Chociaż średni wrześniowy wynik S&P 500 w ostatnich dwóch dekadach jest faktycznie ujemny (-0,5 proc.), to jednak w nieco ponad połowie przypadków (11/20) indeks odnotował... zwyżkę. Tak jak np. w ostatnich dwóch latach. Nawet gdyby z tej listy wyłowić tylko lata wyborów „połówkowych” w USA, to i tak statystyki nie nabierają jednoznaczności. Owszem, cztery lata temu (2022) to właśnie wrzesień, przynosząc przecenę o ponad 9 proc., był punktem kulminacyjnym większego trendu spadkowego, ale poprzednie przedwyborcze przypadki na przestrzeni dwóch dekad były już zdecydowanie lepsze.
Wrzesień potrafi być problematyczny dla inwestorów, ale na ogół musi się do tego znaleźć odpowiedni impuls. Czy takim bodźcem może być sytuacja na rynku długu? Dojściu rentowności amerykańskich obligacji 10-letnich w okolicę 4,8 procent, czyli poziomu niewidzianego od ponad półtora roku, towarzyszy zachwianie S&P 500, który w momencie pisania tego komentarza jest o krok od testowania kilkutygodniowego minimum. Jako kluczową dla rozwoju wydarzeń we wrześniu traktowałbym położoną jeszcze nieco niżej, w okolicy 7600 pkt, strefę wsparcia wyznaczoną przez górki z początku czerwca i połowy lipca.
Wyceny amerykańskich akcji nie są wygórowane w zestawieniu z prognozowanymi przez analityków zyskami spółek (wyprzedzający P/E poniżej 20 i w pobliżu 10-letniej średniej), choć patrząc na niemal pionową linię przedstawiającą oczekiwany wzrost zarobków można się zastanawiać, czy w tych prognozach nie ma zbyt dużej porcji optymizmu.