Już końcówka poniedziałkowej sesji wskazywała na to, że siły popytu w krótkim okresie wyczerpują się, co ostatecznie zobrazował długi górny cień na wykresie dziennym WIG20. We wtorek rynek ruszył jeszcze raz w okolice 4050 pkt, ale nie minęła nawet godzina handlu, a indeks dużych spółek już świecił na czerwono. Dzienne minimum WIG20 ukształtował w samo południe, tracąc nawet 1,5 proc. W kolejnych godzinach popyt nieco się otrząsnął, a spadek WIG20 został zredukowany o 1 pkt proc. Odreagowanie też nie nastąpiło przypadkiem, bo niemal dokładnie na zamknięciu sesji z poprzedniego czwartku, gdzie mamy istotną linię wsparcia. Ciężko zatem na ten moment wyciągać głębsze wnioski poza tym, że rynek od dwóch tygodni pozostaje w podobnym zakresie wahań i dopiero wybicie w którymś z kierunków może przynieść wyjście ze stagnacji.
We wtorek drugi dzień rynek stabilizował Orlen, aczkolwiek wyjście na nowy szczyt, a następnie odwrót popytu, może i w tym przypadku zapowiadać gorsze dni. Poza tym lepszą kondycją charakteryzowały się firmy handlowe - Pepco i Dino. Na dole tabeli plasowały się natomiast Budimex, KGHM oraz Grupa Kęty. WIG-banki pod koniec dnia tracił 0,44 proc.
Otwarcie handlu na Wall Street nastąpiło pod kontrolą podaży. Za oceanem lepiej ostatnio radzi sobie za to Brazylia. Sesja w Azji z kolei zakończyła się z przewagą koloru czerwonego. Pod kreską znalazły się m.in. Hang Seng czy Sensex, ale lekko zyskał KOSPI.
Na rynku walut dolar nieco zyskiwał na wartości kosztem euro. Z rana złoty nieco tracił do dolara, ale po południu kurs USD/PLN wrócił w okolice zamknięcia z poniedziałku.
Inwestorzy z wypiekami na twarzy obserwują zachowanie rynków obligacji. We wtorek rentowności polskich papierów skarbowych dalej rosły, aczkolwiek w końcówce dnia było już spokojniej.