Klienci, którzy w sierpniu wpłacili pieniądze do funduszy dłużnych, nie mają powodów do zadowolenia.
W ślad za innymi rynkami
Kilka poprzednich miesięcy przyzwyczaiło inwestorów do świetnej sytuacji krajowego rynku obligacji, a spadki rentowności podbijały wyniki funduszy inwestycyjnych. Na koniec sierpnia w funduszach dłużnych Polacy zgromadzili blisko 109 mld zł, co stanowiło już niemal 42 proc. rynku funduszy inwestycyjnych TFI. Tymczasem wrzesień może okazać się jednym z najsłabszych miesięcy od dłuższego czasu. W zeszłym tygodniu rentowność papierów dziesięcioletnich wzrosła na chwilę do 2,2 proc. Następnie wskaźnik ten spadł w okolice 2 proc., jednak piątek przyniósł kolejną wyraźną zwyżkę. Również w poniedziałek rentowność krajowych obligacji przez większość dnia rosła, zbliżając się na chwilę do 2,2 proc. Przypomnijmy, że jeszcze w połowie września polskie obligacje skarbowe były najdroższe w historii, a ich rentowność spadła do 1,7 proc.
Powyższe oznacza, że od początku miesiąca rentowność dziesięcioletnich skarbówek wzrosła o blisko 30 pkt bazowych. Jak dotąd w tym roku w okresach miesięcznych mieliśmy do czynienia z podobną sytuacją tylko w lutym i kwietniu, jednak zwyżka była w obu przypadkach niższa.
Wzrost rentowności polskich obligacji widać już w stopach zwrotu funduszy. W grupie funduszy obligacji skarbowych długoterminowych średni wynik od początku września jest około 0,4 proc. pod kreską. Dla grupy papierów uniwersalnych długoterminowych jest to zaś -0,24 proc.
– Sytuacja rynku polskich papierów rządowych jest w ostatnim czasie niezwykle dynamiczna. Zmienność w sezonie wakacyjnym była wysoka i z początkiem września nie maleje. Obecnie jesteśmy świadkami korekty. Ceny obligacji cofają się po sierpniowym rajdzie w głównej mierze za sprawą podobnego zjawiska na rynkach globalnych – zauważa Piotr Święcik, szef biura doradztwa i funduszy inwestycyjnych Citi Handlowego. Zwraca uwagę, że spread np. do papierów niemieckich zachowuje się względnie stabilnie. – Nie widać też rewolucji w zakresie chociażby poziomu spreadu asset swap (różnica między wyceną obligacji a oczekiwaniami co do podwyżek stóp – red.), brak więc ściśle lokalnych czynników specyficznych dla naszego rynku długu i przyjdzie nam chyba wciąż podążać za trajektorią cen w EU i USA – mówi Święcik.
Ryzykiem wybory
Inwestorzy zagraniczni raczej pozbywają się polskich obligacji skarbowych. Z końcem zeszłego roku w ich portfelach były papiery o wartości 194,5 mld zł. Tymczasem na koniec lipca pakiet ten skurczył się do 167,7 mld zł. Z drugiej strony duży popyt tworzą właśnie krajowe fundusze inwestycyjne, ale nie tylko one. W siedem miesięcy zwiększyły zaangażowanie w polskie obligacje z 55,4 mld zł do blisko 59 mld zł. Jeszcze mocniej wzrosło zaangażowanie w obligacje banków. Na koniec grudnia 2018 r. miały obligacje skarbowe za 264,1 mld zł, a na koniec lipca za 306,6 mld zł. – Struktura popytu na krajowy dług opiera się o dość mocne zapotrzebowanie krajowych podmiotów. Tu mamy do czynienia zarówno z przenoszeniem niektórych portfeli od akcji do obligacji, jak również z dużymi napływami do funduszy dłużnych, obserwowanymi chociażby w sierpniu. Mniej jednoznaczny jest obraz działań inwestorów zagranicznych, dla których minusem mogą być rodzące niepewność wybory parlamentarne – komentuje Święcik. W sierpniu do funduszy dłużnych klienci wpłacili przeszło 1 mld zł.