Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak radzi sobie polski rynek funduszy PE
- Jak można mobilizować lokalne oszczędności.
- Na jaki model postawiły kraje bałtyckie i Czechy.
- Jakie perspektywy ma polska gospodarka.
Niedawno pojawił się nowy raport Invest Europe. Jakie trendy w nim widać?
Gdybym miał podsumować jednym zdaniem, to – rynek private equity i venture capital w Europie Środkowej i Wschodniej pozostaje niedoinwestowany. Nie jest to nowy fenomen, ale 2025 r. pokazał pogłębienie tego trendu. Łączna wartość inwestycji PE i VC w regionie w zeszłym roku to blisko 2,6 mld EUR. Choć na pierwszy rzut oka może to wyglądać imponująco, to kwota ta jest równa około 0,09 proc. regionalnego PKB. Dla porównania, średnia dla całej Europy jest ponad sześciokrotnie wyższa i wynosi blisko 0,56 proc. Wolałbym jednak, żebyśmy patrzyli na to z pozytywnej strony – widzę duży potencjał wzrostu tej klasy aktywów w regionie.
Mojego optymizmu nie burzy to, że łączna suma inwestycji, owe wspomniane 2,6 mld EUR, to wartość niższa o 8 proc. niż w 2024 r.
Z czego wynikał ten spadek?
Przede wszystkim z braku transakcji mega-buyout. Takie dwie-trzy duże inwestycje mogą całkowicie wywrócić do góry nogami trend, dlatego nie poświęcałbym temu zbyt wiele uwagi. Ważniejsze jest to, że kluczowy dla sektora segment mid-market private equity, w którym funkcjonuje również nasza firma, urósł w wymiarze nowo zainwestowanego kapitału o 52 proc. do 780 mln EUR. Inwestycje w sektorze VC niemal się podwoiły, osiągając 675 mln EUR. Inwestycyjnie był to zatem całkiem niezły rok.
Jak wypada Polska pod względem atrakcyjności dla funduszy PE/VC? Z jednej strony w statystykach dotyczących Europy Środkowo-Wschodniej wypadamy nieźle, ale w szerszym globalnym ujęciu chyba raczej słabo?
Polska pozostaje zdecydowanie największym rynkiem regionu – od 2022 do 2025 r. trafiło do nas 31 proc. łącznej wartości inwestycji PE i VC w CEE. W zeszłym roku było to aż 39 proc. Odnosząc te wartości do wielkości naszej gospodarki widać, że nie odbiegamy znacząco od średniej dla całego regionu. Pozostajemy jednak dość daleko w tyle za regionalnymi gwiazdami, czyli krajami bałtyckimi – tam udział inwestycji private equity i venture capital w PKB jest od dwóch do siedmiu razy większy niż u nas.
Kraje bałtyckie pokazują, że zbudowanie ekosystemu, u którego podstaw znajduje się duża dostępność lokalnego kapitału na inwestycje na rynkach prywatnych, z czasem przekłada się na dynamiczny rozwój przedsiębiorstw i firm VC i PE, które w tym wzroście aktywnie uczestniczą. Te 10 jednorożców, które wyrosło w półtoramilionowej Estonii nie wzięło się znikąd.
Wspomniał pan o lokalnym kapitale. Jak można skuteczniej mobilizować polskie oszczędności – zarówno prywatne, jak i instytucjonalne – i kierować je w większym stopniu na finansowanie rozwoju firm z Polski i regionu?
Mobilizowanie rodzimego kapitału to chyba najgorętszy temat w naszej branży. Stało się jasne, że zwiększanie tempa inwestycji private equity w Polsce nie będzie możliwe, dopóki będziemy się nadal opierać w przeważającej mierze na kapitale zagranicznym.
Dlaczego lokalny kapitał jest tak ważny?
To, co go wyróżnia, to jego stabilność, co w czasach przyspieszenia w geopolityce okazuje się mieć kluczowe znaczenie. Dobrze to pokazał np. wybuch wojny w Ukrainie, kiedy to niemal z dnia na dzień kapitał amerykański wstrzymał inwestycje w fundusze z Europy. Rynki, na których istnieje duża podaż lokalnego kapitału, poradziły sobie wówczas znacznie lepiej.
Istotna jest również struktura lokalnego kapitału.
To znaczy?
W optymalnym scenariuszu powinniśmy zobaczyć inwestorów instytucjonalnych i inwestorów prywatnych, dodatkowo wspieranych przez programy rozwojowe. Na polskim rynku zrobiliśmy duży krok naprzód w tym ostatnim obszarze – program Innovate Poland powstały ze współpracy PFR, BGK i PZU zapowiada inwestycje na poziomie 2,4 mld zł, głównie w fundusze private equity. Siostrzany program Future Tech Poland zarządzany przez BGK i EIF, to kolejne 1,6 mld zł. Dobrze byłoby jednak, gdyby w ślad za tym poszły pieniądze prywatne. Globalnie, branża PE opiera się na kapitale pochodzącym od funduszy emerytalnych, firm ubezpieczeniowych, banków, asset managerów, family offices. W Polsce udział takich podmiotów w finansowaniu inwestycji PE nadal jest znikomy.
Jak to wygląda z perspektywy waszego funduszu?
Inwestorami funduszy Enterprise Investors były i nadal są instytucje z USA i Europy Zachodniej. Dopiero w funduszu, którego tworzenie zakończyliśmy w zeszłym roku, po raz pierwszy pojawili się również nasi rodzimi inwestorzy, ale dalej mówimy o mniej niż 10 proc. pozyskanego kapitału.
Skąd konkretnie może pochodzić lokalny kapitał?
