówczas nowych mechanizmów osłonowych nie będzie trzeba wprowadzać. Inaczej sprawa wygląda w przypadku podatku od zysków. Minister energii Miłosz Motyka jest zwolennikiem rozpoczęcia prac nad nowym projektem ustawy w sprawie podatku od nadmiarowych zysków koncernów paliwowych, ale w kształcie zbliżonym do tej, którą prezydent Nawrocki już raz skierował do Trybunału Konstytucyjnego. Wpływy z nowej daniny miały częściowo zrekompensować stratę dochodów budżetowych, która powstała w wyniku obniżenia stawki podatku VAT na paliwa do 8 proc. oraz redukcji akcyzy do minimalnych poziomów unijnych, w ramach pakietu osłonowego „Ceny Paliwa Niżej” (CPN). Skierowana do TK ustawa zakłada, że producenci i sprzedawcy paliw ciekłych zapłacą łącznie 4 mld zł podatku od nadzwyczajnych zysków osiągniętych w okresie podwyższonych cen paliw, z czego 3,8 mld zł w tym roku, a resztę – w 2027 r. Z końcem czerwca zakończył się rządowy program CPN. Wygasły przepisy, na mocy których stosowana była obniżona stawka VAT na niektóre paliwa – przede wszystkim benzyny i oleje napędowe – oraz ustalana była cena maksymalna tych paliw na stacjach benzynowych. Wcześniej, w połowie czerwca, wygasły przepisy o obniżce akcyzy na te paliwa. Resort finansów informował, że koszt programu CPN wyniósł ok. 4,7 mld zł.
Promocje zamiast pakietu
Rząd liczy, że na ten czas niepewności dotyczący sytuacji między USA a Iranem to Orlen weźmie na siebie trzymanie cen paliw na stacjach w ryzach. Sam rząd bierze jeszcze pod uwagę obniżkę VAT na paliwa na końcówkę wakacji, ale tylko jeśli pogorszy się sytuacja na rynku ropy, a wojna rozgorzeje na nowo. Orlen w odpowiedzi na nasze pytania przypomina, że w związku z wybuchem konfliktu na Bliskim Wschodzie zdecydował o obniżeniu marż detalicznych do minimalnego poziomu oraz wprowadził najdłuższą w historii promocję. – Obecnie kierowcy korzystający z aplikacji Orlen Vitay mogą tankować paliwo w obniżonych cenach w ramach przedłużonej promocji wakacyjnej, obejmującej łącznie nawet 700 litrów paliwa. Aktualna promocja Orlen Vitay obowiązuje do końca sierpnia 2026 r. – informuje nas Orlen. To może zmusić także innych graczy na rynku do wydłużenia swoich promocji.
Czytaj więcej
Rząd przygotuje najprawdopodobniej nową wersję podatku od zysków spółek paliwowych w efekcie wojny na Bliskim Wschodzie, po tym jak prezydent zawet...
Podatek od gazu?
Znacznie więcej dzieje się jeśli chodzi o podatek od zysków paliowych, który miał zrekompensować budżetowi wcześniejszą obniżkę VAT i akcyzy. W tym tygodniu miał się pojawić wpis do wykazu prac rządu nowego podatku od zysków spółek paliwowych. Z resortu energii słyszymy jednak nieoficjalnie, że „raczej tak się jeszcze nie stanie”. W resorcie rozważane są bowiem dwie propozycje kształtu. Pierwsza zakłada objęcie podatkiem krajowych producentów paliw oraz importerów paliw ciekłych. Druga miałaby rozszerzyć ten podatek o producentów gazu. Ten surowiec także podrożał w efekcie wojny na Bliskim Wschodzie. Oznaczałoby to, że do budżetu może wpłynąć nawet wedle różnych szacunków 7-8 lub 8-10 mld zł, jednak wówczas, znacznie więcej zapłaciłby Orlen, który kontroluje ponad 90 proc. rynku gazu ziemnego w Polsce.
Eksperci są podzieli co do wprowadzania nowego podatku. – Co do zasady, jakiekolwiek nakładanie ekstraordynaryjnych podatków nie jest do końca uczciwe. Jakikolwiek podatek nakładany na spółki szkodzi rynkowi kapitałowemu – mówi Łukasz Prokopiuk, analityk Domu Maklerskiego BOŚ.
– Początkowo rozważano opodatkowanie sprzedaży paliw, jednak zyski z tego obszaru trudno byłoby precyzyjnie zdefiniować, m.in. przez udział w sprzedaży paliw importerów (np. Unimot). Najprostszym sposobem pozyskania środków wydaje się opodatkowanie segmentu gazowego (upstream i import LNG), mimo że gros nadwyżkowych zysków powstaje też w rafinacji. Opodatkowanie zysków spółek zajmujących się handlem gazem wydaje się być najprostszym rozwiązaniem dla rządu, aniżeli powrót do naliczania podatku od sprzedaży paliw – mówi Michał Kozak, analityk DM Trigon.
W branży paliwowej, która uaktywni się zapewne wówczas, kiedy nowa wersja podatku zostanie upubliczniona, krąży wiele pomysłów, a najgłośniej jest zwłaszcza o jednym, a więc objęcie podatkiem nie tylko paliwa, ale i gaz. Podstawą konstrukcji podatku od paliw byłaby referencyjna marża rafineryjna, wyznaczana jako średnia marża za lata 2024–2025, wyrażona w zł/bbl. Marża rafineryjna liczona byłaby jako różnica między przychodem a kosztem wsadu, gdzie koszt stanowi 98 proc. notowania ropy Brent oraz 2 proc. ceny gazu ziemnego na Rynku Dnia Następnego TGE. Z kolei przychód odzwierciedlałby koszyk produktowy (dane agencji Platts) złożony w 33 proc. z benzyny, w 48 proc. z oleju napędowego oraz w 13 proc. z ciężkiego oleju opałowego.
W branży paliwowej pojawił się także pomysł powołania Funduszu Stabilizacji Cen. Kluczowym elementem jest jednak nie samo przejęcie części renty funduszu, który miałby być mechanizmem stabilizacji rynku paliw, a środki pochodziły z wysokich marż i cen, jeśli takowe ponownie by się pojawiły w danym roku. Fundusz uruchamiany byłby w drodze rozporządzenia właściwego ministra, w czasie obniżki podatku od towarów i usług (VAT) lub podatku akcyzowego na paliwa z przeznaczeniem na łagodzenie skutków wysokich cen energii dla odbiorców, zwłaszcza wrażliwych.