Reklama

2026 rokiem funduszy indeksowych i ETF-ów w Polsce

Kolejne fundusze indeksowe i ETF-y wyrastają na krajowym rynku jak grzyby po deszczu, a sama Beta ETF planuje mieć ich przynajmniej 30. Kolejne towarzystwa dołączają do wyścigu o inwestorów, którzy zwykle charakteryzują się większą cierpliwością.
2026 rokiem funduszy indeksowych i ETF-ów w Polsce

Foto: Adobe Stock

Fundusze indeksowe i ETF-y stają się w ostatnich miesiącach najczęściej tworzonymi nowymi produktami na polskim rynku, a za nimi idą też pieniądze. Czy nowa moda skończy się podobnie jak poprzednie, czy może mit aktywnego zarządzania nad Wisłą upada?

Twardsi klienci

Po ubiegłym roku fani aktywnego zarządzania pochowali głowy w piasek. Patrząc na wyniki funduszy polskich akcji wniosek może być tylko jeden – zdecydowana większość funduszy zarządzanych aktywnie przyniosła zyski niższe niż portfel pasywny. Co więcej, najsłabsze fundusze polskich akcji wypracowały ledwie połowę wyniku funduszy indeksowych. A skoro tak, to wzięcie dodatkowego ryzyka w postaci wizji zarządzającego stanęło pod sporym znakiem zapytania i wygląda na to, że z takiego założenia wychodzi coraz więcej osób w Polsce. W przypadku bardziej ryzykownych produktów to właśnie fundusze indeksowe i ETF-y w ostatnich miesiącach przyciągają najwięcej kapitału i jest to zjawisko, którego dotąd nad Wisłą nie obserwowaliśmy.

Coraz więcej towarzystw funduszy inwestycyjnych dostrzega rosnącą popularność prostych, opartych na automatycznym zarządzaniu produktów. Kilka lat temu TFI PZU wystartowało z rodziną funduszy inPZU, dając klientom dostęp do szerokiej oferty prostych i tanich rozwiązań. Teraz wspomniane towarzystwo idzie krok dalej i wchodzi w ETF-y, czyli fundusze notowane na giełdzie, otwierając się w ten sposób na nowy kanał sprzedaży. - W Europie aktywa funduszy pasywnych dynamicznie rosną. W ostatnich dwóch latach obserwowaliśmy też skokowy wzrost popularności funduszy indeksowych inPZU. Jesteśmy więc przekonani, że to dobry moment na wejście w segment ETF – mówi Jarosław Leśniczak, wiceprezes zarządu TFI PZU. - Po marcowym debiucie funduszu dającego ekspozycję na 60 największych spółek z GPW, do końca roku planujemy udostępnić inwestorom jeszcze pięć strategii, które będą odzwierciedlały zachowanie indeksów z głównego nurtu inwestycyjnego. Docelowa paleta naszych ETF-ów powinna być gotowa w 2027 r. - zapowiada Leśniczak.

Kilka tygodni temu fundusze indeksowe zarejestrowało z kolei Millennium TFI i jest to pierwsza tak poważna zmiana w ofercie tego TFI od wieków.

Kolejne ETF-y powstają także w rodzinie Beta, a na to, że to już nie przelewki, tylko coraz większa konkurencja dla produktów zarządzanych aktywnie, wskazują wyniki sprzedaży. W ciągu dwóch pierwszych miesięcy tego roku napływy netto do ETF-ów Beta sięgnęły 538 mln zł, podczas gdy w całym poprzednim roku saldo napływów było jedynie 30 mln zł wyższe. 

