Przedsiębiorcy z niepokojem obserwują rozwój sytuacji na Bliskim Wschodzie, bowiem o ile jeszcze problemów z zaopatrzeniem nie ma, to trwająca wojna może w końcu do tego doprowadzić. Analiza Dun & Bradstreet pokazuje że największe zakłócenia występują na wczesnych etapach łańcuchów produkcji i transportu, co w bezpośredni sposób wiąże się z załamaniem dostaw półproduktów, minerałów czy metali ziem rzadkich. Ogółem kryzys w Cieśninie Ormuz w największym stopniu obciąża sektor transportu, którego skoncentrowany wpływ został przez analityków oszacowany dla tego sektora na 32,3 proc. – Sektor w bezpośredni sposób ponosi konsekwencje zakłóceń w kluczowych szlakach handlowych, w tym wydłużonych tras, opóźnień dostaw oraz presji na zdolności przewozowe i magazynowe – wyjaśnia Tomasz Starzyk, rzecznik Dun & Bradstreet. Kryzys najbardziej uderza w branżę transportu morskiego z wskaźnikiem 12,5 proc. i polską branżę turystyczną w tym przede wszystkim w biura podróży i touroperatorów z 10,9 proc.

W przypadku produkcji przemysłowej efekt to 30,1 proc. Zakłócenia najbardziej obciążają producentów gumy i tworzyw sztucznych oraz inną produkcję artykułów chemicznych. Niepokój budzi także u producentów elektroniki, choćby w przypadku smartfonów kłopoty z dostawami oznaczają zwrot w stronę modeli używanych. – Choć jesteśmy jako kraj potęgą w produkcji AGD, to jednak wiele komponentów jest sprowadzanych z Azji. Problemy z dostawami podczas pandemii pokazały, jak jesteśmy uzależnieni od tego zaplecza, teraz niestety może się sytuacja powtórzyć – mówi nieoficjalnie jeden z producentów AGD. Na razie przestoje w produkcji nie są zagrożeniem, ponieważ firmy mają zapasy, ale wiele już szuka alternatywnych dostaw, z czym jest problem. Oznacza to bowiem wzrost kosztów produkcji, a przy wciąż spadającym rynku sprzedaży AGD w Europie, podnoszenie cen nie jest dobrym rozwiązaniem.

Natężenie efektu kryzysu w polskim handlu hurtowym analitycy oszacowali na 16,8 proc. – Zakłócenia transportowe bezpośrednio wpływają na dostępność, terminowość i koszty dostaw, podważając jego rolę jako kluczowego ogniwa w łańcuchach dystrybucji dóbr trwałych i nietrwałych – mówi Tomasz Starzyk.

Kryzys wywiera także wpływ na sprzedaż detaliczną, choć zdaniem analityków jest on wciąż sporo mniejszy. – Pracujemy głównie z mniejszymi dostawcami i hurtownikami, co oznacza, że są oni bardziej elastyczni i szybciej mogą reagować na zmiany na rynku. Nie mają jednocześnie wielkich magazynów i zapasów, zatem jeśli obecny kryzys będzie się utrzymywał, to niestety pojawią się problemy z dostawami i zaopatrzeniem w niektóre towary niespożywcze. Miejmy nadzieję, że kryzys i wojna w tym regionie szybko się zakończą. Obecnie problemów z dostawami nie ma – mówi Ryszard Jaśkowski, prezes KZRSSS Społem

Pytanie, kiedy konsumenci mocniej odczują także wzrost kosztów paliw, ale w dłuższej perspektywie oznacza to także ogólnie wyższe tempo wzrostu inflacji. – Mechanizm przenoszenia wyższych kosztów transportu na ceny produktów codziennego użytku wymaga co najmniej kilku tygodni, a nawet paru miesięcy. Owszem, punktowo ceny niektórych, szczególnie wrażliwych towarów mogą wzrosnąć bardziej – mówi dr Grzegorz Malinowski, Katedra Ekonomii, Akademia Leona Koźmińskiego. – Jednak nawet jeśli wśród rodzimych sieci handlowych pojawi się pokusa dokonania nieco wyższego ruchu cen w górę, to jednak wydaje się, że trwająca wojna cenowa między sieciami handlowymi skutecznie zneutralizuje takie pomysły – dodaje.

Zdaniem ekonomistów Allianz Trade, obecnie niestety jesteśmy bardziej niż inne gospodarki narażeni na efekty kryzysu – nie tylko poprzez duże uzależnienie od dostaw z krajów regionu Zatoki Perskiej, ale także dlatego, że obecny kryzys energetyczny uwypukla strukturalną słabość – „potrójny deficyt” Polski. Co więcej, ich zdaniem w przypadku zamknięcia Cieśniny Ormuz trwającego dłużej niż trzy miesiące znacznie więcej rynków wschodzących będzie narażonych na wysokie ryzyko recesji. Wpływ na wzrost PKB rynków wschodzących wyniósłby średnio od co najmniej 0,5 pkt. proc. Najbardziej zagrożone recesją w wyniku przedłużonego konfliktu byłyby Bangladesz, Egipt, Etiopia, Jordania, Kenia, Maroko, Pakistan, Polska, Rumunia, Sri Lanka i Tunezja.

– Równolegle rośnie ryzyko ponownego przyspieszenia inflacji. Wyższe ceny paliw i energii działają jak dodatkowy podatek dla przedsiębiorstw i konsumentów, ograniczając popyt i wpływając na strukturę wydatków. Choć obecny szok inflacyjny jest łagodniejszy niż ten obserwowany po wybuchu wojny w Ukrainie, jego długotrwałość może prowadzić do efektów wtórnych, w tym wzrostu kosztów pracy czy usług. W takim scenariuszu banki centralne mogą być zmuszone do utrzymania restrykcyjnej polityki monetarnej lub nawet powrotu do podwyżek stóp procentowych, co bezpośrednio wpływa na koszt finansowania działalności – mówi Paweł Kacprzak, członek zarządu BNP Paribas Faktoring. – Zmienia się także otoczenie rynków finansowych. Wzrost rentowności obligacji oraz większa awersja do ryzyka powodują, że dostęp do kapitału staje się bardziej wymagający, szczególnie dla podmiotów o niższej wiarygodności kredytowej. Jednocześnie możliwa aprecjacja dolara oraz wahania kursów walutowych zwiększają niepewność w rozliczeniach międzynarodowych. Dla eksporterów i importerów oznacza to konieczność aktywnego zarządzania ryzykiem kursowym oraz większą ostrożność w planowaniu kontraktów – dodaje.