Szok naftowy, obawy o trwałość boomu na sztuczną inteligencję oraz – szczególnie ostatnio – perspektywa wyższych stóp procentowych nie przestraszyły inwestorów. Rynek pokonał przeciwności dzięki wzrostowi cen akcji spółek produkujących półprzewodniki, które są obecnie największymi beneficjentami AI, a także dzięki wierze w to, że za sprawą sztucznej inteligencji amerykańskie korporacje będą nadal generować wyższe zyski.
Powszechnie uważa się, że te same argumenty mogą napędzać główne indeksy przez resztę roku, ale zmienność wcale nie musi być mniejsza. Tych, którzy zachowali zimną krew w I połowie roku, można nazwać wygranymi. Na uwagę zasługują fundusze skupione wokół spółek technologicznych, bo to one w I półroczu notowały spektakularne wzrosty, przekraczające nawet 50 proc. Z tej perspektywy warto spojrzeć, jak wyglądał rynek, który dał zarządzającym i ich klientom powody do radości.
Chipy pociągnęły indeksy
Technologia była ulubieńcem rynku w II kwartale, a jej wkład w stopę zwrotu S&P 500 w całej I połowie roku to prawie 10 punktów procentowych. W samym II kwartale indeksy S&P 500 oraz Nasdaq Composite wzrosły odpowiednio o 15 proc. i 21 proc. Dla obu był to najlepszy kwartał od 2020 r. Indeks Dow Jones (DJIA) zaliczył swój najlepszy kwartał od 2022 r., rosnąc o 13 proc. To świetne wyniki, ale nie bez znaczenia był wpływ niskiej bazy, gdyż Nasdaq Composite kończył I kwartał 2026 r. z wynikiem -7 proc., a S&P 500 z wynikiem -4,4 proc.
S&P 500 i Nasdaq odnotowały serię nowych szczytów, napędzanych entuzjazmem wokół sztucznej inteligencji, który spowodował spore wzrosty cen akcji producentów chipów zaopatrujących ten sektor. W ostatnim kwartale akcje Micronu Technology wzrosły o ponad 240 proc., Advanced Micro Devices o około 185 proc., Broadcomu o 22 proc., a Nvidia zyskała 15 proc. Obecny kwartał zapowiada się bardziej wymagająco, ale widać symptomy wskazujące na to, że sektor technologiczny może kontynuować zwyżki. Historycznie patrząc, sektor ten wzrósł o blisko 12 proc. w III kwartale 2020 r. po 30-procentowym rajdzie w II kwartale, kiedy kończyła się chwilowa bessa wywołana przez pandemię.
Oprogramowanie w cieniu wzrostów
„Rajd chipów” nie objął jednak w równym stopniu wszystkich gigantów sektora. Licząc od początku roku, zarówno Nvidia, jak i Broadcom zyskały mniej niż 7 proc. – to efekt strat poniesionych w słabym I kwartale. Z kolei fundusz ETF inwestujący w spółki z sektora oprogramowania (iShares Expanded Tech-Software, IGV) spadł w 2026 r. o prawie 15 proc., co odzwierciedla obawy inwestorów o kondycję tej konkretnej branży. Część strategów odrzuciła jednak ostatnio katastroficzną prognozę dotyczącą wpływu sztucznej inteligencji na ten sektor, która powodowała przecenę akcji na przestrzeni ostatniego roku. Niemniej znaczna część spółek jest obecnie wyceniana poniżej wartości wewnętrznej. Zdaniem analityków tworzy to dogodny moment, by przyjrzeć się im bliżej. Rynek może przeszacowywać ryzyko, że sztuczna inteligencja trwale zaszkodzi tym firmom. Obecne wyceny sugerują scenariusz długotrwałego pogorszenia kondycji wielu producentów oprogramowania, choć uznawany jest on za mało prawdopodobny.
Fed studzi nastroje
Rynek od dłuższego czasu przeczy oczekiwaniom, ale utrzymanie tak dynamicznych wzrostów oznaczałoby konieczność pokonania określonych wyzwań. Inwestorzy wciąż są sceptyczni, czy miliardy dolarów inwestowane w AI przyniosą spektakularne zyski, które uzasadnią takie wydatki. Do tego ostatnie wzrosty sprawiły, że akcje wydają się historycznie drogie. Choć USA i Iran zgodziły się niedawno zakończyć walki wokół Cieśniny Ormuz, przez którą przed wojną przepływało 20 proc. światowej ropy naftowej, wciąż nie jest pewne, kiedy i czy w ogóle ruch statków powróci do normy.Istnieje również perspektywa wyższych stóp procentowych w dalszej części roku. Nowy prezes Rezerwy Federalnej Kevin Warsh w pierwszym wystąpieniu zaskoczył inwestorów, sygnalizując większy niepokój o inflację, niż się spodziewano. Wywołany wojną skok cen energii wywindował na początku roku preferowany przez bank centralny wskaźnik inflacji PCE do poziomu przekraczającego 4 proc., czyli znacznie powyżej celu Fedu wynoszącego 2 proc.