Nie musimy wymyślać koła od nowa – mamy już kraje w regionie, które skutecznie uruchomiły lokalny kapitał na inwestycje w PE i VC. W Czechach inwestycje w tę klasę aktywów stały się popularne wśród bankowych klientów affluent i private, dla których bezpośrednie inwestycje w private equity nie są dostępne. Czeskie banki tworzą wehikuły inwestycyjne, które zbierają kapitał od klientów tychże banków i następnie inwestują je w jeden lub kilka funduszy PE. W Czechach pojawił się też fundusz emerytalny odpowiadający naszemu trzeciemu filarowi, który skupia się na inwestowaniu w PE i VC. Wiele spośród czeskich funduszy PE ma już przeszło dwie trzecie kapitału pochodzące z lokalnego rynku.
Na innych rynkach, na przykład w Chorwacji i w krajach bałtyckich, regulator umożliwia inwestowanie w tę klasę aktywów standardowym funduszom emerytalnym. Do tego dochodzą profesjonalne multi-family office, które zarządzają coraz większym majątkiem np. w Czechach czy na Litwie i aktywnie korzystają z możliwości wzrostu wartości, jakie dają im fundusze PE i VC.
Czy pomysł OKI może zachęcić do oszczędzania i wesprzeć rynek kapitałowy? Jakie kroki powinien podjąć rząd, żeby zachęcić Polaków do mobilizowania oszczędności? A może takie ramy prawne już istnieją, a największym problemem jest niska świadomość dotycząca inwestowania?
W Polsce jesteśmy dopiero na początku tej drogi. Same zachęty skierowane do osób prywatnych czy wprowadzenie OKI tutaj nie wystarczą. Mniejsi indywidualni inwestorzy i tak nie będą mieli bezpośredniego dostępu do funduszy private equity, bo próg wejścia, często liczony w milionach EUR i konieczność spełnienia wymogów profesjonalnego inwestora, są barierą zazwyczaj nie do przeskoczenia. Konieczny jest udział instytucji finansowych, w tym banków, ubezpieczycieli czy asset managerów, którzy utworzą instrumenty dla klientów detalicznych, tzw. feeder vehicles. To jest właśnie ten model czeski. Uruchomienie go u nas nie wiąże się z koniecznością usunięcia jakichś barier regulacyjnych.
Inaczej jest w przypadku inwestycji z funduszy emerytalnych, które swoją długoterminową perspektywą świetnie pasują do inwestycji w PE. Tu nie obędzie się bez zmian w prawie. Byłoby super, żeby wartość wypracowana przez polskie inwestycje private equity zasilała konto emerytalne polskiego emeryta, a nie tylko emerytów ze Szwajcarii, Holandii czy USA.
Czytaj więcej
OKI ma być prostym sposobem na inwestowanie bez podatku Belki, ale im większy portfel i bardziej złożona strategia, tym więcej pojawia się wyjątków...
Jak można połączyć ekosystem oszczędzania, inwestowania oraz budowy niezależności kapitałowej Polski w strategicznych obszarach gospodarki?
Inwestorzy PE i VC co do zasady skupiają się na budowie wartości portfela spółek, w które zainwestowali, i byłoby nieuczciwym doszukiwać się w tym wielkiej misyjności. Firmy PE chętnie inwestują w obszary strategicznie ważne dla polskiej gospodarki, ale nie ma co ukrywać, że zawsze u podstaw tych inwestycji leży rachunek ekonomiczny. Jeżeli dana branża nie da możliwości zbudowania wartości w perspektywie kilku lat, na co składa się kupienie atrakcyjnej spółki, rozwinięcie jej i sprzedaż za dobrą cenę w możliwie konkurencyjnym procesie, to inwestorzy private equity do takiej branży nie będą skłonni alokować pieniędzy.
Pytanie tylko, co to znaczy „strategiczny obszar gospodarki”? Czy nasze inwestycje, które pozwoliły rozwinąć takich polskich championów jak Dino, Kruk czy Unilink, się do takich zaliczają? Możemy się pewnie spierać. Wiem za to, że każda polska firma, która dynamicznie rozwija swoją skalę działalności, konsoliduje rynek w kraju i za granicą, oraz – o czym dzisiaj dużo rozmawiamy – pozyskuje kapitał na ten rozwój z rodzimego rynku, przyczynia się do budowy niezależności kapitałowej Polski.
Jak postrzegacie perspektywy polskiej gospodarki na II połowę 2026 r. i 2027 r.?
Tego typu pytanie dwa razy do roku zadają nam nasi inwestorzy, z którymi spotykamy się na omówienie wyników i planów naszych funduszy. I na szczęście obraz, jaki im przedstawiamy pozostaje pozytywny. Silny wzrost gospodarczy, dobra kondycja finansowa gospodarstw domowych, rosnące oszczędności, opanowana pomimo zaburzeń na rynku ropy inflacja, wzrost produktywności – to wszystko daje powody do optymizmu. Bezpowrotnie minęły czasy, kiedy polskie firmy konkurowały najniższym kosztem pracy. Teraz wygrywamy innowacyjnością produktów i usług oraz wysokimi kwalifikacjami naszych pracowników. Nasze spółki portfelowe pokazują, że polskie przedsiębiorstwa z powodzeniem mogą konsolidować i podbijać rynki krajów regionu, a często i Europy Zachodniej czy USA.
A wyzwania?
Widzę ich obecnie więcej po stronie niezbilansowanych finansów publicznych oraz narastającego problemu demograficznego, który coraz wyraźniej będzie ciążył na naszym rynku pracy. Polska nie jest jedynym krajem regionu z takimi problemami, ale to żadne pocieszenie.
Czytaj więcej
Przyszłoroczny plan finansowy ponownie zakłada ogromny deficyt w kasie państwa, sięgający niemal 283 mld zł. Zdaniem ekonomistów nie musi to doprow...