Kiedy Polskę odwiedzają przedstawiciele czołowych banków inwestycyjnych na świecie, a polskie firmy szykują się na ostrą konkurencję również między sobą, wiadomo, że dzieje się coś ważnego. Taki obraz ostatnio wyłania się z rynku IPO. Po wysypie transakcji ABB i SPO w tym roku wszyscy wciąż czekają na prawdziwe przebudzenie rynku pierwotnego. Pierwsze jaskółki mają szansę pojawić się jeszcze w tym roku. Bankierzy inwestycyjni ostrzą jednak sobie zęby na 2027 r. Dość nieoczekiwanie na potencjalną perełkę rynkową wyrasta firma PayPo, lider płatności odroczonych w Polsce. Według ustaleń „Parkietu” plany związane z debiutem giełdowym przybierają tam coraz bardziej wyraziste kształty. A w grę wchodzą duże pieniądze.

Z ustaleń „Parkietu” wynika, że spółka jest na etapie wyboru doradców w procesie IPO. Nasze informacje wskazują, że ten tydzień pod tym względem jest decydujący.

Chętnych, by przeprowadzić potencjalne IPO, nie brakuje, bo i informacje napływające do nas wskazują, że może to być oferta, jakiej dawno w Polsce nie było. Według naszych ustaleń sama wartość oferty może przekroczyć nawet 2 mld zł. Jeśli faktycznie by się tak stało, mielibyśmy do czynienia z największym IPO od 2024 r., kiedy to na GPW debiutowała Żabka. Wtedy jej oferta wynosiła prawie 6,5 mld zł.

Czytaj więcej

Amerykanie kupują teraz, ale często nie płacą później. Polacy są solidniejsi

W przypadku Żabki sprzedawane były tylko istniejące papiery. Kiedy mowa o PayPo, to w planach jest zarówno sprzedaż akcji przez obecnych akcjonariuszy, jak i emisja nowych walorów – wynika z ustaleń „Parkietu”. Potencjalne IPO to jednak temat dopiero na przyszły rok. Zapytaliśmy spółkę o plany dotyczące IPO. – Nie możemy udzielić żadnego komentarza – odpowiedziała.

Ile może wynosić wartość spółki? Nasi informatorzy wskazują na kwotę w okolicach 5 mld zł, zaznaczając przy tym, że jest to konserwatywny szacunek. Czy jest ona uzasadniona? Na pewno na uwagę zasługuje imponujące tempo rozwoju biznesu potencjalnego debiutanta. Dobrze wstrzelił się w potrzeby rynku.

W tym tygodniu minęło dokładnie dziesięć lat od pierwszej transakcji zrealizowanej z PayPo. Było to w 2016 r., kiedy płatności odroczone były w Polsce rozwiązaniem praktycznie nieznanym. Pierwszy rok działalności fintech zamknął z 96 klientami. Teraz płatności odroczone to już nad Wisłą standard. Do dzisiaj z oferty PayPo skorzystało ponad 2,5 mln osób, a usługa jest dostępna w ponad 66 tys. sklepów. Firma rozwija biznes również poza Polską, weszła na rynek rumuński. – Nie chcemy zwalniać tempa. Najlepsze projekty i największe możliwości są jeszcze przed nami – tak członkowie zarządu i założyciele PayPo komentowali dziesięć lat działalności.

Czytaj więcej

Życie bez giełdy, czyli wyniki i plany niedoszłych debiutantów

Wzrost skali biznesu ma odzwierciedlenie w wynikach finansowych. Zeszłoroczne przychody PayPo wyniosły 423,1 mln zł wobec 292 mln zł w 2024 r. i wobec 196 mln zł w 2023 r. EBITDA w 2025 r. przekroczyła 292 mln zł, podczas gdy w 2024 r. wynosiła 188 mln zł, a w 2023 r. niespełna 113 mln zł. Na poziomie netto również widać imponującą dynamikę. W 2023 r. spółka zarobiła na czysto około 41 mln zł, rok później prawie 105 mln zł, a w zeszłym roku już ponad 181 mln zł.

Aktywa grupy na koniec zeszłego roku przekroczyły miliard złotych. W sprawozdaniu z działalności za 2025 r. możemy wyczytać, że portfel należności rok do roku wzrósł o 41 proc., rentowność sprzedaży wyniosła 2,7 proc., a marża netto przekroczyła 40 proc. W ciągu ostatnich 12 miesięcy z PayPo korzystało 55,3 proc. badanych, z Allegro Pay 44,1 proc., z BLIK Płacę Później 33,9 proc., a z Klarny 25,7 proc. Dalej plasują się mBank Płać Później, Twisto czy Revolut Pay Later – wynika z najnowszego raportu Business Growth Review.

Prezesem i założycielem PayPo jest Radosław Nawrocki, a wiodącymi udziałowcami są NRW Ventures ASI (prawie 49 proc.) oraz DC24 ASI (prawie 44 proc.).