Reklama
Reklama

Co ciekawe, mimo huśtawki nastrojów na rynkach, w marcu fundusze Beta ETF także mogą odnotować dodatni wynik napływów, podczas gdy cały rynek prawdopodobnie znajdzie się pod kreską. Jak wskazuje Mateusz Mucha, zarządzający Beta ETF, włącznie z poniedziałkiem saldo wpłat sięgało 37,2 mln zł, przy czym dla portfeli akcji polskich było to niemal 40 mln zł napływów i dodatkowo 4,5 mln zł do akcji zagranicznych. Ujemny wynik sprzedaży notują natomiast fundusze obligacji skarbowych – uciekło z nich dotychczas niemal 19 mln zł.

Sebastian Buczek, prezes Quercusa TFI, szacuje, że w marcu prawdopodobnie wszystkie grupy funduszy na krajowym rynku odczują odpływ oszczędności po rekordowo mocnym styczniu i lutym. Według Buczka popyt na fundusze indeksowe będzie w najbliższych miesiącach nieco słabszy ze względu na dużą zmienność na rynkach akcji i metali szlachetnych. 

Fundusze Beta ETF rozwijane są już od siedmiu lat i obecnie jest ich kilkanaście. Przypomnijmy jednak, że już w 2010 r. na GPW pojawiły się ETF-y opracowane we współpracy grupy Amundi i Lyxora, ale dekadę później je zlikwidowano, w związku z niskim zainteresowaniem. Działo się to w czasie, gdy na świecie udział ETF-ów w rynku funduszy sięgał już około 24 proc.

Tymczasem Beta ETF rozwija się dalej – kilka dni temu zarejestrowane zostały dwa kolejne: Beta ETF mWIG40TRsh oraz Beta ETF mWIG40TRlv, czyli fundusze lewarowane na indeks polskich średnich spółek. Po kilku latach działalności funduszy Beta ETF konkurencja zaczyna się jednak budzić.

– W każdym scenariuszu rozwoju biznesu zakładaliśmy, że konkurencyjne rozwiązania będą się pojawiać. Oczywiście naturalnie będziemy obserwować rozwój konkurencyjnej oferty. Mamy jednakże swój plan bycia liderem rynku ETF-ów na GPW i dostarczania jak najefektywniejszych rozwiązań dla polskich inwestorów – zapewnia Mucha. – W przyszłym roku chcemy przekroczyć 20 rozwiązań produktowych, w kolejnych latach widzimy potencjał w okolicach 30. Bardzo ważne jest jednak to, że nie tylko liczba, ale jakość jest naszym celem i dlatego z każdym rokiem stawiamy kolejne kroki w poprawie efektywności odwzorowania indeksów – podkreśla Mucha.

Przypomnijmy, że fundusze indeksowe i ETF-y to produkty proste, mające za zadanie przede wszystkim naśladować wybrany indeks. To zaś oznacza, że tego typu rozwiązania u różnych TFI mogą być bardzo do siebie podobne.

Reklama
Reklama

– Spodziewamy się bezpośredniego dublowania produktów, gdzie konkurencja będzie bazować bezpośrednio na jak najefektywniejszym odwzorowaniu indeksów bądź na relacjach inwestorskich – przyznaje Mucha.

Warto jednak podkreślić, że ETF-y i fundusze indeksowe tworzone na krajowym podwórku, a inwestujące za granicą, często mają zabezpieczenie walutowe, co neutralizuje wpływ kursu złotego na wynik zagranicznej inwestycji.

TFI otworzyły oczy

Krzysztof Kamiński, członek zarządu Millennium TFI, oznajmia, że nowe fundusze indeksowe to odpowiedź na rosnące oczekiwania klientów oraz globalne trendy w zarządzaniu aktywami. - Nowe produkty umożliwiają proste, tanie i transparentne inwestowanie w szerokie indeksy rynków akcji i obligacji na rynkach globalnych. Pasywne inwestowanie od lat rośnie w siłę na najbardziej rozwiniętych rynkach. W USA i Europie Zachodniej znacząca część nowych napływów do funduszy trafia do produktów indeksowych i ETF-ów, a najwięksi globalni gracze budują przewagę właśnie na rozwiązaniach opartych o indeksy – podkreśla Kamiński. W jego ocenie polski rynek funduszy indeksowych nadal pozostaje stosunkowo słabo zagospodarowany, co otwiera przestrzeń do rozwoju oferty oraz wzmocnienia pozycji konkurencyjnej. – Po pierwsze patrzymy z perspektywy klienta. Inwestorzy są dziś bardziej świadomi, porównują ofertę banków z ETF-ami i platformami inwestycyjnymi. Szukają prostych i efektywnych rozwiązań, a wysokość opłat stała się jednym z elementów decyzji. Fundusze indeksowe w naturalny sposób odpowiadają na tę potrzebę – twierdzi Kamiński.