Jeszcze w styczniu inwestorzy zakładali, że Fed jest bliżej obniżek stóp. Pomogło to obniżyć rentowność obligacji. Wojna z Iranem i skok cen energii przekreśliły jednak te oczekiwania. Prognozy inflacji znów powoli idą w górę, a rentowności w ostatnich miesiącach rosły, odzwierciedlając większe prawdopodobieństwo podwyżek stóp. Rentowności zwyżkują, gdy ceny obligacji spadają. To wskazuje też na niepewność co do tego, jak będzie wyglądać najbliższa polityka banków centralnych na całym świecie.
Możliwość wzrostu stóp procentowych odbiła się negatywnie na cenach metali szlachetnych. Złoto spadło w ciągu ostatnich trzech miesięcy o 13 proc., co stanowi największy kwartalny spadek od 2013 r. Srebro straciło 20 proc., notując najgorszy kwartał od 2020 r., a I połowę roku kończy blisko 50 proc. poniżej styczniowego szczytu, na który wyniósł je szalony rajd z początku roku.
Hossa wychodzi poza technologię
Jedną z rzeczy, na którą inwestorzy czekają z niecierpliwością, jest rozszerzenie wzrostu giełdowego poza sektor technologiczny na inne części gospodarki. Szersze wzrosty postrzegane są jako oznaka zdrowia rynku, ponieważ oznaczają, że inne sektory mogą podtrzymać hossę, jeśli kilka firm potknie się po drodze. Warto wspomnieć, że w indeksie S&P 500 energetyka i przemysł zajęły wspólnie drugie miejsce, zyskując po około 20 proc. w I połowie roku. To może być znak, że inwestorzy zaczęli patrzeć trochę szerzej.
Pod koniec czerwca indeks Dow Jones zamknął się na 19. rekordowym poziomie w tym roku, a w czerwcu osiągnął lepsze wyniki niż Nasdaq czy S&P 500. W samym czerwcu sektor finansowy wzrósł o 4,2 proc., ochrona zdrowia o 6,5 proc., a przemysł o 7,2 proc.
Małe spółki z rekordami
Indeksy mniejszych spółek, jak Russell 2000 oraz S&P Small Cap 600, wzrosły w ciągu pierwszych sześciu miesięcy roku odpowiednio o 22 proc. i 23 proc., co stanowi ponad dwukrotność wzrostu indeksu S&P 500. Russell 2000 i transportowy Dow Jones, który śledzi 20 dużych firm – od kolei po linie lotnicze – odnotowały przy tym najlepsze I półrocze od 1991 r. Oba te indeksy są uważane za barometry kondycji gospodarki. Hossę napędza wzrost zysków dzięki trwale solidnej amerykańskiej gospodarce. Prognozy zakładają dalszy wzrost zysków spółek z S&P Small Cap 600 w tym roku i 18-procentowy wzrost w 2027 r. Dążenie do przenoszenia produkcji z powrotem do kraju (reshoring) powinno również pomóc mniejszym firmom zorientowanym na rynek wewnętrzny.
Wyceny wciąż pozostają atrakcyjne. Indeks S&P Small Cap 600 jest wyceniany na 17-krotność prognozowanych zysków na ten rok, w porównaniu ze wskaźnikiem ceny do zysku (P/E) na poziomie 22 dla S&P 500. Daje to blisko 22-procentowe dyskonto względem S&P 500, głębsze niż średnia historyczna.
Podczas gdy firmy technologiczne nadal odpowiadają za znaczną część wzrostu zysków, inne sektory nadrabiają zaległości. Około 85 proc. spółek z indeksu S&P 500 pobiło oczekiwania dotyczące zysków w I kwartale, co jest najlepszym wynikiem od pięciu lat. Powodów do optymizmu jest więcej, bo nie wszystko kręci się wokół firm technologicznych. Cena ropy spadła w stronę poziomów sprzed wojny z Iranem, co zmniejszyło obawy, że gwałtowny wzrost cen energii napędzi inflację. Notowania ropy Brent spadły o 38 proc. w swoim najgorszym kwartale od czasu pandemii koronawirusa.
Solidny wzrost zysków powinien podtrzymać hossę do końca 2026 r. Droga do tego celu będzie jednak wyboista – tak jak całe I półrocze.