Cognor jest w trakcie restrukturyzacji zadłużenia, jednym z warunków jest pozyskanie kapitału z emisji akcji i – przy wsparciu kredytem – wykup drogich obligacji. Na jakim etapie restrukturyzacji jesteście?
W czerwcu podpisaliśmy z bankami umowę kredytu w wysokości 50 mln euro. Warunkiem uruchomienia tego finansowania jest przeprowadzenie z sukcesem emisji akcji, która jest w trakcie finalizowania. Spodziewamy się wpływu na poziomie 90 mln zł. Jeżeli to się uda, zostanie uruchomiony kredyt i całe zobowiązanie obligacyjne, które jest kulą u nogi, zostanie spłacone. Oszczędności odsetkowe dzięki tej operacji wyniosą w przyszłym roku przynajmniej 25 mln zł.
Jak duże jest zobowiązanie z tytułu obligacji?
Spłacamy 81 mln euro zadłużenia ze średnim kuponem ponad 10 proc. (aktualny poziom to 12,4 proc. – red.). Kredyt został udzielony na warunkach rynkowych, a więc oprocentowanie będzie dużo, dużo niższe.
Do kogo kierowana jest oferta? Czy także do inwestorów indywidualnych?
Do każdego, chociaż ustaliliśmy, że pierwszeństwo mają akcjonariusze dysponujący 0,3 proc. (ponad 228 tys. – red.) akcji w dniu publikacji prospektu. Głównie wychodzimy do inwestorów instytucjonalnych, którzy popatrzą na spółkę bardziej długoterminowo, wgłębili się w biznes i potrafią ocenić, czy to, co mówimy, ma szansę powodzenia.
O co inwestorzy pytają podczas road show?
Zawsze się obawiają, że skoro jest tak dobrze, to zaraz może być gorzej, że być może mamy do czynienia z krótkotrwałym trendem. Naszym zdaniem przyczyny, które leżą u podstaw dobrego trendu, są długoterminowe i właśnie teraz się rozpoczynają. To inwestycje infrastrukturalne, których dynamika jest kilkuletnia, i dopiero zaczynamy widzieć na rynku pieniądze z tego tytułu. To instrumenty ochrony rynku przed tanim importem stali, wdrożone przez Unię Europejską, które nie zostaną wycofane w ciągu przynajmniej najbliższych pięciu lat. W związku z tym czujemy się komfortowo, widząc nasze wyniki finansowe, i spodziewamy się dalszej poprawy. Już 2016 r. był bardzo dobry, widać było efekty ochrony europejskiego rynku, a I połowa 2017 r. był jednym z najlepszych półrocznych okresów. Nic nie zapowiada, by to się miało skończyć.
Ważną deklarację złożył prezes i główny akcjonariusz Przemysław Sztuczkowski, który ma objąć akcje w ramach emisji za 20 mln zł. Czyli z rynku musicie pozyskać 70 mln zł.
70 mln zł to minimum zapewniające powodzenie oferty i restrukturyzacji.
Emisji gotówkowej towarzyszy druga, aportowa. Prezes Sztuczkowski ma wnieść do Cognora Odlewnię Metali Szopienice.
To pochodna rozmów z bankami kredytodawcami. Banki oczekiwały, że pula aktywów grupy i potencjału EBITDA (zysk operacyjny plus amortyzacja – red.) będzie jak największa. Wniesienie odlewni, która jest logicznym uzupełnieniem działalności grupy – handlujemy też złomem metali kolorowych – spowoduje, że będzie większe bezpieczeństwo z punktu widzenia banków, będzie więcej aktywów pod zabezpieczenie kredytu.
Czy odlewnia jest mocno zadłużona, jaka jest rentowność?
To podmiot bardzo nisko zlewarowany, od kilku lat notuje EBITDA rzędu 4 mln zł, ma zyski na poziomie netto. Restrukturyzacja ma przynieść oszczędności.
Jakiego wpływu na wyniki spodziewacie się w przyszłym roku?
Na poziomie wyniku brutto będzie to co najmniej 25 mln zł. Zmniejszamy też ryzyko, bo dług nominowany w euro zamieniamy na dług nominowany w połowie w euro i w połowie w złotych.
Jak wygląda kwestia lock-upów, czyli czasowego zakazu emitowania akcji przez Cognor i czasowego zakazu zbywania akcji przez prezesa Sztuczkowskiego?
Cognor będzie zobligowany do tego, by nie podwyższać kapitału w ciągu 12 miesięcy. W przypadku prezesa Sztuczkowskiego lock-up wynosi 18 miesięcy.
Zadłużenie nie pozwalało Cognorowi na płacenie dywidend. Teraz to się zmieni?
Kowenanty długu obligacyjnego nie dawały nam praktycznie możliwości płacenia dywidend, kowenanty bankowe – przeciwnie. Rozumiemy oczekiwania akcjonariuszy i chcemy wypłacać część zaoszczędzonych dzięki restrukturyzacji zadłużenia pieniędzy w formie dywidendy.
Podkreślacie to, że huty elektryczne – takie jak Cognor – stały się konkurencyjne kosztowo względem hut wielkopiecowych. Ale ostatnio Eurofer, europejska organizacja branżowa, zwrócił uwagę na kłopoty z podażą elektrod grafitowych, wykorzystywanych przez huty elektryczne do produkcji. Czy to czynnik ryzyka dla takich zakładów jak wasz?
Jest problem z elektrodami na rynku światowym i te huty, które nie zapewniły sobie dostaw umowami długoterminowymi, mogą mieć kłopoty. Zwłaszcza że ceny spotowe poszły w górę wielokrotnie. Dla nas problem nie istnieje, bo do czerwca 2018 r. mamy zabezpieczone dostawy od wiarygodnego partnera, w umówionych wcześniej cenach. Zobaczymy, jak będą się kształtować ceny, na dziś koszt elektrod w kosztach produkcji tony stali waha się w granicach 20 zł.