Historia nie sprawdza się w roli nauczycielki. Nie ze swojej winy

Przez kilkanaście ostatnich miesięcy nabierałem przekonania, że kryzysy były zawsze, ale to, co się dzieje od kilku lat, wykracza dalece poza normalną miarę. Czas jednak na pogłębienie tego poglądu, a może nawet na jego skorygowanie. Okazuje się, że maksyma głosząca, iż jedyną pewną rzeczą w życiu jest zmiana, może, a w wielu przypadkach powinna znajdować zastosowanie do własnych sądów.

Publikacja: 19.02.2024 06:00

Ludwik Sobolewski były prezes GPW i BVB, adwokat, autor książek i publikacji w mediach społecznościo

Ludwik Sobolewski były prezes GPW i BVB, adwokat, autor książek i publikacji w mediach społecznościowych, partner w Qualia AdVisory

Foto: materiały prasowe

Czytam bowiem książkę Kim Ghattas. To libańsko-amerykańska dziennikarka. Mądra, przenikliwa, popierająca swe tezy faktami, danymi i analizą. Napisała książkę „Czarna fala”, wydaną w Polsce przez Czarną Owcę (2023, tłumaczyła Anna Dzierzgowska).

Szczerze się przyznaję do tego, że niekoniecznie musiałem czytać tę książkę. Ale poniekąd jednak musiałem, bo jestem od lat zakochany w Bliskim Wschodzie. Choć może prawdziwszym określeniem tej emocji jest być zafrapowanym. Co mniej więcej wychodzi na jedno, zwłaszcza że zafrapowanie pochodzi od francuskiego frapper. Aha, i w tym kontekście nieuniknione jest zafrapowanie się urodą kobiet. Parafrazując Hemingwaya, stwierdzam, że jeśli miałeś szczęście mieszkać w Bejrucie, Damaszku czy Tel Awiwie jako niekoniecznie nawet młody człowiek, to kobiecość tych miejsc idzie za tobą – owszem, nawet jeśli nie przez całe życie, to wystarczająco pamiętnie.

Ghattas pisze o Bliskim Wschodzie jako o regionie rozpościerającym się od Egiptu na zachodzie po Pakistan na wschodzie. To spory, ale też przecież nie rozmiarów kontynentów kawał planety. Tym bardziej zdumiewa jego globalne oddziaływanie.

Ale dlaczego zrewidowałem swój pogląd, że czas teraźniejszy jest wyjątkowo nasycony wojnami, konfliktami, antagonizmami i nieprzyjaznymi dla ludzi ideologiami?

Bo weźmy tylko lata 1979–1981. Rewolucja w Iranie. Wojna iracko-irańska. Związek Radziecki wjeżdża czołgami przez most na Amu-Darii do Afganistanu. Traktat w Camp David między Izraelem a Egiptem i niedługo potem zamordowanie Anwara Sadata, prezydenta Egiptu. Obejrzałem na YT wiadomości ABC z tamtego dnia. Zaczynają się od słów prowadzącego wydanie specjalne informacji: „Czy naprawdę to jest zaskakujące, że doszły do nas wiadomości o zamachu na prezydenta Sadata? Po tym roku, w którym kule zamachowców omal nie zabiły papieża Jana Pawła II, a także prezydenta Reagana?”.

I nie są to jedynie kartki z historycznych kronik. Ghattas wywodzi z tamtych wydarzeń i procesów to wszystko, co jest naszą współczesnością, w drugiej dekadzie XXI wieku. Pokazuje reperkusje błędnych ocen i wyborów. A także to, jak ci, którzy mają władzę, nie zauważają emocji innych ludzi albo zbrodniczo je wykorzystują. A potem konflikty ciągną się przez dziesięciolecia, i wtedy to już nie jest „tylko” Bliski Wschód, ale czarna fala od Waszyngtonu po Moskwę.

Jest więc tak, jak zauważył William Faulkner: „Przeszłość nigdy nie umiera; nie jest nawet przeszłością”.

Kończę lekturę dwoma wnioskami. Pierwszy jest dla mnie zupełnie zaskakujący.

Dotąd uważałem, że sztuczna inteligencja przyniesie degenerację cywilizacji, i ten proces już się rozpoczął. Mam na uwadze naprawdę poważne sprawy, nie zaś nieistotne, jak przetasowania na rynku pracy. Ale może jednak to nie będzie wcale aż takie złe, że decyzje w sprawach społecznych, politycznych, gospodarczych będą podejmowane przez algorytmy, a nie przez ludzi? Ludzie oczywiście nadal będą twierdzić, że algorytmy zostały stworzone przez nich, tak więc i decyzje są pochodną ich woli – co będzie obroną przegranej sprawy, skoro nie da się w pełni zrozumieć przesłanek aktywujących takie a nie inne decyzje maszyn. Ale może to nie będzie aż takie złowrogie, skoro analiza przeszłości i teraźniejszości wskazuje na to, że potrafimy dochodzić do ludzkich decyzji, które są szczytem nieodpowiedzialności? Może jakość decyzji maszyn opartych na poprawnej antycypacji skutków będzie zwyczajnie lepsza? A wstępne zaprogramowanie ich na jakieś (?) generalnie (?) akceptowane (?) wartości (?) będzie skuteczne? Czy w tych pytajnikach zawarta jest sugestia, by również wypracowanie konsensusu co do wartości oddać maszynom? Może.

Zaczynam więc na serio patrzeć przychylniejszym okiem na światowy wyścig do najpotężniejszych narzędzi w obrębie SI.

Rynek kapitałowy stanie się z pewnością jednym z pierwszych obszarów, w których ludzie będą udawać, że za coś jeszcze odpowiadają. Innymi słowy, że sprawczość rzekomo nadal im przysługuje. Ale tak nie będzie. Mimo wszystko trochę żal.

Żal też twórczości. Przeczytałem w „The Economist”, że Kudan Rie, laureatka najbardziej prestiżowej nagrody literackiej w Japonii, przyznała, że wykorzystała ChatGPT do napisania około 5 proc. swojej powieści science fiction, „Tokyo Sympathy Towers”. „Taka otwartość to rzadkość” – konkluduje „The Economist”. „Większość autorów nigdy nie przyzna się do tego, że współautorem był ChatGPT”.

Zapowiedziałem dwa wnioski. Drugi nie jest dla mnie zaskakujący. Zaskakujące jest tylko to, jak ciężko go wdrożyć. Paweł spotkany znienacka w konstancińskiej kawiarni w dniu, w którym piszę ten felieton, powiada, że ani wczoraj, ani jutro nie istnieją. Istnieje tylko moment obecny. Prawie już mówię Pawłowi, że słyszałem to setki razy od wielu ludzi i sam niejednokrotnie się nad tym zastanawiałem, ale on uprzedza mnie, dodając: „Tak, wiadomo, że to jest trudne do wprowadzenia w życie; ja mam na to jeden dobry sposób: odczuwać wdzięczność za to, co jest”.

Dobre posłowie do czarnych fal.

Felietony
Dyskretny urok samotności
Felietony
LSME – duże wyzwanie dla małych spółek
Felietony
Złoty wciąż ma potencjał do aprecjacji, ale w wolniejszym tempie
Felietony
Jak wspominam debiut WIG20
Felietony
Wszystko jest po coś i ma znaczenie
Felietony
Znieczulica regulacyjna