Ponieważ argumenty za zakończeniem podwyżek stóp procentowych są powszechnie znane, zasadne wydaje się przyjrzenie się bliżej racjom stojącym za innym punktem widzenia, to znaczy za dalszą kontynuacją podwyżek stóp procentowych.

Warto zauważyć, że cykl podwyżek stop procentowych w Polsce rozpoczęto ze znacznym opóźnieniem w stosunku do krajów sąsiednich. W Polsce pierwsza podwyżka miała miejsce w październiku ubiegłego roku. Podczas gdy zarówno w Czechach, jak i na Węgrzech, cykl podwyżek rozpoczął się już w czerwcu 2021 roku. Jest to o tyle istotne, że gospodarki regionu charakteryzują się znacznym podobieństwem. Zatem opóźnienie cyklu podwyżek stóp procentowych oznacza też opóźnienie ich oddziaływania na sferę realną, w tym na inflację.

Innym czynnikiem przemawiającym za kontynuacją podwyżek jest fakt, iż główne banki centralne wciąż wydają się być w trakcie procesu podnoszenia stóp procentowych. Zatrzymanie się na obecnym poziomie czy tylko nieco wyższym grozi w przyszłości pogorszeniem dyferencjału stóp procentowych, czyli zmniejszeniem różnicy w poziomie stóp procentowych na niekorzyść rynku polskiego. Oznaczać to może wzrost ryzyka odpływu kapitału zagranicznego i osłabienia złotego, co będzie oczywiście negatywnie oddziaływać na próby okiełznania inflacji.

Kolejny element to przy wysokiej inflacji i zatrzymaniu wzrostu stóp procentowych pogłębienie się ujemnych realnych stóp procentowych liczonych, jako różnica między stopą banku centralnego a bieżącą inflacją. Skutkiem takiej polityki będzie szybsza i głębsza erozja oszczędności, zarówno gospodarstw domowych, jak i przedsiębiorstw. W dłuższym okresie taki stan nie sprzyja inwestycjom w gospodarce. Pojawia się niedobór oszczędności, a z drugiej strony wysokie ujemne realne stopy procentowe wymagają coraz wyższej stopy zwrotu z inwestycji.

Istotnym argumentem za kontynuacją podwyżek stóp procentowych wydaje się też utrzymujący się wciąż wysoki poziom konsumpcji. Dobrym przykładem w tym przypadku jest posłużenie się danymi za sierpień o poziomie sprzedaży detalicznej żywności w cenach stałych. Otóż w sierpniu przy wzroście cen w tym segmencie rynku o 17 proc. sprzedaż zwiększyła się o 7 proc. Zatem trudno mówić o wyhamowaniu popytu. Oczywiście wciąż znaczący popyt w dużym stopniu spowodowany jest luźną polityką fiskalną, czy jednak jest to argument przeciw podwyżkom stóp czy może wręcz przeciwnie?

Z tym wiąże się też kwestia niewątpliwego osłabienia w ostatnim czasie wiarygodności banku centralnego, co ogranicza możliwości wpływania na oczekiwania inflacyjne w inny sposób niż poprzez podwyżki stóp procentowych. Jak to jest istotne, dowodzą ostatnie zawirowania na rynku cukru. Mimo iż podaż surowca nie zmalała, do wzrostu cen wystarczyła panika wśród konsumentów. A panika ta nie bez przyczyny pojawiła się akurat właśnie teraz w warunkach wysokiej, utrzymującej się od wielu miesięcy i rosnącej inflacji.

Wreszcie być może nie ostatni argument, ale jeden z cięższych gatunkowo, to obawy o sytuację na rynku pracy. Powiada się, że dalsze podwyżki mogą zwiększyć stopę bezrobocia. Jednak najnowsze enuncjacje GUS dotyczące spisu powszechnego jednoznacznie wskazują na kontynuację procesów demograficznych ograniczających dostępność pracowników na rynku polskim.

W tej sytuacji nie może dziwić, że już obecnie część pracodawców zapowiada stosowanie strategii „chomikowania miejsc pracy”. To znaczy, że pracodawcy są gotowi utrzymywać zatrudnienie na obecnym poziomie nawet w okresie recesji, mając świadomość przyszłych trudności ze znalezieniem pracowników.

Na koniec warto mieć na uwadze, iż łatwego wyboru nie ma. Alternatywa brzmi inflacja czy recesja? Recesja wydaje się nieunikniona, a ryzyko długotrwałej wysokiej inflacji być może jeszcze można ograniczyć.