Czy jednak ta ponownie nabyta świadomość sytuacyjna ma lub będzie miała jakieś implikacje rynkowe? Czy powinna?

Ostatnie lata okazały się wyjątkowo gęsto usiane konfliktami zbrojnymi o skali, w której zdolne były one odcisnąć swoje piętno na rynkach finansowych oraz światowej gospodarce. Co jednak można zaobserwować podczas śledzenia ich przez dłuższy czas?

W ostatnich latach szerokie indeksy akcji często tylko w niewielkiej części wyceniały ryzyko konfliktu - nawet jeśli przesłanki za (niemal) nieuchronną eskalacją były bardzo trudne do zignorowania.

Trwała przecena (lub wzrosty w przypadku podmiotów i surowców korzystających cenowo na napięciu) następowała dopiero wtedy, gdy eskalacja nie tylko urealniała się, ale zaczynała realnie przekładać się na dostawy, handel i/lub zyski spółek.

Co ciekawe, instrumenty wyspecjalizowane i bezpośrednio narażone na konflikt zwykle reagowały jednak wcześniej. Przykładowo, mowa tu np. o stawkach frachtu w Zatoce Perskiej. 

Czy jednak rynek powinien szykować się na nieuchronną i potencjalnie apokaliptyczną eskalację w Europie Środkowo-Wschodniej? Obecnie brak jakościowych przesłanek ku takim wnioskom.

Należy zaobserwować i przyznać, że napięcie między Rosją a NATO i UE jest obecnie na poziomach niewidzianych od dłuższego czasu, a wizyta Pana Radcliffa (CIA) jest tylko jednym z wielu dość wyraźnych sygnałów „asertywności” w stronę Rosji. Jednak wyzwania logistyczne oraz implikowana agenda zaangażowanych stron nie potwierdzają obecnie najbardziej katastroficznych scenariuszy.

Pomijając specyfikę konkretnych konfliktów (potencjalnych czy tych już trwających), pozycjonowanie się pod ich start, przebieg czy konkluzje jest przedsięwzięciem pełnym wyzwań, przy czym nie jest tutaj mowa o poprawności czy terminowości prognoz dotyczących samych konfliktów. To nie ryzyko geopolityczne decyduje o ruchu cen ani nawet jego realizacja – a realny wpływ zrealizowanego ryzyka na rynek, skorygowany o domniemane prawdopodobieństwo jego zrealizowania. 

Szacowanie szoków handlowych, finansowych czy gospodarczych jest niesamowicie trudne samo w sobie. Wyzwanie jest o tyle większe dla potencjalnego spekulanta czy inwestora, że rynek jest bytem ekstremalnie reaktywnym i dostosowuje się w czasie, w różnym stopniu i na różnych poziomach, do m.in. niedrożności szlaków handlowych lub nieprzystępnych cen. Zanim uda nam się poprawnie zweryfikować reżim rynkowy - prawdopodobnie zdąży się on już zmienić. A nawet jeśli się nam to uda, to próba pozycjonowania się pod kruche i warunkowe scenariusze prędzej czy później może doprowadzić do ciężkich strat dla naszego portfela z samego tylko tytułu zjawiska „volatility drag”.

Obserwując publikacje i zachowanie instytucji finansowych, zabezpieczenie się odpowiednią pozycją przed potencjalnymi skutkami jest strategią dużo bardziej rozsądną niż próba “złapania” dużego ruchu we właściwym kierunku na fali ponadprzeciętnej zmienności. 

Kamil Szczepański

Analityk Rynków Finansowych XTB