– Nie traktujemy funduszy indeksowych jako konkurencji dla aktywnie zarządzanych strategii, lecz jako ich naturalne uzupełnienie. Fundusze indeksowe świetnie sprawdzają się jako część bazowa portfela, wokół której można budować rozwiązania aktywne, tematyczne czy absolutnej stopy zwrotu. To klasyczny model core–satellite, stosowany przez największe instytucje na świecie – podkreśla Kamiński.

Reklama
Reklama

Zwraca też uwagę, że w kontekście MiFID i analiz „value for money” produkty indeksowe charakteryzują się niższymi kosztami zarządzania niż w większości aktywnie zarządzanych funduszach. – W długim horyzoncie inwestycyjnym poziom kosztów jest jednym z najważniejszych czynników wpływających na wynik netto inwestora, co jest szczególnie istotne w produktach emerytalnych i systematycznego oszczędzania – podkreśla.

Nieco ponad trzy lata temu na dobre ruszyło mTFI, co było o tyle znamienne, że dotychczas mBank, mimo dużej pozycji na rynku, nie miał swojego TFI. Chcąc otworzyć oszczędności klientów na świat, zarządzający zbudowali kilka funduszy opartych na ETF-ach. Może nie była to wówczas decyzja przełomowa, ale z dzisiejszej perspektywy można przyznać, że wskazująca kierunek rozwoju całej branży. Jak dziś mTFI patrzy na rozwój rynku ETF-ów nad Wisłą?

– W mTFI od wielu lat stawiamy na ETF-y i inwestowanie poprzez szerokie globalne indeksy. Jesteśmy też towarzystwem z jedną z mniejszych na rynku liczb zarządzanych funduszy. Nasz parasol Gotowe Strategie w zasadzie całkowicie złożony jest z ETF-ów, które starannie wybieramy, tworząc… właśnie gotowe strategie – tłumaczy Bartosz Pawłowski, prezes mTFI. – Zdecydowaliśmy się na taki ruch z trzech powodów. Po pierwsze ETF ETF-owi nierówny i wybór potrafi być naprawdę przytłaczający – miejsce notowań, waluta, sposób replikacji, dywidendy, podatki… – to tylko niektóre aspekty, które trzeba wziąć pod uwagę. Po drugie, jesteśmy w stanie to zrobić wraz z zabezpieczeniem walutowym. A chociażby zeszły rok pokazał, jak to jest ważne – podkreśla Pawłowski. Po trzecie, gros obrotu na europejskich ETF-ach odbywa się na rynku pozagiełdowym (OTC), więc jako inwestorzy instytucjonalni jesteśmy w stanie dostarczyć proste, zdywersyfikowane i tanie rozwiązanie dla naszych klientów – zapewnia prezes mTFI. – Żeby jechać na wakacje nie trzeba kupować samolotu i wydaje nam się, że na rynku jest na tyle dużo dobrych rozwiązań, że nie trzeba tworzyć nowych. A jak ktoś uzna, że chce sam rzucić się w gąszcz ETF-ów, to oferta maklerska w mBanku jest na to jak najbardziej gotowa. Reasumując, w mBanku raczej myślimy o wygodzie klientów niż o tym, żeby konkurować z BlackRockiem czy Vanguardem – zaznacza Pawłowski.

Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama